RSS
 

Notki z tagiem ‘Unia Europejska’

R. Hess broni Unii Europejskiej

05 cze

71 lat temu porażka III Rzeszy w II wojnie światowej była już tylko kwestią czasu. 6 czerwca 1944 roku alianci rozpoczęli lądowanie w Normandii, Związek Radziecki przygotowywał się do powolnego miażdżenia kruchej już potęgi Hitlera, mieszkańcy Warszawy czekali na swoją kolej, by 1 sierpnia wyjść na ulice i pokazać światu swoją siłę. 70 lat temu III Rzesza nie istniała, wysocy rangą członkowie państwa byli sądzeni, wlk adm. Karl Dönitz ogłosił rozwiązanie NSDAP.

Dziś, 70 lat po tych wydarzeniach, po głośnym upadku państwa Adolfa Hitlera, jego marzenia o „przestrzeni życiowej” dla Niemców są rzeczywistością. Rzeczywistością odzwierciedloną w Unii Europejskiej, na którą największy wpływ mają właśnie współczesne Niemcy.

Dla owego pomysłu zjednoczonej hitlerowskiej Europy pojawiło się jednak zagrożenie – ze strony sił, które ową socjalistyczną organizację chcą rozmontować. Co ciekawe, owym zagrożeniem próbuje się obarczyć rzekomych spadkobierców poglądów Hitlera. Co jeszcze ciekawsze, w obronie Unii Europejskiej stanął sam Rainer Hess, wnuk Rudolfa Hessa, trzeciej najważniejszej postaci w III Rzeszy.

Czego dowiemy z klipu pt. „Never Forget. To Vote.”, w którym występuje rzeczony Rainer Hess? Zacytujmy, proszę, naszego „bohatera”:

„…wpływ nazistowskich ruchów w Europie rośnie z tych samych powodów co w latach 30. XX wieku: Sieć zabezpieczeń społecznych oferowanych przez państwo została zerwana. Ludzie są pozostawieni sami sobie. To rodzi beznadzieję, a ona rodzi nienawiść…

Jak więc widzimy, Rainer uważa, że zerwanie sieci zabezpieczeń społecznych prowadzi do odrodzenia się ruchów nazistowskich. Uważa on, że osłabienie systemu szerokiej opieki nad obywatelem (dla której tak ochoczo przyjeżdżają do Europy muzułmanie obcinający głowy żołnierzom albo bijący obywateli za jedzenie bułki z szynką, podpalający Paryż czy Londyn) jest zagrożeniem dla Europy. Dla Unii Europejskiej. Dla tej samej Unii Europejskiej, która jest zwieńczeniem planów Adolfa Hitlera.

Nic tu się kupy nie trzyma, panie Hess. Europa jest tak bardzo socjalistyczna, że nie mamy prawa mówić o słabym systemie zabezpieczeń społecznych. Europa jest tak bardzo hitlerowska, że Adolf mógłby być dumny ze swoich potomków budujących niezwykłą siłę Niemiec (choć tym razem metodami bardziej pokojowymi). Jednak mimo tego mówi pan, panie Hess, o słabej opiece (socjalistycznej), a na Europę marzeń Hitlera nasyła się pana – potomka dygnitarza hitlerowskiego, plującego na hitlerowską przeszłość. Głowa pęka. Bezsens.

Propaganda.

Ludzie i tak wybrali po swojemu. Choć szkoda, że wynik Unio-sceptyków nie był lepszy. Po rozmontowaniu Euro-Kołchozu ludzie mogliby wreszcie dostrzec, że świat może być lepszy, piękniejszy i łatwiejszy. Bez żadnych komunistycznych komisarzy, europarlamentarzystów, dygnitarzy, bez zakazów wędzenia, bez zakazów kupowania takich czy innych żarówek, bez prawa mówiącego, że marchewka to owoc, że ślimak do ryba, ani mówiących o tym jak bardzo prosty ma być banan et cetera, et cetera.

Propo tego, że ludzie i tak wybrali po swojemu w trakcie minionych wyborów do Europarlamentu… W końcu mamy demokrację, co nie? Zacytujmy znowu pana Rainera Hessa:

„Moja historia nauczyła mnie, że demokracja, równość i prawa człowieka nie mogą być nigdy uważane za rzecz oczywistą”

Oczywiście, że demokracja nie jest rzeczą oczywistą, panie Hess. Pański dziadek dzięki demokracji doszedł do władzy i zaprowadził swój narodowo-SOCJALISTYCZNY ustrój, który wymordował miliony ludzi w Europie (i nie tylko w Europie). Mam panu przypomnieć o tym, że w marcu 1933 roku partia NSDAP w wyborach DEMOKRATYCZNYCH uzyskała 44% głosów poparcia?

NSDAP plakat z roku 1933

Proszę tylko nie zapominać, że niektóre Unio-Sceptyczne partie, takie jak chociażby Kongres Nowej Prawicy, nijak się nie mają do narodowo-SOCJALISTYCZNEJ partii, jaką było NSDAP (więc proszę nie przypinać im etykiety nazistowskiej), gdyż jest to partia KONSERWATYWNO-LIBERALNA. Widzi pan, panie Hess, jakąś różnicę pomiędzy poglądami socjalistycznymi a liberalnymi? Bo ja, do cholery jasnej, widzę.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Europa, Historia, Polityka

 

EuroCyrk i jego małpy

20 maj

W ostatnich miesiącach rzeczywistość polityczna serwuje nam istny EuroCyrk na kółkach, albo Latający EuroCyrk Kołchozu LGBT. Ale wbrew pozorom nie jest śmiesznie, jest wręcz tragicznie. Bardzo tragicznie.

Putin już dawno temu zapowiedział, że wszelkie pro-zachodnie ruchy Ukrainy zakończą się aneksją Krymu (a może i nie tylko Krymu). EuroMajdan był pro-zachodni, a że Putin jest człowiekiem konsekwentnym to zaanektował Krym, grając całemu światu zachodniemu na nosie. Niemcy z Angelą Merkel nie kiwnęły palcem, bo się boją. A teraz bać się mogą jeszcze bardziej, bo Rosja ugadała się z Chinami w sprawie handlu gazem, a więc gdyby „przypadkiem” zabrakło w Europie kontrahenta na rosyjskie surowce, to zawsze pozostają klienci z Państwa Środka. Tak prawdę powiedziawszy – kto bardziej będzie płakał w przypadku przerw dostawy gazu – Europa, która uzależniła się od surowców rosyjskich, czy Rosja, która i tak swój gaz sprzeda? Kto szybciej odnajdzie się w nowej sytuacji?

Owszem, gaz Europie może sprzedać również USA, ale transport przez ocean swoje kosztuje, więc nie będzie to tanie rozwiązanie. Ale UE ma na to pieniądze. Swoich podatników.

Czyja jest więc wina, że Europa ma związane ręce i nie może Putinowi zbytnio podskoczyć? W odpowiedzi na to pytanie napiszę tylko tyle, że PONOĆ Unia Europejska powstała po to, aby być silnym i niezależnym podmiotem na arenie międzynarodowej. A tymczasem…

Do tego zbliżają się EuroWybory. Kolejny cyrk na kółkach. Partia rządząca i główna partia opozycyjna przekrzykują się nawzajem, jakich to cudów nie dokonają, będąc w Parlamencie Europejskim (bądźmy szczerzy, nasi posłowie, bez odpowiednio dużej koalicji z innymi europejskimi partiami mogą g*** zdziałać). A tymczasem media straszą ludzi rosnącą popularnością EuroSceptyków (w Polsce są to m.in. ludzie z Kongresu Nowej Prawicy). Nawet pan premier zapowiedział, że będzie zwalczał EuroSceptyków. Bo EuroSceptycy to zagrożenie…

…a może odpowiedź na nastroje społeczne w Europie? Nieprawdą jest to, o czym mówił prezydent Komorowski, że 89% Polaków jest zadowolonych z członkostwa w UE. Gdyby spojrzeć na dane Eurostatu, nie tylko w Polsce, ale generalnie w całej Unii Europejskiej panuje odwrót od EuroEntuzjazmu. Coraz więcej Polaków, Węgrów, Francuzów, Brytyjczyków, Hiszpanów itd. jest tym molochem politycznym zmęczonych. UE nie rozwiązuje ich problemów, tak jak by sobie tego ludzie życzyli. Albo inaczej: UE nie rozwiązuje w ogóle problemów, tworzy wręcz nowe!

I tak oto EuroCyrk nabiera rozmachu. Kandydaci na EuroPosłów obrzucają się pięknymi, fantazyjnymi hasłami wyborczymi. To już nawet nie kiełbasa wyborcza, no chyba że z jednorożca, bo ich pomysły to istne fantazje, które nigdy się nie ziszczą (choćby dlatego, że nie kiwną palcami dla ich ziszczenia). A u boku EuroCyrku i całej tej fantazyjności Władimir Putin jak najbardziej realnie anektuje Krym, grając EuroMajdanowi i EuroKołchozowi na nosie. Nikt nic nie powie, bo Putin doskonale zaplanował to sobie wiele lat temu. Putin jest silny. Putin jest groźny. A małpy zżerają EuroCyrk od środka debatując nad krzywizną banana…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Europa, Polityka, Polska

 

Polacy w walce o… socjalizm

11 kwi

Przed laty Polacy, mimo życia za Żelazną Kurtyną, a może właśnie poprzez stosunek do niej, byli symbolem walki z reżimem komunistycznym, z reżimem Polski socjalistycznej, z ZSRR, byli żywym symbolem walki o wolny świat.

Dziś, według sondażu z grudnia 2012 roku, Polacy są największymi entuzjastami socjalistycznej Unii Europejskiej – aż 81% mieszkańców nad Wisłą popiera euro-reżim!

Dawniej Polacy walczyli z komunistami i socjalistami pokroju Gomółki, Bieruta, czy Jaruzelskiego. Dziś dają się rządzić (i wydają się z tego powodu szczęśliwi), takim ludziom jak…

No właśnie, jakim ludziom? Powiedzmy to na przykładzie Komisji Europejskiej, jednej z najważniejszych instytuacji UE.

Przypomnijmy wpierw kilku poprzedników obecnego przewodniczącego KE, Jose Manuela Baroso. Pierwszym z nich był niejaki Walter Hallstein, twórca tzw. doktryny Hallsteina, która nie uznawała zastałych po II wojnie granic państw komunistycznych, w tym granic PRL-u. Tym samym nie uznawał powrotu Dolnego Śląska, czy zachodniego Pomorza do macierzy. Uważał te ziemie za czysto niemieckie.

Innym ciekawym przewodniczącym Komisji Europejskiej był Sicco Mansholt sprawujący tę funkcję w latach 1972 – 1973. Życiorys tego człowieka jest jednoznaczny – wychowywał się wszak on w rodzinie o tradycjach socjalistycznych (ojciec był delegatem Socjaldemokratycznej Partii Robotniczej, natomiast dziadek był zwolennikiem m.in. Ferdinanda Domela Nieuwenhuis`a, który szeroko głosił koncepcje anarchokomunizmu). Zresztą Sicco Mansholt był sekretarzem lokalnym Sociaal Democratische Arbeiders Partij, a później z ramienia Partii Pracy był holenderskim Ministrem Rolnictwa, Rybołówstwa oraz Dystrybucji Żywności. Uznaje się także, że był on pod silnym wpływem tzw. Klubu Rzymskiego, który zwiastował wyczerpanie się wszystkich istotnych zasobów naturalnych w roku 1995. Jak widzimy, niemal 20 lat później świat ma się dobrze w tym względzie, choć socjalistyczni politycy nadal używają podobnych haseł jako straszaków i haseł wyborczych.

W latach 1977 – 1981 Komisji Europejskiej przewodniczył Roy Jenkins, czyli członek brytyjskiej Partii Pracy, zresztą był także założycielem Partii Socjaldemokratycznej. Można więc powiedzieć, że świetnie wpisywał się w koncepcje socjalistycznej UE.

Jacques Delors, który przez 10 lat, bo od 1985 roku począwszy, był przewodniczącym KE, już od roku 1974 był aktywnym członkiem francuskiej Partii Socjalistycznej. O tym, że chętnie zajmował (i zajmuje) się on propagowaniem socjalistycznej wiary, świadczy fakt, iż jego córka – Martine Aubry, jest od 2008 roku pierwszym sekretarzem Partii Socjalistycznej. Tak właśnie wychowywana jest dziś europejska młodzież.

W 1995 roku urząd przewodniczącego KE przejął Luksemburczyk Jacques Santer, członek Europejskiej Partii Ludowej, głoszącej niezbyt wolnorynkowe hasła. Zresztą o uczciwości tego człowieka świadczy fakt, iż Santer musiał ustąpić ze sprawowanego stanowiska (w 1999 roku) po pełnych korupcji, oszustw i nepotyzmu skandali, związanych z socjalistyczną expremier Francji, a ówczesną panią komisarz – Edith Cresson.

Miejsce Santera zajęła kolejna „wybitność”, czyli Romano Prodi, uznawany za lewe skrzydło Chrześcijańskiej Demokracji. Człowiek ten znany jest m.in. z tego, iż wskazał miejsce zamordowania w 1978 roku przez Czerwone Brygady innego polityka chadecji – Aldo Moro. Co ciekawe, Prodi twierdził, że źródłem jego wiedzy na temat lokalizacji zwłok były… seanse spirytystyczne. Faktycznie jednak podejrzewany był o współpracę z KGB, co zresztą zeznać miał sam Litwinienko.

I tak oto docieramy do sprawującego dziś funkcję przewodniczącego Komisji Europejskiej Jose Manuela Durao Baroso. Pewnie mało który z polskich euroentuzjastów wie, że człowiek ten w czasach studenckich był członkiem maoistowskiego Rewolucyjnego Ruchu Portugalskiego Proletariatu. W 1980 roku wstąpił do Partii Socjaldemokratycznej, by w 1999 roku zostać jej przewodniczącym. Nigdy jednak nie wyparł się swoich dawnych poglądów, mówiąc m.in.: „Nie wstydzę się tego, co robiłem, gdy byłem 18-latkiem na wydziale prawa w Lizbonie w tych rewolucyjnych czasach.” Oczywiście dzisiaj czasy są mniej rewolucyjne, bo ci rewolucjoniści stoją u szczytu europejskiej władzy i bez zawieruchy mogą wprowadzać w życie swoje komunistyczne pomysły.

Na tym nie koniec. Wszak wspomnę jeszcze o kilku ciekawych personach, które Baroso ma pod sobą, jako ich przewodniczący. Mam na myśli lewicowych komisarzy zasiadających w tej instytucji działającej na wzór dawnych partii komunistycznych. A oto nasze (czerwone) gwiazdy:

Catherine Ashton – członkini brytyjskiej socjalistycznej Partii Pracy. Pracując w Kampanii na rzecz Rozbrojenia Nuklearnego (CND) reprezentowała organizację m.in. na zjazdach brytyjskiej Partii Komunistycznej. Współpracowała także z periodykiem „Marxism Today”, holenderskimi aktywistami komunistycznymi (z grupy „Stop the neutron bomb”) oraz z Francuską Partią Komunistyczną. Wydaje się więc, że sympatie pani Ashton są wyraźnie widoczne, a jej wysoki status w strukturach UE daje tylko szansę nie tylko na szerzenie wiary komunistycznej, ale i wprowadzanie tego typu (głupich) pomysłów w życie.

Joaquin Almunia – w latach `70 pracował dla hiszpańskich związków zawodowych, w 1979 roku otrzymał mandat parlamentarny z ramienia Hiszpańskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej.

Siim Kallas – Estończyk o bardzo „bogatym” życiorysie. Najpierw pracował dla Ministerstwa Finansów Estońskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej (gdzie zapewne został przeszkolony z „zalet” gospodarki centralnie planowanej…), następnie był dyrektorem Centralnej Rady Kas Oszczędnościowych w Estonii, a w 1989 roku wybrany został do Rady Najwyższej ZSRR. W latach 1989 – 1991 przewodniczył Zrzeszeniu Związków Zawodowych. Warto też pamiętać, że od 1972 do 1990 roku był nieprzerwanie członkiem Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego. Skoro padło ZSRR, pewnie dziś próbuje reaktywować ją pod postacią UE.

Andris Piebalgs – Łotysz znany z wprowadzenia zakazu sprzedaży popularnych żarówek na terenie UE. Nic dziwnego, że ma takie pomysły, skoro był też członkiem Komunistycznej Partii Łotwy, by później podjąć pracę w Ministerstwie Oświaty Ludowej Łotewskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. Trudno jednak powiedzieć, by należał do specjalnie oświeconych.

Maria Damanaki – grecka parlamentarzystka, początkowo związana z Partią Komunistyczną, następnie ze skrajnie lewicową partią Synaspismós. Czyli niespecjalnie zmieniła poglądy…

Stefan Fule – czeski działacz Partii Komunistycznej (w latach 1982 – 1989) szukający swojego miejsca w socjalistycznych strukturach UE.

Laszlo Andor – związany z socjalistyczną Fundacją Jozsefa Attilli, zasiadał w jej władzach w latach 2002 – 2007. Zresztą był też doradcą „ekonomicznym” socjalistycznego premiera Węgier – Ferenca Gyurcsánego.

O takie europejskie „mądre głowy” walczyli dawniej Polacy z polskimi „mądrymi głowami” zarządzającymi gospodarką? W takim razie po co walczyli z socjalistami i komunistami? Żeby z radością oddać władzę socjalistom i komunistom…

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Gospodarka, Polityka

 

Iluzja goni iluzję

05 gru
Jak informuje niespecjalnie rzetelna i niespecjalnie obiektywna „Gazeta Wyborcza”, UE martwi się o młodych, którzy w całej tej iluzorycznej europejskiej gospodarce mają niesamowite problemy ze znalezieniem pracy (w całej UE młodych bezrobotnych jest 23,4%, w niektórych krajach jak choćby Grecja czy Hiszpania nawet ponad 50%). W związku z tym… (cytuję Onet.pl):
„Komisja Europejska wdraża więc projekt „gwarancji dla młodych”. Jest to zalecenie, aby każdy obywatel zjednoczonej Europy, który nie ukończył jeszcze 25. roku życia, otrzymywał ofertę przyzwoitego zatrudnienia, szkolenia albo kształcenia w ciągu czterech miesięcy od opuszczenia szkoły lub trafienia na bezrobocie.”
Teraz pozwolę sobie wyjaśnić kilka spraw.
KTO ZAPŁACI?
Zapłacimy za to wszyscy. Bo skąd wziąć pieniądze, jeśli nie z podatków – a te zawsze odbijają się na kieszeni zwykłych ludzi. Więc wcale nie będzie nam się żyło lepiej. Bo wcale też nie będzie mniejsze bezrobocie – miejsca pracy nie biorą się z kosmosu i samo wyszkolenie ludzi nie zapewnia, że powstaną nowe firmy, zakłady itp. O te dba się poprzez dobry klimat dla inwestycji – niskie podatki, łatwość założenia działalności gospodarczej. A podwyższanie podatków, czyli m.in. kosztów pracy (które w Polsce są i tak już bardzo wysokie) wcale temu nie służy.
CZY ZNAJDĄ PRACĘ?
Nie znajdą, to proste. Skoro wszyscy młodzi będą przeszkoleni, to pracodawcy będą więcej wymagać, bo w końcu wszyscy młodzi będą przeszkoleni… i będą mogli wśród nich przebierać (tak jak zresztą to się dzieje dzisiaj). Poza tym – bądźmy szczerzy – publiczne szkolenia są średniej jakości (jak to bywa z państwowymi „produktami”), więc nie łudźmy się, że po takim przeszkoleniu młodzi Europejczycy nagle zamienią się w rekiny biznesu. Poza tym, jak już mówiłem, większe podatki to większe koszty pracy, a więc pracodawca dwa razy więcej będzie się zastanawiał nad zatrudnieniem nowego pracownika. Albo zatrudni go na czarno.
OSZUSTWA
Oczywiście to jest dobra pożywka dla wszelkiej maści oszustów. Zawsze znajdzie się firma, która wygra przetarg na szkolenie – nie ze względu na jakość usług, a ze względu na podpłacenie odpowiedniego decydenta. Również ci, którzy pracują na czarno zyskają – bo nie dość że zarobią w szarej strefie to jeszcze prawdopodobnie trafią na szkolenie, za które nie zapłacą.
I tak oto w Unii Europejskiej iluzja goni iluzję – urzędnicy udają, że pomagają społeczeństwu, a społeczeństwo udaje, że jest mądre (wyszkolone). Tymczasem pracy dalej nikt nie ma. Bo firmy wolą inwestować poza Unią Europejską, gdzie są niższe podatki, niższe koszty pracy… Gdzie jest większy szacunek dla konkretnej pracy zarobkowej, a nie dla za darmo pobieranych zasiłków wszelkiej maści, które pozwalają na spokojne życie bez stresu i przemęczania się.
Iluzja goni iluzję. A w tym czasie szkodliwy Euro-Socjalizm się rozrasta. Takie powolne samobójstwo „zjednoczonej Europy”.

Jak informuje niespecjalnie rzetelna i niespecjalnie obiektywna „Gazeta Wyborcza”, UE martwi się o młodych, którzy w całej tej iluzorycznej europejskiej gospodarce mają niesamowite problemy ze znalezieniem pracy (w całej UE młodych bezrobotnych jest 23,4%, w niektórych krajach jak choćby Grecja czy Hiszpania nawet ponad 50%). W związku z tym… (cytuję Onet.pl):

„Komisja Europejska wdraża więc projekt „gwarancji dla młodych”. Jest to zalecenie, aby każdy obywatel zjednoczonej Europy, który nie ukończył jeszcze 25. roku życia, otrzymywał ofertę przyzwoitego zatrudnienia, szkolenia albo kształcenia w ciągu czterech miesięcy od opuszczenia szkoły lub trafienia na bezrobocie.”

Teraz pozwolę sobie wyjaśnić kilka spraw.

KTO ZAPŁACI?

Zapłacimy za to wszyscy. Bo skąd wziąć pieniądze, jeśli nie z podatków – a te zawsze odbijają się na kieszeni zwykłych ludzi. Więc wcale nie będzie nam się żyło lepiej. Bo wcale też nie będzie mniejsze bezrobocie – miejsca pracy nie biorą się z kosmosu i samo wyszkolenie ludzi nie zapewnia, że powstaną nowe firmy, zakłady itp. O te dba się poprzez dobry klimat dla inwestycji – niskie podatki, łatwość założenia działalności gospodarczej. A podwyższanie podatków, czyli m.in. kosztów pracy (które w Polsce są i tak już bardzo wysokie) wcale temu nie służy.

CZY ZNAJDĄ PRACĘ?

Nie znajdą, to proste. Skoro wszyscy młodzi będą przeszkoleni, to pracodawcy będą więcej wymagać, bo w końcu wszyscy młodzi będą przeszkoleni… i będą mogli wśród nich przebierać (tak jak zresztą to się dzieje dzisiaj). Poza tym – bądźmy szczerzy – publiczne szkolenia są średniej jakości (jak to bywa z państwowymi „produktami”), więc nie łudźmy się, że po takim przeszkoleniu młodzi Europejczycy nagle zamienią się w rekiny biznesu. Poza tym, jak już mówiłem, większe podatki to większe koszty pracy, a więc pracodawca dwa razy więcej będzie się zastanawiał nad zatrudnieniem nowego pracownika. Albo zatrudni go na czarno.

OSZUSTWA

Oczywiście to jest dobra pożywka dla wszelkiej maści oszustów. Zawsze znajdzie się firma, która wygra przetarg na szkolenie – nie ze względu na jakość usług, a ze względu na podpłacenie odpowiedniego decydenta. Również ci, którzy pracują na czarno zyskają – bo nie dość że zarobią w szarej strefie to jeszcze prawdopodobnie trafią na szkolenie, za które nie zapłacą.

I tak oto w Unii Europejskiej iluzja goni iluzję – urzędnicy udają, że pomagają społeczeństwu, a społeczeństwo udaje, że jest mądre (wyszkolone). Tymczasem pracy dalej nikt nie ma. Bo firmy wolą inwestować poza Unią Europejską, gdzie są niższe podatki, niższe koszty pracy… Gdzie jest większy szacunek dla konkretnej pracy zarobkowej, a nie dla za darmo pobieranych zasiłków wszelkiej maści, które pozwalają na spokojne życie bez stresu i przemęczania się.

Iluzja goni iluzję. A w tym czasie szkodliwy Euro-Socjalizm się rozrasta. Takie powolne samobójstwo „zjednoczonej Europy”.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Gospodarka, Polityka