RSS
 

Notki z tagiem ‘postkomuna’

Polacy w walce o… socjalizm

11 kwi

Przed laty Polacy, mimo życia za Żelazną Kurtyną, a może właśnie poprzez stosunek do niej, byli symbolem walki z reżimem komunistycznym, z reżimem Polski socjalistycznej, z ZSRR, byli żywym symbolem walki o wolny świat.

Dziś, według sondażu z grudnia 2012 roku, Polacy są największymi entuzjastami socjalistycznej Unii Europejskiej – aż 81% mieszkańców nad Wisłą popiera euro-reżim!

Dawniej Polacy walczyli z komunistami i socjalistami pokroju Gomółki, Bieruta, czy Jaruzelskiego. Dziś dają się rządzić (i wydają się z tego powodu szczęśliwi), takim ludziom jak…

No właśnie, jakim ludziom? Powiedzmy to na przykładzie Komisji Europejskiej, jednej z najważniejszych instytuacji UE.

Przypomnijmy wpierw kilku poprzedników obecnego przewodniczącego KE, Jose Manuela Baroso. Pierwszym z nich był niejaki Walter Hallstein, twórca tzw. doktryny Hallsteina, która nie uznawała zastałych po II wojnie granic państw komunistycznych, w tym granic PRL-u. Tym samym nie uznawał powrotu Dolnego Śląska, czy zachodniego Pomorza do macierzy. Uważał te ziemie za czysto niemieckie.

Innym ciekawym przewodniczącym Komisji Europejskiej był Sicco Mansholt sprawujący tę funkcję w latach 1972 – 1973. Życiorys tego człowieka jest jednoznaczny – wychowywał się wszak on w rodzinie o tradycjach socjalistycznych (ojciec był delegatem Socjaldemokratycznej Partii Robotniczej, natomiast dziadek był zwolennikiem m.in. Ferdinanda Domela Nieuwenhuis`a, który szeroko głosił koncepcje anarchokomunizmu). Zresztą Sicco Mansholt był sekretarzem lokalnym Sociaal Democratische Arbeiders Partij, a później z ramienia Partii Pracy był holenderskim Ministrem Rolnictwa, Rybołówstwa oraz Dystrybucji Żywności. Uznaje się także, że był on pod silnym wpływem tzw. Klubu Rzymskiego, który zwiastował wyczerpanie się wszystkich istotnych zasobów naturalnych w roku 1995. Jak widzimy, niemal 20 lat później świat ma się dobrze w tym względzie, choć socjalistyczni politycy nadal używają podobnych haseł jako straszaków i haseł wyborczych.

W latach 1977 – 1981 Komisji Europejskiej przewodniczył Roy Jenkins, czyli członek brytyjskiej Partii Pracy, zresztą był także założycielem Partii Socjaldemokratycznej. Można więc powiedzieć, że świetnie wpisywał się w koncepcje socjalistycznej UE.

Jacques Delors, który przez 10 lat, bo od 1985 roku począwszy, był przewodniczącym KE, już od roku 1974 był aktywnym członkiem francuskiej Partii Socjalistycznej. O tym, że chętnie zajmował (i zajmuje) się on propagowaniem socjalistycznej wiary, świadczy fakt, iż jego córka – Martine Aubry, jest od 2008 roku pierwszym sekretarzem Partii Socjalistycznej. Tak właśnie wychowywana jest dziś europejska młodzież.

W 1995 roku urząd przewodniczącego KE przejął Luksemburczyk Jacques Santer, członek Europejskiej Partii Ludowej, głoszącej niezbyt wolnorynkowe hasła. Zresztą o uczciwości tego człowieka świadczy fakt, iż Santer musiał ustąpić ze sprawowanego stanowiska (w 1999 roku) po pełnych korupcji, oszustw i nepotyzmu skandali, związanych z socjalistyczną expremier Francji, a ówczesną panią komisarz – Edith Cresson.

Miejsce Santera zajęła kolejna „wybitność”, czyli Romano Prodi, uznawany za lewe skrzydło Chrześcijańskiej Demokracji. Człowiek ten znany jest m.in. z tego, iż wskazał miejsce zamordowania w 1978 roku przez Czerwone Brygady innego polityka chadecji – Aldo Moro. Co ciekawe, Prodi twierdził, że źródłem jego wiedzy na temat lokalizacji zwłok były… seanse spirytystyczne. Faktycznie jednak podejrzewany był o współpracę z KGB, co zresztą zeznać miał sam Litwinienko.

I tak oto docieramy do sprawującego dziś funkcję przewodniczącego Komisji Europejskiej Jose Manuela Durao Baroso. Pewnie mało który z polskich euroentuzjastów wie, że człowiek ten w czasach studenckich był członkiem maoistowskiego Rewolucyjnego Ruchu Portugalskiego Proletariatu. W 1980 roku wstąpił do Partii Socjaldemokratycznej, by w 1999 roku zostać jej przewodniczącym. Nigdy jednak nie wyparł się swoich dawnych poglądów, mówiąc m.in.: „Nie wstydzę się tego, co robiłem, gdy byłem 18-latkiem na wydziale prawa w Lizbonie w tych rewolucyjnych czasach.” Oczywiście dzisiaj czasy są mniej rewolucyjne, bo ci rewolucjoniści stoją u szczytu europejskiej władzy i bez zawieruchy mogą wprowadzać w życie swoje komunistyczne pomysły.

Na tym nie koniec. Wszak wspomnę jeszcze o kilku ciekawych personach, które Baroso ma pod sobą, jako ich przewodniczący. Mam na myśli lewicowych komisarzy zasiadających w tej instytucji działającej na wzór dawnych partii komunistycznych. A oto nasze (czerwone) gwiazdy:

Catherine Ashton – członkini brytyjskiej socjalistycznej Partii Pracy. Pracując w Kampanii na rzecz Rozbrojenia Nuklearnego (CND) reprezentowała organizację m.in. na zjazdach brytyjskiej Partii Komunistycznej. Współpracowała także z periodykiem „Marxism Today”, holenderskimi aktywistami komunistycznymi (z grupy „Stop the neutron bomb”) oraz z Francuską Partią Komunistyczną. Wydaje się więc, że sympatie pani Ashton są wyraźnie widoczne, a jej wysoki status w strukturach UE daje tylko szansę nie tylko na szerzenie wiary komunistycznej, ale i wprowadzanie tego typu (głupich) pomysłów w życie.

Joaquin Almunia – w latach `70 pracował dla hiszpańskich związków zawodowych, w 1979 roku otrzymał mandat parlamentarny z ramienia Hiszpańskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej.

Siim Kallas – Estończyk o bardzo „bogatym” życiorysie. Najpierw pracował dla Ministerstwa Finansów Estońskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej (gdzie zapewne został przeszkolony z „zalet” gospodarki centralnie planowanej…), następnie był dyrektorem Centralnej Rady Kas Oszczędnościowych w Estonii, a w 1989 roku wybrany został do Rady Najwyższej ZSRR. W latach 1989 – 1991 przewodniczył Zrzeszeniu Związków Zawodowych. Warto też pamiętać, że od 1972 do 1990 roku był nieprzerwanie członkiem Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego. Skoro padło ZSRR, pewnie dziś próbuje reaktywować ją pod postacią UE.

Andris Piebalgs – Łotysz znany z wprowadzenia zakazu sprzedaży popularnych żarówek na terenie UE. Nic dziwnego, że ma takie pomysły, skoro był też członkiem Komunistycznej Partii Łotwy, by później podjąć pracę w Ministerstwie Oświaty Ludowej Łotewskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. Trudno jednak powiedzieć, by należał do specjalnie oświeconych.

Maria Damanaki – grecka parlamentarzystka, początkowo związana z Partią Komunistyczną, następnie ze skrajnie lewicową partią Synaspismós. Czyli niespecjalnie zmieniła poglądy…

Stefan Fule – czeski działacz Partii Komunistycznej (w latach 1982 – 1989) szukający swojego miejsca w socjalistycznych strukturach UE.

Laszlo Andor – związany z socjalistyczną Fundacją Jozsefa Attilli, zasiadał w jej władzach w latach 2002 – 2007. Zresztą był też doradcą „ekonomicznym” socjalistycznego premiera Węgier – Ferenca Gyurcsánego.

O takie europejskie „mądre głowy” walczyli dawniej Polacy z polskimi „mądrymi głowami” zarządzającymi gospodarką? W takim razie po co walczyli z socjalistami i komunistami? Żeby z radością oddać władzę socjalistom i komunistom…

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Gospodarka, Polityka

 

Rocznica „13 grudnia”

13 gru
Dziś ważna data w historii Polski – 13 grudnia. Nawiązuje ona do wydarzeń z roku 1981, kiedy to gen.
Jaruzelski wprowadził na terenie Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej stan wojenny, w związku z narastającą
falą niezadowolenia w polskim społeczeństwie, w związku z rosnącą liczbą strajków i wzrostem
popularności opozycyjnej „Solidarności”.
Dziś będą w telewizji liczne debaty, czy raczej kłótnie – miał Jaruzelski słuszność, czy też nie,
wprowadzając przed 20 laty stan wojenny? Sam obwiniony broni się tym, że swoją decyzją ratował PRL
przed ostrą wojskową reakcją Moskwy.
Czy Sowieci ruszyliby do akcji? Sami twierdzą, że nie było takich planów. Ale przecież poprzednie
wydarzenia, jak chociażby w 1956 w Budapeszcie, w 1968 w Czechosłowacji, w 1979 w Afganistanie
jednoznacznie pokazywały, że Moskwa broni swoich interesów w zdecydowany sposób. Dlaczego nie mieliby
tego zrobić w 1981?
Drugą sprawą jest to, że Jaruzelski bronił systemu, który go wychował, który pokochał. Nie robił tego
pierwszy raz, w końcu przecież to 27 lipca 1968 roku z jego zarządzenia (Jaruzelski był wówczas
Ministrem Obrony Narodowej) powołano pod broń armię, która ruszyła na niespokojną Czechosłowację. Warto
zauważyć, że zaangażowanie Jaruzelskiego było tak duże, że 2. Armia Wojska Polskiego, która wkroczyła
do naszego południowego sąsiada była największą biorącą udział w tej akcji. Polacy nie mogą zapominać o
takich szczegółach.
Jaruzelski powinien więc stanąć przed sądem i odpowiedzieć. Nie tylko on i nie tylko za stan wojenny z
lat 1981 – 1983. Cały system komunistyczny (czy socjalistyczny), jaki rządził Polską przez
kilkadziesiąt lat był systemem naznaczonym zbrodniami przeciwko własnemu społeczeństwu, przeciwko
wolności, przeciwko rozwojowi gospodarczemu, przeciwko racjonalności. W związku z tym wszyscy
członkowie ówczesnej władzy powinni odpowiedzieć. Nie mówię od razu o krwawej rewolucji, jaka miała miejsce na Rumunii. Mówię o sensownej, mądrej i spokojnej lustracji, która pozwoliłaby prześledzić, kto odpowiadał za zbrodnicze decyzje i ich wykonywanie, a kto sprawował jedynie urzędnicze obowiązki i z przestępczą działalnością nie miał nic wspólnego.
Choć jednocześnie, jak słucham opowieści o tym, jak to Polacy okradali za PRL-u własne zakłady pracy, jak wynosili z nich różne mniej lub bardziej przydatne rzeczy, narzędzia, elementy… bo w końcu wszystko było społeczne… to trzeba by było prześwietlić ze 40 milionów Polaków.
Ale tak serio – czyszcząc politykę po obaleniu reżimu komunistycznego, prawdopodobnie ta polityka byłaby dzisiaj czystsza. Nie zaprowadzając natychmiastowo w tej sprawie porządku Polacy sami sobie zgotowali istny „burdel”. Dlatego polityka w kraju nad Wisłą jest tak bardzo brudna…

Dziś ważna data w historii Polski – 13 grudnia. Nawiązuje ona do wydarzeń z roku 1981, kiedy to gen.
Jaruzelski wprowadził na terenie Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej stan wojenny, w związku z narastającą
falą niezadowolenia w polskim społeczeństwie, w związku z rosnącą liczbą strajków i wzrostem
popularności opozycyjnej „Solidarności”.

Dziś będą w telewizji liczne debaty, czy raczej kłótnie – miał Jaruzelski słuszność, czy też nie,
wprowadzając przed 30 laty stan wojenny? Sam obwiniony broni się tym, że swoją decyzją ratował PRL
przed ostrą wojskową reakcją Moskwy.

Czy Sowieci ruszyliby do akcji? Sami twierdzą, że nie było takich planów. Ale przecież poprzednie
wydarzenia, jak chociażby w 1956 w Budapeszcie, w 1968 w Czechosłowacji, w 1979 w Afganistanie
jednoznacznie pokazywały, że Moskwa broni swoich interesów w zdecydowany sposób. Dlaczego nie mieliby tego zrobić w 1981?

Drugą sprawą jest to, że Jaruzelski bronił systemu, który go wychował, który pokochał. Nie robił tego
pierwszy raz, w końcu przecież 27 lipca 1968 roku z jego zarządzenia (Jaruzelski był wówczas
Ministrem Obrony Narodowej) powołano pod broń armię, która ruszyła na niespokojną Czechosłowację. Warto zauważyć, że zaangażowanie Jaruzelskiego było tak duże, że 2. Armia Wojska Polskiego, która wkroczyła do swego południowego sąsiada była największą biorącą udział w tej akcji. Polacy nie mogą zapominać o takich szczegółach.

Jaruzelski powinien więc stanąć przed sądem i odpowiedzieć. Nie tylko on i nie tylko za stan wojenny z lat 1981 – 1983. Cały system komunistyczny (czy socjalistyczny), jaki rządził Polską przez kilkadziesiąt lat był systemem naznaczonym zbrodniami przeciwko własnemu społeczeństwu, przeciwko
wolności, przeciwko rozwojowi gospodarczemu, przeciwko racjonalności. W związku z tym wszyscy
członkowie ówczesnej władzy powinni odpowiedzieć. Nie mówię od razu o krwawej rewolucji, jaka miała miejsce na Rumunii. Mówię o sensownej, mądrej i spokojnej lustracji, która pozwoliłaby prześledzić, kto odpowiadał za zbrodnicze decyzje i ich wykonywanie, a kto sprawował jedynie urzędnicze obowiązki i z przestępczą działalnością nie miał nic wspólnego.

Choć jednocześnie, jak słucham opowieści o tym, jak to Polacy okradali za PRL-u własne zakłady pracy, jak wynosili z nich różne mniej lub bardziej przydatne rzeczy, narzędzia, elementy… bo w końcu wszystko było społeczne… to trzeba by było prześwietlić ze 40 milionów Polaków.

Ale tak serio – czyszcząc politykę po obaleniu reżimu komunistycznego, prawdopodobnie ta polityka byłaby dzisiaj czystsza. Nie zaprowadzając natychmiastowo w tej sprawie porządku Polacy sami sobie zgotowali istny „burdel”. Dlatego polityka w kraju nad Wisłą jest tak bardzo brudna

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Historia, Polityka