RSS
 

Notki z tagiem ‘polityka’

Radosna prezydentura Komorowskiego

28 maj

Prezydent Komorowski to prezydent radosny. Ciągle się uśmiecha, ciągle szczerzy ząbki, ciągle okazuje swą dziecięcą radość z pełnienia przewodniej roli nad narodem polskim. Styl jego prezydentury jest szczególnie radosny w zestawieniu z kadencją śp. Lecha Kaczyńskiego, który albo się nie uśmiechał wcale, albo robił to tak, że niespecjalnie było to widać. Bo był zbyt poważny jak na stanowisko, które piastował.

Ostatnio w moje ręce wpadła prezydencka broszura podsumowująca dwa lata kadencji („Dwa lata Prezydentury: 6 sierpnia 2010 – 5 sierpnia 2012”) Bronisława Komorowskiego. Zwykle takie rzeczy rzucam w kosz, bo propaganda mnie nie interesuje, ale z racji, że spostrzegłem iż mowa tam była o patriotyzmie… postanowiłem rzucić okiem, jak tę kwestię widzi nasz szanowny, radosny prezydent. I jakoś nie zdziwiło mnie, kiedy w książeczce wyczytałem, że „z tożsamością Polaka wiąże się poczucie radości…” (str. 83), ani nie zdziwiło mnie zdanie kolejne, mówiące o tym, iż „…radość ze wspólnych dokonań buduje więź…”. Co ciekawe dowiedziałem się także, że euroentuzjazm może być „wyrazem szczerego patriotyzmu”. Myśląc tym tokiem – czyżby eurosceptycy byli nieszczerzy w swej miłości do ojczyzny? Fałszywi? Tak czy inaczej Nowoczesny patriotyzm według Komorowskiego to radosny patriotyzm. A znakiem tego patriotyzmu ma być biało-czerwony kotylion symbolizujący „radość i dumę z dokonań Polaków” (str. 95). Jak więc widać Polacy mają cieszyć się jak dzieci, a najlepiej gdyby do tego byli naiwni jak dzieci. O ile już nie są.

W dalszej części książki nie jest wcale lepiej…

Pojawia się m.in. mowa o działaniach społecznych i organizacjach pozarządowych. Jego Radosna Mość Komorowski chwali się organizowaniem debat poświęconych „procedurom uproszczenia prawa, stworzeniu mechanizmów finansowania działań społecznych”, czy też debat omawiających jak ułatwić „funkcjonowanie organizacji pozarządowych oraz dających realne podstawy finansowania ich działania” (str. 85). Zastanawia mnie jakie to mechanizmy chce stworzyć nasz prezydent dla finansowania działań społecznych? Zawsze wydawało mi się, że mechanizm ten jest bardzo prosty: włożyć rękę do kieszeni, wyciągnąć monetę albo banknot i wrzucić do puszki trzymanej przez wolontariusza. Ale może nasz radosny przodownik narodu ma ciekawsze pomysły? Najlepiej takie, które pozwolą zatrudnić nowe rzesze urzędników… Martwi mnie to tym bardziej, że Bronisław Komorowski wywodzi się z rzekomo liberalnej partii – PO (choć jaka ona jest – sami wiemy).

A jeśli autorzy mieli na myśli finansowanie organizacji społecznych i pozarządowych przez… budżet państwa, to ja nie bardzo wiem, w jaki sposób są to organizacje społeczne czy pozarządowe. No chyba że Rządowe Organizacje Pozarządowe to jeden z elementów radosnej prezydentury Komorowskiego…

Wyczulenie na finanse państwowe, czyli na pieniądze wyciągnięte z kieszeni podatników, widać i na kolejnych stronicach omawianej „książki”. Prezydent Komorowski „w ciągu dwóch lat odwiedził […] ponad 100 miejscowości w różnych regionach Polski” (str. 88). Czyli na garbie społeczeństwa podróżował sobie po kraju, zwiedzając go wzdłuż i wszerz, razem z małżonką. Bo trudno to inaczej określić, skoro nie słyszy się, aby Jego Radosna Mość Komorowski coś konkretnego w trakcie tych spotkań uradził, zdziałał, utworzył nową jakość. Raczej tylko szczerzył ząbki do lokalnych społeczności i łączył się z nimi „w bulu i nadzieji”, że może kiedyś ich problemy zostaną zauważone i rzeczywiście rozwiązane. Czyżby to był ten „polski wymiar troski o słabszych, symbol współdziałania, służby ojczyźnie i każdemu człowiekowi szczególnie w okresie niepewności gospodarczej w Europie” (str. 85)? Troszcząc się o swój naród Jego Radosna Mość Komorowski postanowił zwiększyć wydatki Kancelarii Prezydenta do tego stopnia, że o 5 mln zł (dane z 2010 roku) prześcignął wydatki dworu brytyjskiej królowej Elżbiety II!!! Ciekawe skąd wziął wszystkie te pieniądze? Bo jakoś mi się wydaje, że z powietrza się nie wzięły, tylko z kieszeni podatnika…

…swoją drogą, przykładowo we wspomnianym 2010 roku Kancelaria Prezydenta zwiększyła wydatki na odznaczenia i ordery w stosunku do roku poprzedniego (kiedy narodowi przewodził smutny Lech Kaczyński) o 13 mln złotych! Tak, tak, dobrze czytasz czytelniku – Kancelaria Prezydenta nie wyda 13 mln złotych na odznaczenia, ale o 13 mln złotych zwiększyła wydatki na ten cel! (a choćby na nagrody dla urzędników prezydenckich poszło wówczas 73 mln złotych…). A kogo honorował medalami Jego Radosna Mość Komorowski? Wybitności pokroju Adama Michnika, który w Australii wychwalał Polskę i jej mieszkańców rzucając słowa: „Polacy to stado tępych baranów”. Z dumą i radością prezydent otwierał także wystawę poświęconą Czesławowi Miłoszowi, który przecież słynie ze swoich wypowiedzi: „dla Polski nie ma miejsca na ziemi”, „Nigdy nie byłem Litwinem, chociaż bardzo bym chciał”, czy „Polska mnie przeraża” (zresztą żołnierzy AK nazywał bandytami, a największych polskich poetów anachronicznymi nacjonalistami). A to wszystko w ramach Nowoczesnego patriotyzmu promowanego przez Jego Radosną Mość Komorowskiego.

Prezydentura Bronisława Komorowskiego to radosny czas. Myśliwy z Obornik Śląskich uśmiecha się do stada łosi (narodu polskiego), czy raczej do stada baranów (mówiąc mową Michnika), bo cieszy się, że swym szczerzeniem ząbków upolował ich serca. A za sercami idą i głosy w wyborach. Szkoda tylko, że za prezydenturą Komorowskiego nie idzie szczera chęć niesienia pomocy i zmian w kraju, który tak bardzo tego potrzebuje. Kraju, który wręcz „w bulu” oczekuje radykalnych i trudnych zmian oraz reform, a nie tylko dziecięcych uśmiechów…

…a póki co serwowane nam są tylko te ostatnie. Zresztą, kiedy mowa jest o tym, iż „Para Prezydencka spotkała się z najmłodszymi oraz ich rodzicami na dziedzińcu pałacu, który zamienił się w wielki plac zabaw” (str. 87) to jakoś nie zdziwiłbym się, gdybym zobaczył Bronisława K. z łopatką i grabkami, zacieszającego się w prezydenckiej piaskownicy. W końcu sam tego dokonał, nie moja w tym wina, że urząd jaki piastuje nie ma już w sobie powagi, a jedynie tę naiwną, dziecięcą radość…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Polacy, Polityka, Polska

 

Polak wybiera…

05 kwi

Polak to wyborca świadomy. Świadomy tego, że źle wybiera, ale i tak wybiera tak jak wybiera, bo wybiera dobrze. Znaczy się źle, ale dobrze…

Zagmatwane?

Polak głosuje na daną partię nie dlatego, że pasuje mu jej całościowy program polityczny, nawet wręcz przeciwnie, z resztą programu czy działaniami partii wcale by się nie zgodził… Jest tylko ten jeden mały wyrywek, który sprawia, że głosuje na daną partię, bo akurat ta jedna mała rzecz jakoś mu przypadła do gustu. Czasem zagłosuje na daną partię, bo w swoich szeregach ma clowna – dawniej był nim Andrzej Lepper (zagłosuję dla żartu, pomyślało milion Polaków – i tak oto słynny rolnik blokujący drogi dostał się na salony). Dziś nie wystarcza być po prostu rolnikiem, który wysypał zboże na tory, dziś trzeba być czymś więcej, a najlepiej mieć w partii więcej… Więcej clownów. W końcu przecież przy takich osobistościach, jak pan/pani Anna Grodzka, homo Robert Biedroń, czy antyklerykalny eksksiądz Roman Kotliński. I nie chodzi o to, że jestem za otwieraniem obozów pracy dla trans, homo czy antyklerykałów. Nie jestem wierzący, daleko mi też do jakichś radykalnych kroków w kwestii mniejszości seksualnych – niech w swoich domach robią co chcą, ich sprawa. Chodzi o to, że Ci ludzie nie mają nic do powiedzenia, nie przedstawili żadnego racjonalnego planu działania państwa, sami nie wiedzą czym państwo powinno się zajmować, a jeśli już podejmują jakieś działania to niespecjalnie państwu potrzebne. To po prostu marionetki, to clowni, którzy mieli zwrócić uwagę na Ruch Palikota. Tylko, że tak jak Samoobrona wypaliła się przed laty, tak teraz wypala się Palikot i jego ludzie…

Oczywiście na tym nie koniec głupich wyborów Polaków. Znam ich więcej i czasem sposób myślenia wyborców znad Wisły mnie przeraża. A oto niektóre z nich (wzięte z życia – z rozmów z tymi osobami):

Zawodowy żołnierz (za kilka lat, ten trzydziestoparolatek będzie na emeryturze) – nie popieram PO, nie podoba mi się to co robią, jestem im przeciwny, ale póki zachowują status quo w kwestii emerytur dla mundurowych, głosuję razem z całą rodziną na nich.
(Kryzys kryzysem, ale własne przywileje najważniejsze! Tylko czemu jak politycy ciągną na swoje to psioczy, a jak żołnierz ciągnie na swoje to cacy?)

Emerytowany górnik (emerytura rzędu 3,5 tysięcy zł) – może i PO wprowadziła wiele zmian przeciwko ludziom, ale w przeciwieństwie do Kaczyńskiego zrobiła rewaloryzację emerytur, więc wybieram Tuska i Komorowskiego.
(Co z tego, że system emerytalny się sypie, ważne, żeby emerytura wynosiła nie 3,5 a 3,6 tys. zł!)

Dyrektor handlowy firmy produkcyjnej – k***a, nikt nie zrobił nic dla gospodarki, Platforma też nie, ale Tusk przynajmniej nie robi tyle hałasu co Kaczyńscy, więc na pewno nie zagłosuję na PiS.
(Niech się państwo i gospodarka sypie, byleby cicho…)

Młody elektryk – na pewno nie na liberałów z PO, liberalizm niszczy gospodarkę, liczy się tylko SLD.
(Niech mnie piorun strzeli jeśli kiedykolwiek prawdziwi liberałowie – jak Hayek czy Friedman – podwyższyliby podatki jak zrobiła to PO!)

Były Sekretarz PZPR – żadnych Kaczorów albo Tusków, wystrzelałbym ich!
(Retoryka godna komunisty)

Pracowniczka Biura Obsługi Klienta – Właściciel mojej firmy zarabia pięć razy tyle co ja! To jakiś absurd! Powinni to zmienić, a chyba tylko SLD ma jaja.
(A może trzeba też mieć jaja, żeby samemu założyć firmę i zarabiać pięć razy tyle co pracownicy?)

Technik telekomunikacji – Kaczor! On jedyny bronił kościoła, a te kanalie z PO chcą zlikwidować Fundusz Kościelny. Poza tym obniżył podatki.
(Tylko jak trzepanie państwowej kiesy ma się do życia w chrześcijańskiej skromności i ubóstwie?)

Spawacz – polityka mnie nie interesuje. A głosować głosuję różnie, ostatnio na Palikota, ale w sumie nie wiem dlaczego.
(Ja też nie wiem dlaczego)

Sprzedawca w warzywniaku – życie przez PO zdrożało, podatki wzrosły, większa biurokracja… może wybiorę SLD?
(Dobra myśl – jak ciąży nam lewicowa myśl ekonomiczna to pogrążajmy się jeszcze bardziej, brnąc jeszcze dalej na lewo…)

Kierownik magazynu – wujek działa w PSL, załatwił posady dla całej rodziny, więc wiadomo na kogo zagłosuję.
(Czym się różni nepotyzm na szczeblu władz centralnych od nepotyzmu w regionie? Dla mnie niczym…)

Sprzątaczka – za komuny tyle nie śmiecili co teraz. Ledwo człowiek posprząta, a już narzucane papierków. Kiedyś tego nie było [...] chciałabym, żeby wrócił Gierek.
(Kiedyś nie śmiecili bo nie było czym śmiecić, skoro sklepy były puste, a ludzie nic nie mieli…)

Kierowca dźwigu – Na SLD, bo za komuny było dobrze. Robota zawsze była, a teraz to nawet piwka nie można w pracy wypić, bo zaraz prawo jazdy zabiorą i z pracy wyrzucą.
(Mnie to przeraża…)

Kontroler biletów (kanar) – PiS przesadza z tą korupcją, teraz to strach wziąć na lewo trzy dyszki od pasażera na gapę, bo ch*j go wie, czy to nie jakiś agent. Może Palikot? Mądrze gada.
(Kanar trzy dyszki na lewo, policjant trzy stówki, polityk trzy miliony… każdy robi to samo, tylko że wedle możliwości różnią się sumy)

I tak z roku na rok, z kadencji na kadencję, z wyborów na wybory – nie zmienia się nic. Bo skoro społeczeństwo kradnie, oszukuje i kręci to kogo wybiorą, jeśli nie oszustów i krętaczy? Zmieniają się twarze na stanowiskach reprezentacyjnych, ale to tylko zmiany kosmetyczne, bo od końca PRL-u ciągle Ci sami ludzie w Sejmie i na najwyższych stanowiskach państwowych. Nie zmienia się nic. I nic zmian nie zapowiada.

Bo jak może się coś zmienić, kiedy wyborca narzeka na złodzieja-polityka, w trakcie brania łapówki od niedoszłego gapowicza w autobusie? Jak może się coś zmienić, kiedy wyborca narzeka na oszusta-polityka w trakcie ściągania zadań z matury od zdolniejszej koleżanki?

Polak wybiera dobrze, bo sobie robi dobrze.

Polak wybiera źle, bo cóż z tego, że szkodzi całej gospodarce, ważne że sam na tym skorzysta.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Polacy, Polityka

 

Polska Deklaracja Wolności?

05 lis
Właśnie przejrzałem Deklarację Polityczną niejakiej Partii Libertariańskiej, która swoich sił próbuje na arenie polskiej polityki. Cóż, przyznam, że dokument bardzo mnie zainteresował, głównie z racji swoich prowolnościowych rozwiązań i propozycji. Właściwie, czy aby na pewno są to „rozwiązania” w pełnym tego słowa znaczeniu? Partia Libertariańska proponuje przecież „uwolnienie” wszelkich sfer życia, czyli daje ludziom możliwość decydowania wedle własnego osobistego sumienia po jakie rozwiązania dana osoba sięgnie w konkretnej sprawie.
PL wydaje się jednak być niezdecydowana co do kwestii życia ludzkiego – gł. aborcji i eutanazji. A może by tak w duchu całej deklaracji napisać nie to, iż każdy poseł powinien głosować wedle własnego przekonania w tych sprawach, a raczej to, że państwo nie zajmuje się takimi sprawami, a decyzja w sprawie aborcji czy eutanazji powinna być wolnym wyborem każdego człowieka? Oczywiście byłby to zapis kontrowersyjny, mocny, dla niektórych agresywny w stosunku do ludzkiego życia… Bo tu już cała istota problemu rozbija się o jedno proste stwierdzenie – kiedy zaczyna się ludzkie życie (czy z momentem poczęcia?), kiedy powstaje ludzka istota… która powinna mieć WOLNE prawo do dokonywania wyborów na temat własnego życia. No i rodzi się tu drugie pytanie – czy ewentualnie taki zakres wolności nie jest już… anarchią lub systemem anarchopodobnym?
Muszę przyznać, że zaintrygował mnie (w pozytywnym tego słowa znaczeniu) zapis dotyczący „przestępstw bez ofiar”, a właściwie likwidacji tego typu przepisów prawa z polskich kodeksów. Z pewnością poszerzyłoby to zakres wolności mieszkańców kraju nad Wisłą. Czy jednak są oni to w stanie zrozumieć, czy tego chcą?
Wreszcie też spotkałem się z prawdziwie wolnościową partią (nie jakąś tam poskomunistyczną SLD, czy niewiele od niej lepszy Ruch Palikota), która mówi o konkordacie i równości wszystkich wyznań! Dla mnie – jako dla człowieka, który nie wyznaje żadnej konkretnej wiary – bolesne jest to, że polskie prawodawstwo na przód wysuwa jeden konkretny Kościół (już mniejsza o to, jaka jest to wiara, po prostu chodzi o sam fakt).
Deklaracja Polityczna Partii Libertariańskiej to manifest wolności. Choć chyba jeszcze niedoprecyzowany. Ale mimo wszystko manifest pokazujący, że w kraju nad Wisłą żyją jeszcze ludzie, którzy pragną uwolnienia ojczyzny deptanej przez nadmierną biurokrację, podatki i kiepsko skonstruowane prawo. Jednak czy, aby na pewno PEŁNA wolność? Skoro pozostawiona zostaje furtka dla Unii Europejskiej, która z wolnością niewiele ma wspólnego…?
No i – co z polskimi tradycjami? Czy będą w jakiś sposób pielęgnowane, bądź kontynuowane? Choćby na tym poziomie, żeby rozróżnić Polaka libertarianina od Amerykanina libertarianina?
Będę jednak obserwował rozwój tej partii, życząc jej jak najlepszego na rynku polskiej polityki. Obiektywnie jednak rzecz biorąc, skoro nieco mniej prowolnościowe partie czy organizacje takie jak Nowa Prawica czy KoLiber, które namaszczone są również konserwatyzmem, nie znajdują sobie miejsca wśród polskiego społeczeństwa, które to ukochało sobie wysokie podatki, nadmierną biurokrację, demagogię, populizm i polityczne kłamstwo, to czy Partia Libertariańska ma jakiekolwiek szanse na poparcie większe niż… chociaż ten 1%?

Właśnie przejrzałem Deklarację Polityczną niejakiej Partii Libertariańskiej, która swoich sił próbuje na arenie polskiej polityki. Cóż, przyznam, że dokument bardzo mnie zainteresował, głównie z racji swoich prowolnościowych rozwiązań i propozycji. Właściwie, czy aby na pewno są to „rozwiązania” w pełnym tego słowa znaczeniu? Partia Libertariańska proponuje przecież „uwolnienie” wszelkich sfer życia, czyli daje ludziom możliwość decydowania wedle własnego osobistego sumienia po jakie rozwiązania dana osoba sięgnie w konkretnej sprawie.

 
PL wydaje się jednak być niezdecydowana co do kwestii życia ludzkiego – gł. aborcji i eutanazji. A może by tak w duchu całej deklaracji napisać nie to, iż każdy poseł powinien głosować wedle własnego przekonania w tych sprawach, a raczej to, że państwo nie zajmuje się takimi sprawami, a decyzja w sprawie aborcji czy eutanazji powinna być wolnym wyborem każdego człowieka? Oczywiście byłby to zapis kontrowersyjny, mocny, dla niektórych agresywny w stosunku do ludzkiego życia… Bo tu już cała istota problemu rozbija się o jedno proste stwierdzenie – kiedy zaczyna się ludzkie życie (czy z momentem poczęcia?), kiedy powstaje ludzka istota… która powinna mieć WOLNE prawo do dokonywania wyborów na temat własnego życia. No i rodzi się tu drugie pytanie – czy ewentualnie taki zakres wolności nie jest już… anarchią lub systemem anarchopodobnym?

 
Muszę przyznać, że zaintrygował mnie (w pozytywnym tego słowa znaczeniu) zapis dotyczący „przestępstw bez ofiar”, a właściwie likwidacji tego typu przepisów prawa z polskich kodeksów. Z pewnością poszerzyłoby to zakres wolności mieszkańców kraju nad Wisłą. Czy jednak są oni to w stanie zrozumieć, czy tego chcą?

 
Wreszcie też spotkałem się z prawdziwie wolnościową partią (nie jakąś tam poskomunistyczną SLD, czy niewiele od niej lepszy Ruch Palikota), która mówi o konkordacie i równości wszystkich wyznań! Dla mnie – jako dla człowieka, który nie wyznaje żadnej konkretnej wiary – bolesne jest to, że polskie prawodawstwo na przód wysuwa jeden konkretny Kościół (już mniejsza o to, jaka jest to wiara, po prostu chodzi o sam fakt).

 
Deklaracja Polityczna Partii Libertariańskiej to manifest wolności. Choć chyba jeszcze niedoprecyzowany. Ale mimo wszystko manifest pokazujący, że w kraju nad Wisłą żyją jeszcze ludzie, którzy pragną uwolnienia ojczyzny deptanej przez nadmierną biurokrację, podatki i kiepsko skonstruowane prawo. Jednak czy, aby na pewno PEŁNA wolność? Skoro pozostawiona zostaje furtka dla Unii Europejskiej, która z wolnością niewiele ma wspólnego…

 
No i – co z polskimi tradycjami? Czy będą w jakiś sposób pielęgnowane, bądź kontynuowane? Choćby na tym poziomie, żeby rozróżnić Polaka libertarianina od Amerykanina libertarianina?

 
Będę jednak obserwował rozwój tej partii, życząc jej jak najlepszego na rynku polskiej polityki. Obiektywnie jednak rzecz biorąc, skoro nieco mniej prowolnościowe partie czy organizacje takie jak Nowa Prawica czy KoLiber, które namaszczone są również konserwatyzmem, nie znajdują sobie miejsca wśród polskiego społeczeństwa, które to ukochało sobie wysokie podatki, nadmierną biurokrację, demagogię, populizm i polityczne kłamstwo, to czy Partia Libertariańska ma jakiekolwiek szanse na poparcie większe niż… chociaż ten 1%?

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Polacy, Polityka