RSS
 

Notki z tagiem ‘polacy’

Radosna prezydentura Komorowskiego

28 maj

Prezydent Komorowski to prezydent radosny. Ciągle się uśmiecha, ciągle szczerzy ząbki, ciągle okazuje swą dziecięcą radość z pełnienia przewodniej roli nad narodem polskim. Styl jego prezydentury jest szczególnie radosny w zestawieniu z kadencją śp. Lecha Kaczyńskiego, który albo się nie uśmiechał wcale, albo robił to tak, że niespecjalnie było to widać. Bo był zbyt poważny jak na stanowisko, które piastował.

Ostatnio w moje ręce wpadła prezydencka broszura podsumowująca dwa lata kadencji („Dwa lata Prezydentury: 6 sierpnia 2010 – 5 sierpnia 2012”) Bronisława Komorowskiego. Zwykle takie rzeczy rzucam w kosz, bo propaganda mnie nie interesuje, ale z racji, że spostrzegłem iż mowa tam była o patriotyzmie… postanowiłem rzucić okiem, jak tę kwestię widzi nasz szanowny, radosny prezydent. I jakoś nie zdziwiło mnie, kiedy w książeczce wyczytałem, że „z tożsamością Polaka wiąże się poczucie radości…” (str. 83), ani nie zdziwiło mnie zdanie kolejne, mówiące o tym, iż „…radość ze wspólnych dokonań buduje więź…”. Co ciekawe dowiedziałem się także, że euroentuzjazm może być „wyrazem szczerego patriotyzmu”. Myśląc tym tokiem – czyżby eurosceptycy byli nieszczerzy w swej miłości do ojczyzny? Fałszywi? Tak czy inaczej Nowoczesny patriotyzm według Komorowskiego to radosny patriotyzm. A znakiem tego patriotyzmu ma być biało-czerwony kotylion symbolizujący „radość i dumę z dokonań Polaków” (str. 95). Jak więc widać Polacy mają cieszyć się jak dzieci, a najlepiej gdyby do tego byli naiwni jak dzieci. O ile już nie są.

W dalszej części książki nie jest wcale lepiej…

Pojawia się m.in. mowa o działaniach społecznych i organizacjach pozarządowych. Jego Radosna Mość Komorowski chwali się organizowaniem debat poświęconych „procedurom uproszczenia prawa, stworzeniu mechanizmów finansowania działań społecznych”, czy też debat omawiających jak ułatwić „funkcjonowanie organizacji pozarządowych oraz dających realne podstawy finansowania ich działania” (str. 85). Zastanawia mnie jakie to mechanizmy chce stworzyć nasz prezydent dla finansowania działań społecznych? Zawsze wydawało mi się, że mechanizm ten jest bardzo prosty: włożyć rękę do kieszeni, wyciągnąć monetę albo banknot i wrzucić do puszki trzymanej przez wolontariusza. Ale może nasz radosny przodownik narodu ma ciekawsze pomysły? Najlepiej takie, które pozwolą zatrudnić nowe rzesze urzędników… Martwi mnie to tym bardziej, że Bronisław Komorowski wywodzi się z rzekomo liberalnej partii – PO (choć jaka ona jest – sami wiemy).

A jeśli autorzy mieli na myśli finansowanie organizacji społecznych i pozarządowych przez… budżet państwa, to ja nie bardzo wiem, w jaki sposób są to organizacje społeczne czy pozarządowe. No chyba że Rządowe Organizacje Pozarządowe to jeden z elementów radosnej prezydentury Komorowskiego…

Wyczulenie na finanse państwowe, czyli na pieniądze wyciągnięte z kieszeni podatników, widać i na kolejnych stronicach omawianej „książki”. Prezydent Komorowski „w ciągu dwóch lat odwiedził […] ponad 100 miejscowości w różnych regionach Polski” (str. 88). Czyli na garbie społeczeństwa podróżował sobie po kraju, zwiedzając go wzdłuż i wszerz, razem z małżonką. Bo trudno to inaczej określić, skoro nie słyszy się, aby Jego Radosna Mość Komorowski coś konkretnego w trakcie tych spotkań uradził, zdziałał, utworzył nową jakość. Raczej tylko szczerzył ząbki do lokalnych społeczności i łączył się z nimi „w bulu i nadzieji”, że może kiedyś ich problemy zostaną zauważone i rzeczywiście rozwiązane. Czyżby to był ten „polski wymiar troski o słabszych, symbol współdziałania, służby ojczyźnie i każdemu człowiekowi szczególnie w okresie niepewności gospodarczej w Europie” (str. 85)? Troszcząc się o swój naród Jego Radosna Mość Komorowski postanowił zwiększyć wydatki Kancelarii Prezydenta do tego stopnia, że o 5 mln zł (dane z 2010 roku) prześcignął wydatki dworu brytyjskiej królowej Elżbiety II!!! Ciekawe skąd wziął wszystkie te pieniądze? Bo jakoś mi się wydaje, że z powietrza się nie wzięły, tylko z kieszeni podatnika…

…swoją drogą, przykładowo we wspomnianym 2010 roku Kancelaria Prezydenta zwiększyła wydatki na odznaczenia i ordery w stosunku do roku poprzedniego (kiedy narodowi przewodził smutny Lech Kaczyński) o 13 mln złotych! Tak, tak, dobrze czytasz czytelniku – Kancelaria Prezydenta nie wyda 13 mln złotych na odznaczenia, ale o 13 mln złotych zwiększyła wydatki na ten cel! (a choćby na nagrody dla urzędników prezydenckich poszło wówczas 73 mln złotych…). A kogo honorował medalami Jego Radosna Mość Komorowski? Wybitności pokroju Adama Michnika, który w Australii wychwalał Polskę i jej mieszkańców rzucając słowa: „Polacy to stado tępych baranów”. Z dumą i radością prezydent otwierał także wystawę poświęconą Czesławowi Miłoszowi, który przecież słynie ze swoich wypowiedzi: „dla Polski nie ma miejsca na ziemi”, „Nigdy nie byłem Litwinem, chociaż bardzo bym chciał”, czy „Polska mnie przeraża” (zresztą żołnierzy AK nazywał bandytami, a największych polskich poetów anachronicznymi nacjonalistami). A to wszystko w ramach Nowoczesnego patriotyzmu promowanego przez Jego Radosną Mość Komorowskiego.

Prezydentura Bronisława Komorowskiego to radosny czas. Myśliwy z Obornik Śląskich uśmiecha się do stada łosi (narodu polskiego), czy raczej do stada baranów (mówiąc mową Michnika), bo cieszy się, że swym szczerzeniem ząbków upolował ich serca. A za sercami idą i głosy w wyborach. Szkoda tylko, że za prezydenturą Komorowskiego nie idzie szczera chęć niesienia pomocy i zmian w kraju, który tak bardzo tego potrzebuje. Kraju, który wręcz „w bulu” oczekuje radykalnych i trudnych zmian oraz reform, a nie tylko dziecięcych uśmiechów…

…a póki co serwowane nam są tylko te ostatnie. Zresztą, kiedy mowa jest o tym, iż „Para Prezydencka spotkała się z najmłodszymi oraz ich rodzicami na dziedzińcu pałacu, który zamienił się w wielki plac zabaw” (str. 87) to jakoś nie zdziwiłbym się, gdybym zobaczył Bronisława K. z łopatką i grabkami, zacieszającego się w prezydenckiej piaskownicy. W końcu sam tego dokonał, nie moja w tym wina, że urząd jaki piastuje nie ma już w sobie powagi, a jedynie tę naiwną, dziecięcą radość…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Polacy, Polityka, Polska

 

Promocja Polski za granicą

22 maj

Jak wygląda promocja Polski poza jej granicami? Obawiam się, że nie wygląda… I to nawet nie jest kwestia wyglądu, co raczej braku. Kwestia mizerności działań podejmowanych przez kolejne rządy, i obecny, i każdy poprzedni, mających na celu promocję kraju nad Wisłą.

Polska nie promuje się permanentnie. Polska promuje się incydentalnie. Jak? Wydarzeniami z przypadku. Rzadziej z wyboru…

…tym z wyboru, choć jakże kosztownym i niekoniecznie opłacalnym, choć zapewne pięknym, była organizacja Mistrzostw Europy w piłce nożnej w 2012 roku. To pozwoliło na chwilę skierować oczy świata na Polskę (niestety na krótką chwilę, bo przecież już wkrótce były Letnie Igrzyska Olimpijskie w Londynie) i pokazać, że ludzie mieszkający tutaj to nie są żadni troglodyci, że są przyjaźnie nastawieni, że nie mieszkają w ziemiankach i jaskiniach, że jest to w miarę normalny i rozwinięty kraj, w którym nie tylko wiadomo co to jest samochód i komputer, ale i ludzie miejscowi świetnie się tymi narzędziami posługują.

Niestety tych wydarzeń z przypadku, które sprawiają, że o Polsce jest głośno, możemy wyliczyć więcej. Co gorsza, niekoniecznie muszą one mówić o Polsce dobrze, nie mówię, że od razu źle, ale mogą też budzić mieszane uczucia.

Choćby Smoleńsk 2010 i śmierć 96 osób lecących rządowym samolotem. Z jednej strony żal i współczucie dla Polaków, a także zauważenie przez świat problematyki katyńskiej. Z drugiej zaś strony… mówienie (niekoniecznie przez Polaków i za polskim poparciem) o pijanych pilotach szarżujących na lotnisko (bez względu na to czy to prawda), o głupocie polskich polityków (no bo kto zabiera na pokład całą garść najwyższego dowództwa w państwie! Tylko Polacy…).

Zresztą, w trakcie samego Euro 2012 Polacy sami sobie zrobili antyreklamę, atakując rosyjskich kiboli. Wiem, że to wszystko wiąże się m.in. z 10 kwietnia 2010 i narastającą frustracją polskich nacjonalistów i kiboli… Ale na oczach kamer całego świata?

O Polsce jest głośno na świecie… ale w kontekście więzień CIA, w których łamano prawa człowieka, w kontekście katastrof i wypadków, w których ginie dużo ludzi, czy np. w kontekście polityków, którzy palną coś nie tak (np. Wałęsa o homoseksualistach). Choć z drugiej strony Wałęsa powiedział co myślał i miał do tego prawo, dlaczego każdy mu narzuca poprawność polityczną?

O Polsce jest głośno na świecie… jak ktoś nakręci film o polskich kibolach i ich zabójczych intencjach wobec obcokrajowców, jak w Anglii Polak podejrzany jest o zgwałcenie kobiety (przy czym cała sprawa też jest szyta grubymi nićmi), o Polsce jest głośno jak się mówi o… POLSKICH OBOZACH KONCENTRACYJNYCH.

I nikt nie protestuje. I nikt nic z tym nie robi. Nikt nie działa.

Politycy milczą…

——————————-
Na pocieszenie jednak powiem wam o akcji, która ostatnio ruszyła. Epic Poland – słyszeliście? Póki co rozprzestrzenia się na Facebooku i ma za zadanie promować Polskę poprzez anglojęzyczne wpisy dotyczące historii, kultury, sztuki, przyrody… i wszystkiego innego, co dotyczy tego pięknego kraju. Może warto się tym zainteresować i jakoś wesprzeć?

EPIC POLAND NA FACEBOOKU

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Media, Polityka, Polska

 

Syndrom przemądrzałego Polaczka

13 mar

Polacy to naród dumny – a dumny jest w każdym calu swego jestestwa. Nie tylko na płaszczyźnie historii – jakże przecież pięknej, bogatej, ale i zarazem tragicznej. Polacy to naród dumny do tego stopnia, że momentami wręcz pyszałkowaty.

Będąc ostatnio na zakupach w jednym z większych marketów skorzystałem z kasy samoobsługowej, głównie z racji, że ustawiona przed nią kolejka szła szybciej niż pozostałe. Zresztą, często korzystam z kas samoobsługowych, jest to dla mnie wygodne i szybkie rozwiązanie. Tym razem miałem jednak przy sobie bony zniżkowe, z których chciałem skorzystać, dlatego też zaraz po skasowaniu wszystkich produktów, nie widząc na ekranie przycisku „WYKORZYSTAJ BONY” lub czegoś podobnego, zawołałem panią z obsługi, by udzieliła mi pomocy.

- Musi pan najpierw skończyć kasowanie produktów.

Rzuciłem szybko okiem na moją kasę, czy przypadkiem nie zostawiłem nieskasowanego produktu. Wszystko było w porządku.

- Skończyłem już – potwierdziłem na głos.

- Nie, nie skończył pan – odpowiedziała niemal natychmiast, z wyraźnym poczuciem wyższości intelektualnej w jej dźwięcznym i stanowczym głosie, a błysk w jej oku sugerował, że jestem jakimś imbecylem.

- Już skoń…

- Nie skończył pan! – poczułem się jak strofowany uczniak, a ona była nie tylko uparta, ale i wręcz niemiła. Z jej tonu głosu, pełnego buty, spomiędzy wierszy słów, którymi mnie raczyła, przebijała jej osobista opinia na mój temat: „co za idiota!”.

Oczywiście pani chodziło o to, by na ekranie dotykowym kliknąć button „Koniec”. Nie mogła jednak tego spokojnie powiedzieć, wytłumaczyć, musiała pokazać, gdzie jest moje miejsce, jak głupi i tępy jestem… (a wcześniej nie kliknąłem „Koniec”, obawiając się, że wówczas już nie będzie możliwości skorzystania z bonów – zresztą, po to ona tam jest, aby klientowi wytłumaczyć co i jak)

Czy w ten sposób odreagowywała to, że pracuje jako zwykła pomoc w markecie za marne 1.400 zł, może 1.600 zł miesięcznie? Ja wiem, że każdy ma swoje ambicje, ale to nie moja wina, że nie jest ona kierowniczką czy dyrektorką całego marketu i nie zarabia tych 8.000 zł, na które bezsprzecznie jej wybitny umysł zasługuje. A już na pewno klient jest ostatnią osobą, którą można „poniżać”, nawet w tak drobny sposób, by poczuć się kimś lepszym.

Niestety nie mogę powiedzieć, by był to odosobniony przypadek tzw. „syndromu przemądrzałego Polaczka”, jakiego byłem ofiarą, czy świadkiem:

- starsza pani wsiada do autobusu kursu międzymiastowego z pytaniem czy kierowca mógłby otworzyć dla niej luk bagażowy. „Przecież jest otwarty” – odpowiedział nieuprzejmy kierowca. „Próbowałam otworzyć, ale jest chyba zamknięty, bo nie mogłam…”. „Otwierać pani nie umie?” – wzburzony kierowca omal się nie opluł w nerwach. Wysiadł jednak z autobusu, chwycił klamkę luku bagażowego i… zdziwił się. Jeszcze chwilę się siłował, aż wreszcie poszedł po kluczyk od zamka.

- rozmawiam raz z pewną znajomą, która właśnie wróciła z wakacji w Egipcie. Zapytałem: „jak pogoda?” będąc ciekawym czy dało się wytrzymać w obecnym tam upale, czy raczej przygrzewało, że nawet w cieniu nie szło wysiedzieć. Popatrzyła na mnie jak na idiotę, dumnie uniosła głowę, jakby nie chciała patrzeć na gorszego od siebie i przemądrzałym tonem odpowiedziała: „Cały czas lało, wiesz?”. Pokiwała głową, jakby chciała powiedzieć „co za debil” i poszła dalej, zupełnie mnie ignorując.

- innym razem stoję przy kasie marketu i czekam na swoją kolej. Pani przede mną kupowała zabawkę, jednak zrezygnowała z jej zakupu, gdyż cena, jaką wybiło na kasie nie zgadzała się z prezentowaną na dziale. Wezwana została pracownica działu, która od razu z miała pretensje do klientki: „dupę mi pani zawraca”. Klientka była w lekkim szoku, zresztą ja też, bo co to za tekst do osoby, na której zarabia się pieniądze? „Nie moja wina, że macie nieporządek na dziale” – broniła się klientka. „Co mi tu pani gada? Trzeba patrzeć co się bierze!” – miałem wrażenie, że pracownica wpada w skrajną furię, aż ciężko to opisać za pomocą kilku słów… „Ta zabawka była wrzucona do jednego kosza z innymi zabawkami po przecenie!” – klientka nie wytrzymała i również podniosła głos. Nie dziwię się. „Ludzie, ślepi jesteście i głupi, czy co? Przecież to widać, że ta zabawka jest inna, niż pozostałe”. „Wszystkie były inne. Nie będę biegała po całym dziale i sprawdzała, czy ta zabawka na pewno jest po przecenie, bo macie burdel!”. „Sama masz w domu burdel… Przyszła taka lafirynda i będzie mi mówić, że mam nieporządek na dziale, sama lepiej wiem co mam, jak jesteś ślepa to nie przychodź na zakupy”. Ręce opadają.

Pewnie znalazłoby się więcej takich historii. Ale moja pamięć jest ulotna, jak inteligencja niektórych ludzi.

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Polacy

 

Polacy truchleją!

23 sty

Poznając historię Polski – czy to brawurowych pogromów dokonanych na przeważającym liczebnie rycerstwem wroga, czy to epizodów dotyczących zwycięskich walk majestatycznej husarii, czy to zrywów narodowościowych pod zaborami, czy też oporu podczas II wojny światowej i 50 lat komunistycznej okupacji… można dojść do jednego wniosku. Polacy to naród niezwykle waleczny.

Byli narodem niezwykle walecznym.

Być może moje obserwacje i wynikające z nich wnioski są niewłaściwe, być może natrafiam na nieodpowiednich ludzi, a być może… po prostu Polacy są coraz mniej skorzy do walki. Coraz częściej zdarza mi się słyszeć od ludzi młodych, że w razie wybuchu wojny nie walczyliby o wolność swojej ojczyzny. Może uważają, że i tak niepodległość została sprzedana dla UE? A może po prostu truchleją…?

Coraz częściej zdarza mi się słyszeć, szczególnie od młodych Polaków, że gdyby ich ojczyznę najechał wróg, spakowaliby się i czym prędzej wyjechali za granicę. Najlepiej do ciepłych krajów, gdzieś gdzie można odpocząć od tego wszystkiego, od tego dosłownego zgiełku (i rumoru). Gdzieś, gdzie można wystawić swoje ciało na ciepłe promienie słońca, zamiast nadstawiać dumnie piersi, w obronie tego co się kocha, w obronie tego, co kształtowało mentalność, osobowość, temperament…

Może to wynik tego, że widząc, iż od 20 lat po zerwaniu kajdanów komuny, ciągle nic się nie zmienia – kraj ten nie zasługuje na poświęcenie własnych obywateli?

Może to efekt trendów i mody, która napłynęła z zachodu i pogrąża narody w autodestrukcji, oddając pole do popisu mniejszościom narodowym (przypomnijcie sobie gorące zamieszki w Paryżu czy Londynie)?

Może to następstwo bogacenia się (powolnego, bo powolnego, ale jednak) Polaków, a co za tym idzie przyzwyczajania się do luksusów?

Tak czy inaczej przeraża mnie, kiedy słyszę od młodego Polaka, że w razie wybuchu wojny z zachodnim sąsiadem… przeszedłby na stronę Wehrmachtu. Bo nie chce być po stronie przegranych…

…czy to strach przed porażką? Przecież prawdziwymi zwycięzcami są ci, którzy się nie boją i stawiają czoła wszelkim trudom!

Czy Ci waleczni Polacy, czy pogromcy Turków spod Wiednia, czy to wielowiekowe silne i stateczne przedmurze chrześcijaństwa, czy ów największy i najlepiej zorganizowany w wojnie partyzanckiej naród, czy ten bezwzględny młot na Żelazną Kurtynę…

…czy Polacy truchleją?

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Polacy

 

Obcokrajowcom łatwiej

15 sty

Czytając ostatnio artykuł na temat amerykańskich żołnierzy mieszkających w Łodzi i poznających smaki oraz piękno Polski, zwróciłem uwagę na „życzliwość miejscowych”, o której wspominają jankesi. A konkretnie chodzi mi o pomoc, na jaką mogą liczyć goście zza oceanu. Mianowicie pytając o drogę mogą spotkać się z taką sytuacją, iż pytana osoba w ramach pomocy wysiądzie z Amerykaninem z tramwaju i zaprowadzi go na miejsce docelowe…

 

Tak, wydaje mi się, że pod tym względem obcokrajowcowi jest łatwiej w kraju położonym nad Wisłą. I z doświadczenia wiem, że to nie był odosobniony przypadek. Polacy są na tyle życzliwi i pomocni, że historie typu „to ja z panią/panem pojadę i pokażę” nie są rzadkością.

 

Ciekawe jest jednak to, że na taką życzliwość mogą liczyć przede wszystkim obcokrajowcy. Bo o ile Polak Polakowi wskaże drogę palcem i dobrym słowem, o tyle już ciężko, aby osobiście zaprowadził go do celu.

 

Ale może się mylę?

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Polacy

 

Gdzie Polaków dwóch…

14 gru

…tam niekoniecznie trzy zdania. Zdanie może być jedno – wspólne. Ale i tak jeden drugiemu podstawi nogę.

 

To przykra prawda, ale zaobserwowana u mnie wśród wielu Polaków. Nie mówię o wszystkich, nie chcę generalizować, bo to byłoby fałszywe uogólnienie. Ale, jak zauważyłem, na tle innych narodowości Polacy wypadają źle – nie pobiegną oni tak łatwo pomóc swojemu pobratymcowi…

 

A spójrzmy Chociażby… o Albańczykach można powiedzieć wiele złego. Nie tylko to, że są zbrodniarzami, nie tylko to, że do dziś znaczna część członków tego narodu prowadzi terrorystyczną działalność na granicy z ościennymi państwami na Bałkanach, ale i to, że są istnymi monopolistami w handlu żywym towarem – kobietami. Spora część burdel-biznesu w Europie podlega Albańczykom. Potrafią być brutalni, bezwzględni, zresztą w pamięci utkwił mi fragment „Białej gorączki” Hugo-Badera, w której jedna z kobiet opowiada, do czego zdolni są ci ludzie…

 

Jednak Albańczyk za Albańczykiem pójdzie w ogień. Jeśli na ulicy Londynu jeden Albańczyk „dostanie w mordę”, wiadomym jest to, że trzech innych pomoże mu wziąć odwet.

 

Jeśli na placu Trafalgar murzyn okradnie białą z torebki, to pięciu innych, zupełnie mu obcych murzynów, pomoże mu uciec z tą torebką (wcale tego nie popieram – chodzi o poczucie wspólnoty!).

 

A Polacy? Polak sprowadzi Polaka do Londynu. Ale nie po to, aby pomóc załatwić mu robotę, jedynie po to, by go wyrolować i ograbić z pieniędzy. Prędzej podstawi mu nogę, żeby przypadkiem nie znalazł lepszej roboty i nie zarabiał od niego więcej. Albo po prostu – byleby tylko nie poprawił się jego status. Bo wywoła zazdrość…

 

Znam te historie:

 

Jeśli jeden Amerykanin ma 20 krów, a drugi 50 krów, to ten co ma mniej będzie się starał, żeby też mieć 50 krów albo i więcej!

Jeśli jeden Polak ma 2 krowy, a drugi ma ich 10, to ten co ma mniej zrobi wszystko, żeby ten drugi miał też tylko 2 krowy, a najlepiej żadnej!

 

To smutna i przykra prawda o Polakach.

 

Choć historia pokazuje, że potrafią się zjednoczyć… szczególnie jak ktoś ukręci nad ich głowami bata. Zabory, hitlerowcy, komuna…

 

 

Z drugiej jednak strony znam Polaków bardzo gościnnych, otwartych, skorych do pomocy. Chętnie wyciągających pomocną dłoń… Oferujących swój przysłowiowy „wdowi grosz”.

 

 

Mam jednak wrażenie, że większość z Was, marząc o „dobrobycie zachodu”, pożądliwie dąży za pieniądzem, wzajem się oszukując i wyzyskując. To zgubna droga. Nie chodzi o katolicką moralność (bo nie jestem katolikiem), chodzi o wyniszczanie poczucia wspólnoty, które przecież jest tak bardzo ważne, jeśli chcecie jako świadomy i silny naród przetrwać w nadchodzących, ciężkich dla świata czasach.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Polacy

 

Jacy są Polacy? Pierwsze wrażenia

24 paź
Jeszcze przez długi czas po wylądowaniu w Polsce zastanawiałem się nad tym, co mnie spotka od mieszkańców tego niepozornego kraju. Czy są to stereotypowi alkoholicy skłonni do bijatyk, a może zapracowani ludzie, którzy nie mają czasu na dzielenie się szczęściem ze znajomymi i rodziną? Ulice są bezpieczne, czy lepiej nie zapuszczać się w nie po zmroku, szczególnie w pojedynkę?
Widząc te mijające mnie smutne twarze pomyślałem – ależ ten naród jest depresyjny! Czy rzeczywiście źle im się tak wiedzie, czy rzeczywiście mają tak trudną sytuację, że na ich buziach nie rysują się choćby drobne zalążki uśmiechu?
Wkrótce jednak przekonałem się, że Polacy to ludzie zamknięci w sobie, ale tylko do czasu… W wąskiej grupie znajomych przechodzą metamorfozę i stają się znacznie bardziej otwarci niż Brytyjczycy, czy Niemcy. Stają się spontaniczni! Radośni! Dowcipkują, żartują, robią sobie kawały. Coś niesamowitego. W czterech ścianach polskiego domostwa istnieje zupełnie inny świat niż na polskich ulicach. Jak to się dzieje?
Tylko ta skłonność do narzekania…
…choć z perspektywy czasu nie dziwię się Polakom. Patrząc na ich kraj pełen niewykorzystanych możliwości, pełen niespełnionych marzeń, pełen perspektyw, które grzęzną w politycznym bagnie… chyba sam bym stracił optymizm po tylu latach od słynnej (i nie do końca przeprowadzonej) transformacji.

Jeszcze przez długi czas po wylądowaniu w Polsce zastanawiałem się nad tym, co mnie spotka od mieszkańców tego niepozornego kraju. Czy są to stereotypowi alkoholicy skłonni do bijatyk, a może zapracowani ludzie, którzy nie mają czasu na dzielenie się szczęściem ze znajomymi i rodziną? Ulice są bezpieczne, czy lepiej nie zapuszczać się w nie po zmroku, szczególnie w pojedynkę?

Widząc te mijające mnie smutne twarze pomyślałem – ależ ten naród jest depresyjny! Czy rzeczywiście źle im się tak wiedzie, czy rzeczywiście mają tak trudną sytuację, że na ich buziach nie rysują się choćby drobne zalążki uśmiechu?

Wkrótce jednak przekonałem się, że Polacy to ludzie zamknięci w sobie, ale tylko do czasu… W wąskiej grupie znajomych przechodzą metamorfozę i stają się znacznie bardziej otwarci niż Brytyjczycy, czy Niemcy. Stają się spontaniczni! Radośni! Dowcipkują, żartują, robią sobie kawały. Coś niesamowitego. W czterech ścianach polskiego domostwa istnieje zupełnie inny świat niż na polskich ulicach. Jak to się dzieje?

Tylko ta skłonność do narzekania…

…choć z perspektywy czasu nie dziwię się Polakom. Patrząc na ich kraj pełen niewykorzystanych możliwości, pełen niespełnionych marzeń, pełen perspektyw, które grzęzną w politycznym bagnie… chyba sam bym stracił optymizm po tylu latach od słynnej (i nie do końca przeprowadzonej) transformacji.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Polacy