RSS
 

Notki z tagiem ‘podatki’

Podatek podatkiem podatek pogania

20 mar

Czasem mam wrażenie, że Polacy to naród, który nader wszystko miłuje podatki. Bo Polacy dążą do tego, żeby opodatkować wszystko…

Będąc w Polsce pamiętaj, że dając napiwek kelnerowi, czy barmanowi, cała suma nie wpada do jego kieszeni. A przynajmniej nie powinna wpaść, bo zgodnie z przepisami zadowolony klient daje napiwek obsługującej go osobie i 18% z tego Urzędowi Skarbowemu. Bo Urzędowi Skarbowemu też się coś należy z racji, że porządnie zjadłeś i jesteś zadowolony z obsługi…

Chcesz zaoszczędzić? Proszę bardzo, państwo chętnie zaoszczędzi razem z Tobą. Biorąc 19% z zysków z Twoich oszczędności (podatek Belki). W ten sposób rozumiane jest w Polsce „oszczędne państwo”.

Rodzic daje Ci pieniążki do ręki, bo chce Cię wspomóc w zakupie mieszkania, samochodu, komputera, porządnej lustrzanki, wakacji za granicą, albo po prostu daje Ci np. 20.000 zł, bo cię kocha? Zależnie od darowanej kwoty płacisz od 3 do 7% podatku. Bo twój rodzic kocha też przerośniętą polską administrację, więc obdarowuje i jej budżet.

Nagle dowiadujesz się, że Twój zapomniany wujek był milionerem i po śmierci przepisał Ci spadek? Swoją radością dzielisz się z Matką Ojczyzną, a matka, jak to matka – twoja rodzina, więc i jej przypadnie udział w Twoim spadku… zależnie od kwoty – od 3 do 15%.

Kupujesz auto? Czyli Twoje pieniądze zmieniają postać – z papierowej na stalowo-szklano-sztucznotworzywową. Teoretycznie masz tyle samo pieniędzy, tylko w innej formie… Nie, wcale nie! Skarbówka twierdzi, że się wzbogaciłeś (lepiej trza było trzymać pieniądze na koncie, niech zżera je powoli inflacja…). Dlatego płacisz 2% podatku od wzbogacenia!

Jak dla mnie to jeszcze brakuje podatku od ulgi czy też od zwrotu podatku. Bo w końcu to też zysk obywatela. Dlatego dostając zwrot podatku z PIT-a, Urząd Skarbowy powinien od razu odliczyć sobie kilkanaście procent podatku… od Twojego zysku.

Powinien być też podatek od tego, że sam sobie ugotowałeś obiad. Bo zaoszczędziłeś, w końcu nie musiałeś płacić restauracji… a w tym przecież i kucharzowi, który z wydanych przez Ciebie pieniędzy otrzymuje pensję. Przez Ciebie tej pensji nie otrzyma, a państwo nie otrzyma podatku. Czyż źle myślę? Panie i Panowie Polacy Opodatkowani?
 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Gospodarka, Polityka

 

Iluzja goni iluzję

05 gru
Jak informuje niespecjalnie rzetelna i niespecjalnie obiektywna „Gazeta Wyborcza”, UE martwi się o młodych, którzy w całej tej iluzorycznej europejskiej gospodarce mają niesamowite problemy ze znalezieniem pracy (w całej UE młodych bezrobotnych jest 23,4%, w niektórych krajach jak choćby Grecja czy Hiszpania nawet ponad 50%). W związku z tym… (cytuję Onet.pl):
„Komisja Europejska wdraża więc projekt „gwarancji dla młodych”. Jest to zalecenie, aby każdy obywatel zjednoczonej Europy, który nie ukończył jeszcze 25. roku życia, otrzymywał ofertę przyzwoitego zatrudnienia, szkolenia albo kształcenia w ciągu czterech miesięcy od opuszczenia szkoły lub trafienia na bezrobocie.”
Teraz pozwolę sobie wyjaśnić kilka spraw.
KTO ZAPŁACI?
Zapłacimy za to wszyscy. Bo skąd wziąć pieniądze, jeśli nie z podatków – a te zawsze odbijają się na kieszeni zwykłych ludzi. Więc wcale nie będzie nam się żyło lepiej. Bo wcale też nie będzie mniejsze bezrobocie – miejsca pracy nie biorą się z kosmosu i samo wyszkolenie ludzi nie zapewnia, że powstaną nowe firmy, zakłady itp. O te dba się poprzez dobry klimat dla inwestycji – niskie podatki, łatwość założenia działalności gospodarczej. A podwyższanie podatków, czyli m.in. kosztów pracy (które w Polsce są i tak już bardzo wysokie) wcale temu nie służy.
CZY ZNAJDĄ PRACĘ?
Nie znajdą, to proste. Skoro wszyscy młodzi będą przeszkoleni, to pracodawcy będą więcej wymagać, bo w końcu wszyscy młodzi będą przeszkoleni… i będą mogli wśród nich przebierać (tak jak zresztą to się dzieje dzisiaj). Poza tym – bądźmy szczerzy – publiczne szkolenia są średniej jakości (jak to bywa z państwowymi „produktami”), więc nie łudźmy się, że po takim przeszkoleniu młodzi Europejczycy nagle zamienią się w rekiny biznesu. Poza tym, jak już mówiłem, większe podatki to większe koszty pracy, a więc pracodawca dwa razy więcej będzie się zastanawiał nad zatrudnieniem nowego pracownika. Albo zatrudni go na czarno.
OSZUSTWA
Oczywiście to jest dobra pożywka dla wszelkiej maści oszustów. Zawsze znajdzie się firma, która wygra przetarg na szkolenie – nie ze względu na jakość usług, a ze względu na podpłacenie odpowiedniego decydenta. Również ci, którzy pracują na czarno zyskają – bo nie dość że zarobią w szarej strefie to jeszcze prawdopodobnie trafią na szkolenie, za które nie zapłacą.
I tak oto w Unii Europejskiej iluzja goni iluzję – urzędnicy udają, że pomagają społeczeństwu, a społeczeństwo udaje, że jest mądre (wyszkolone). Tymczasem pracy dalej nikt nie ma. Bo firmy wolą inwestować poza Unią Europejską, gdzie są niższe podatki, niższe koszty pracy… Gdzie jest większy szacunek dla konkretnej pracy zarobkowej, a nie dla za darmo pobieranych zasiłków wszelkiej maści, które pozwalają na spokojne życie bez stresu i przemęczania się.
Iluzja goni iluzję. A w tym czasie szkodliwy Euro-Socjalizm się rozrasta. Takie powolne samobójstwo „zjednoczonej Europy”.

Jak informuje niespecjalnie rzetelna i niespecjalnie obiektywna „Gazeta Wyborcza”, UE martwi się o młodych, którzy w całej tej iluzorycznej europejskiej gospodarce mają niesamowite problemy ze znalezieniem pracy (w całej UE młodych bezrobotnych jest 23,4%, w niektórych krajach jak choćby Grecja czy Hiszpania nawet ponad 50%). W związku z tym… (cytuję Onet.pl):

„Komisja Europejska wdraża więc projekt „gwarancji dla młodych”. Jest to zalecenie, aby każdy obywatel zjednoczonej Europy, który nie ukończył jeszcze 25. roku życia, otrzymywał ofertę przyzwoitego zatrudnienia, szkolenia albo kształcenia w ciągu czterech miesięcy od opuszczenia szkoły lub trafienia na bezrobocie.”

Teraz pozwolę sobie wyjaśnić kilka spraw.

KTO ZAPŁACI?

Zapłacimy za to wszyscy. Bo skąd wziąć pieniądze, jeśli nie z podatków – a te zawsze odbijają się na kieszeni zwykłych ludzi. Więc wcale nie będzie nam się żyło lepiej. Bo wcale też nie będzie mniejsze bezrobocie – miejsca pracy nie biorą się z kosmosu i samo wyszkolenie ludzi nie zapewnia, że powstaną nowe firmy, zakłady itp. O te dba się poprzez dobry klimat dla inwestycji – niskie podatki, łatwość założenia działalności gospodarczej. A podwyższanie podatków, czyli m.in. kosztów pracy (które w Polsce są i tak już bardzo wysokie) wcale temu nie służy.

CZY ZNAJDĄ PRACĘ?

Nie znajdą, to proste. Skoro wszyscy młodzi będą przeszkoleni, to pracodawcy będą więcej wymagać, bo w końcu wszyscy młodzi będą przeszkoleni… i będą mogli wśród nich przebierać (tak jak zresztą to się dzieje dzisiaj). Poza tym – bądźmy szczerzy – publiczne szkolenia są średniej jakości (jak to bywa z państwowymi „produktami”), więc nie łudźmy się, że po takim przeszkoleniu młodzi Europejczycy nagle zamienią się w rekiny biznesu. Poza tym, jak już mówiłem, większe podatki to większe koszty pracy, a więc pracodawca dwa razy więcej będzie się zastanawiał nad zatrudnieniem nowego pracownika. Albo zatrudni go na czarno.

OSZUSTWA

Oczywiście to jest dobra pożywka dla wszelkiej maści oszustów. Zawsze znajdzie się firma, która wygra przetarg na szkolenie – nie ze względu na jakość usług, a ze względu na podpłacenie odpowiedniego decydenta. Również ci, którzy pracują na czarno zyskają – bo nie dość że zarobią w szarej strefie to jeszcze prawdopodobnie trafią na szkolenie, za które nie zapłacą.

I tak oto w Unii Europejskiej iluzja goni iluzję – urzędnicy udają, że pomagają społeczeństwu, a społeczeństwo udaje, że jest mądre (wyszkolone). Tymczasem pracy dalej nikt nie ma. Bo firmy wolą inwestować poza Unią Europejską, gdzie są niższe podatki, niższe koszty pracy… Gdzie jest większy szacunek dla konkretnej pracy zarobkowej, a nie dla za darmo pobieranych zasiłków wszelkiej maści, które pozwalają na spokojne życie bez stresu i przemęczania się.

Iluzja goni iluzję. A w tym czasie szkodliwy Euro-Socjalizm się rozrasta. Takie powolne samobójstwo „zjednoczonej Europy”.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Gospodarka, Polityka

 

Masowa eutanazja

29 paź

 

Czasem wydaje mi się, że Polacy to naród bogaczy. I nie chodzi tylko o ich gościnność oraz fakt, że większość ludzi tu mieszkających to istne ucieleśnienie funkcjonującego wśród miejscowych powiedzenia „czym chata bogata”. Polacy to rozrzutnicy, wręcz marnotrawni, bo wydają pieniądze na rzeczy i sprawy bezużyteczne lub użyteczne w minimalnym stopniu.
O czym mówię? O polskiej służbie zdrowia. Nie twierdzę, że w zdrowie nie powinno się inwestować, wręcz przeciwnie, uważam, że powinno się w nie inwestować, ale inwestować DOBRZE. Czyli skutecznie, pewnie, z pewnym zwrotem. Czy opłacanie składek zdrowotnych w Polsce jest skuteczne?
Powiem tak: wizyta u okulisty czy laryngologa – 4 miesiące w kolejce, wizyta u kardiologa lub neurologa – 10 miesięcy czekania, krioterapia – za rok… (terminy te są z życia wzięte, a jak pokazują statystyki – ponad 5% specjalistów ma kolejki dłuższe niż pół roku!). Prędzej można wyzionąć ducha niż doczekać się jakichkolwiek badań. Nic więc dziwnego, że (jak twierdzi GUS) około 4,5 miliona Polaków mimo takiej potrzeby – ani razu w roku nie korzysta z państwowych usług lekarskich. A płaci się za to dość solidnie, szczególnie jak na polskie warunki płacowe. Wystarczy dla przykładu powiedzieć, iż przy zarobkach rzędu 1.800 zł brutto (netto: 1320,43 zł) składki zdrowotnej Polak płaci 139,79 zł, przy zarobkach 2.500 zł brutto (netto: 1808,10 zł) składka ta wynosi 194,15 zł, przy zarobkach równych 3.500 zł brutto (netto: 2505,34 zł) składka ta wzrasta do 271,81 zł, a przy pensji wartości 4.500 zł brutto (netto: 3.201,58 zł) składka zdrowotna osiąga poziom 349,47 zł. Prawda że sporo?
Dla porównania ubezpieczenie w sektorze prywatnej opieki zdrowotnej wynosi od ok. 50 do 200 zł, zależnie od firmy, a także od zakresu usług. Jednak nawet te najtańsze oferty są w zdecydowanej mierze wystarczające dla większości potrzeb Polaków. Jeśli ktoś się nie czuje pewien, może spokojnie wykupić droższą opcję, choćby za 200 zł, co równa się przymusowej opłacie na leczenie państwowe przy zarobkach równych ok. 2.575 zł brutto (czyli netto 1.860,78 zł), a takie ubezpieczenie oferuje znacznie wyższej jakości usługi (a mało którego Polaka stać na prywatne ubezpieczenie, bo już kupę kasy wydał na państwowe) niż społeczne. Problem w tym, że Polacy MUSZĄ płacić składki zdrowotne, bo sami się zgodzili na taki układ (takie sobie rządy obierali – m.in. postkomunistów), bo niby tak „będzie im lepiej”. Tylko czy jest lepiej – to już pozostawię czytelniku Tobie do osądu.
Do tego ile można oszczędzić? Weźmy przypadek, w którym Polak wykupuje ubezpieczenie prywatne o 100 zł tańsze niż wymagałoby od niego tego Państwo przy danym poziomie zarobków. Upraszczając, nie wliczając inflacji ani żadnych zmian w wypłacie, po 20 latach uzbiera się oszczędności 24 tysiące złotych. Co byś za to kupił?
Na pewno więcej, niż w polskiej państwowej służbie zdrowia.
Dlatego mogę powiedzieć, że Polacy to naród rozrzutników marnotrawnych, ale i naród bardzo nowoczesny (w pewnym sensie), bo nim zachód Europy o tym pomyślał, nad Wisłą już dawno wprowadzono system eutanazji społecznej. Szkoda tylko, że tak drogiej eutanazji i przymusowej dla wszystkich, którzy muszą bardzo powoli i boleśnie umierać w poczekalniach polskich szpitali…
Trochę smutne to podsumowanie (na zbliżające się żałobne polskie Halloween), ale niestety prawdziwe.

Czasem wydaje mi się, że Polacy to naród bogaczy. I nie chodzi tylko o ich gościnność oraz fakt, że większość ludzi tu mieszkających to istne ucieleśnienie funkcjonującego wśród miejscowych powiedzenia „czym chata bogata”. Polacy to rozrzutnicy, wręcz marnotrawni, bo wydają pieniądze na rzeczy i sprawy bezużyteczne lub użyteczne w minimalnym stopniu.

 

O czym mówię? O polskiej służbie zdrowia. Nie twierdzę, że w zdrowie nie powinno się inwestować, wręcz przeciwnie, uważam, że powinno się w nie inwestować, ale inwestować DOBRZE. Czyli skutecznie, pewnie, z pewnym zwrotem. Czy opłacanie składek zdrowotnych w Polsce jest skuteczne?

 

Powiem tak: wizyta u okulisty czy laryngologa – 4 miesiące w kolejce, wizyta u kardiologa lub neurologa – 10 miesięcy czekania, krioterapia – za rok… (terminy te są z życia wzięte, a jak pokazują statystyki – ponad 5% specjalistów ma kolejki dłuższe niż pół roku!). Prędzej można wyzionąć ducha niż doczekać się jakichkolwiek badań. Nic więc dziwnego, że (jak twierdzi GUS) około 4,5 miliona Polaków mimo takiej potrzeby – ani razu w roku nie korzysta z państwowych usług lekarskich. A płaci się za to dość solidnie, szczególnie jak na polskie warunki płacowe. Wystarczy dla przykładu powiedzieć, iż przy zarobkach rzędu 1.800 zł brutto (netto: 1320,43 zł) składki zdrowotnej Polak płaci 139,79 zł, przy zarobkach 2.500 zł brutto (netto: 1808,10 zł) składka ta wynosi 194,15 zł, przy zarobkach równych 3.500 zł brutto (netto: 2505,34 zł) składka ta wzrasta do 271,81 zł, a przy pensji wartości 4.500 zł brutto (netto: 3.201,58 zł) składka zdrowotna osiąga poziom 349,47 zł. Prawda że sporo?

 

Dla porównania ubezpieczenie w sektorze prywatnej opieki zdrowotnej wynosi od ok. 50 do 200 zł, zależnie od firmy, a także od zakresu usług. Jednak nawet te najtańsze oferty są w zdecydowanej mierze wystarczające dla większości potrzeb Polaków. Jeśli ktoś się nie czuje pewien, może spokojnie wykupić droższą opcję, choćby za 200 zł, co równa się przymusowej opłacie na leczenie państwowe przy zarobkach równych ok. 2.575 zł brutto (czyli netto 1.860,78 zł), a takie ubezpieczenie oferuje znacznie wyższej jakości usługi (a mało którego Polaka stać na prywatne ubezpieczenie, bo już kupę kasy wydał na państwowe) niż społeczne. Problem w tym, że Polacy MUSZĄ płacić składki zdrowotne, bo sami się zgodzili na taki układ (takie sobie rządy obierali – m.in. postkomunistów), bo niby tak „będzie im lepiej”. Tylko czy jest lepiej – to już pozostawię czytelniku Tobie do osądu.

Do tego ile można oszczędzić? Weźmy przypadek, w którym Polak wykupuje ubezpieczenie prywatne o 100 zł tańsze niż wymagałoby od niego tego Państwo przy danym poziomie zarobków. Upraszczając, nie wliczając inflacji ani żadnych zmian w wypłacie, po 20 latach uzbiera się oszczędności 24 tysiące złotych. Co byś za to kupił?

 

Na pewno więcej, niż w polskiej państwowej służbie zdrowia.

 

Dlatego mogę powiedzieć, że Polacy to naród rozrzutników marnotrawnych, ale i naród bardzo nowoczesny (w pewnym sensie), bo nim zachód Europy o tym pomyślał, nad Wisłą już dawno wprowadzono system eutanazji społecznej. Szkoda tylko, że tak drogiej eutanazji i przymusowej dla wszystkich, którzy muszą bardzo powoli i boleśnie umierać w poczekalniach polskich szpitali…

 

Trochę smutne to podsumowanie (na zbliżające się żałobne polskie Halloween), ale niestety prawdziwe.

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Zdrowie

 

Nasza droga oświato…

26 paź
Polska jest piękna, choć nie zawsze dla mnie zrozumiała. Przyjechałem tu z daleka 10 lat temu i wciąż wiele rzeczy mnie zadziwia, wciąż wielu rzeczy nie potrafię zrozumieć. Na przykład takie szkolnictwo – stoi tu na bardzo niskim poziomie. W moim kraju na studia idzie mało osób, bo raz że trudno się dostać, dwa że do wykonywania większości zawodów wystarcza szkoła średnia, która na prawdę dużo uczy młodego człowieka. Tymczasem w Polsce wielu młodych ludzi musi iść na studia, pewnie dlatego że mało się nauczyli w technikum czy w liceum. W Polsce ok. 15% ludzi ma dyplomy wyższych uczelni, wśród aktywnych zawodowo wskaźnik ten wynosi 27%!!! A prawie 90% dorosłych mieszkańców Polski ma wykształcenie przynajmniej średnie! Tymczasem w Wielkiej Brytanii ten ostatni wskaźnik plasuje się na poziomie 76%, we Francji 70%, w Hiszpanii 53%, a w Portugalii ok. 32%. Dla mnie wniosek jest jeden – w Polsce jest gorszy poziom nauczania niż na zachodzie, bo większość ludzi stać umysłowo na zaliczenie choćby matury. A przecież wiemy, że większość nie nadaje się tak naprawdę do tego, żeby w ogóle do matury podchodzić! Skąd więc tak wysoka zdawalność egzaminu dojrzałości? Przymykanie oka na głupotę, odpuszczanie, pozwoleństwo na ściąganie, no i generalnie słaby poziom wiedzy przekazywanej uczniom.
Zresztą (lubię Polskę i Polaków, więc nie piszę tak o nich z powodu antypatii, moja złośliwość ma dać do myślenia) wystarczy spojrzeć na to gdzie się lepiej żyje – w wykształconej Polsce, czy głupiej Wielkiej Brytanii? To Brytyjczycy uciekają nad Wisłę, czy Polacy nad Tamizę?
Najbardziej przeraża mnie jednak fakt, że Polacy myślą iż szkoły mają darmowe lub prawie darmowe. Akurat na całym świecie nie ma nic darmowego, a tym bardziej szkolnictwo, które pochłania ogromne sumy pieniędzy. Postanowiłem się nieco w temacie zorientować i dowiedziałem się iż w minionym 2011 roku z budżetu państwa poszło na ten cel 37,2 miliarda złotych! To nazywacie darmową edukacją? Przecież to wy – wszyscy pracujący – płacicie podatki, które idą na ten cel. Więc wasze dzieci uczą się 13-18 lat, a wy płacicie na tę potężną machinę przez całe życie! Z racji że w Polsce jest legalnie pracujących ok. 16 milionów mieszkańców, daje więc nam to średnio ok. 2.300 zł rocznie na na jednego pracującego. Małżeństwo płaci więc rocznie 4.600 zł (czyli ponad 380 zł miesięcznie) na marnej renomy szkoły, bez względu na to, czy mają dzieci, czy nie, czy ich dzieci jeszcze nie chodzą do szkoły, czy już ją dawno skończyły. Mając 60 lat Polak nadal musi przecież płacić podatki, mimo że jego dzieci dawno już założyły swoje rodziny i dawno już do szkół nie chodzą. Przeraża mnie to tym bardziej, że tak wielu Polaków mówi o darmowym nauczaniu. Polskie szkoły są drogie i kiepskie, bo w końcu co 9 bezrobotny w Polsce to osoba z wyższym wykształceniem. A ci co mają to i tak w znacznym stopniu w zawodzie innym niż wyuczony…
Bardzo drogie, jak na polskie warunki, bardzo kiepskie, jak na światowe standardy są polskie szkoły. Nie są bezpłatne. Bo do wymienionych przeze mnie powyżej kosztów należy doliczyć wszelkie opłaty na komitety rodzicielskie, opłaty na studiach (nie tylko zaocznych, ale i wszelkie powtórki egzaminów dla studentów dziennych)… no i oczywiście książki, zeszyty, przybory szkolne. Małżeństwo płacące miesięcznie 380 zł na szkołę powinno otrzymać wysoki poziom nauczania dzieci, który zapewni im w przyszłości dobry start na rynku pracy, a także darmowe książki i przybory szkolne!

Polska jest piękna, choć nie zawsze dla mnie zrozumiała. Przyjechałem tu z daleka 10 lat temu i wciąż wiele rzeczy mnie zadziwia, wciąż wielu rzeczy nie potrafię zrozumieć. Na przykład takie szkolnictwo – stoi tu na bardzo niskim poziomie. W moim kraju na studia idzie mało osób, bo raz że trudno się dostać, dwa że do wykonywania większości zawodów wystarcza szkoła średnia, która na prawdę dużo uczy młodego człowieka. Tymczasem w Polsce wielu młodych ludzi musi iść na studia, pewnie dlatego że mało się nauczyli w technikum czy w liceum. W Polsce ok. 15% ludzi ma dyplomy wyższych uczelni, wśród aktywnych zawodowo wskaźnik ten wynosi 27%!!! A prawie 90% dorosłych mieszkańców Polski ma wykształcenie przynajmniej średnie! Tymczasem w Wielkiej Brytanii ten ostatni wskaźnik plasuje się na poziomie 76%, we Francji 70%, w Hiszpanii 53%, a w Portugalii ok. 32%. Dla mnie wniosek jest jeden – w Polsce jest gorszy poziom nauczania niż na zachodzie, bo większość ludzi stać umysłowo na zaliczenie choćby matury. A przecież wiemy, że większość nie nadaje się tak naprawdę do tego, żeby w ogóle do matury podchodzić! Skąd więc tak wysoka zdawalność egzaminu dojrzałości? Przymykanie oka na głupotę, odpuszczanie, pozwoleństwo na ściąganie, no i generalnie słaby poziom wiedzy przekazywanej uczniom.

 
Zresztą (lubię Polskę i Polaków, więc nie piszę tak o nich z powodu antypatii, moja złośliwość ma dać do myślenia) wystarczy spojrzeć na to gdzie się lepiej żyje – w wykształconej Polsce, czy głupiej Wielkiej Brytanii? To Brytyjczycy uciekają nad Wisłę, czy Polacy nad Tamizę?

 
Najbardziej przeraża mnie jednak fakt, że Polacy myślą iż szkoły mają darmowe lub prawie darmowe. Akurat na całym świecie nie ma nic darmowego, a tym bardziej szkolnictwo, które pochłania ogromne sumy pieniędzy. Postanowiłem się nieco w temacie zorientować i dowiedziałem się iż w minionym 2011 roku z budżetu państwa poszło na ten cel 37,2 miliarda złotych! To nazywacie darmową edukacją? Przecież to wy – wszyscy pracujący – płacicie podatki, które idą na ten cel. Więc wasze dzieci uczą się 13-18 lat, a wy płacicie na tę potężną machinę przez całe życie! Z racji że w Polsce jest legalnie pracujących ok. 16 milionów mieszkańców, daje więc nam to średnio ok. 2.300 zł rocznie na na jednego pracującego. Małżeństwo płaci więc rocznie 4.600 zł (czyli ponad 380 zł miesięcznie) na marnej renomy szkoły, bez względu na to, czy mają dzieci, czy nie, czy ich dzieci jeszcze nie chodzą do szkoły, czy już ją dawno skończyły. Mając 60 lat Polak nadal musi przecież płacić podatki, mimo że jego dzieci dawno już założyły swoje rodziny i dawno już do szkół nie chodzą. Przeraża mnie to tym bardziej, że tak wielu Polaków mówi o darmowym nauczaniu. Polskie szkoły są drogie i kiepskie, bo w końcu co 9 bezrobotny w Polsce to osoba z wyższym wykształceniem. A ci co mają pracę to i tak w większości w zawodzie innym niż wyuczony…

 
Bardzo drogie, jak na polskie warunki, bardzo kiepskie, jak na światowe standardy są polskie szkoły. Nie są bezpłatne. Bo do wymienionych przeze mnie powyżej kosztów należy doliczyć wszelkie opłaty na komitety rodzicielskie, opłaty na studiach (nie tylko zaocznych, ale i wszelkie powtórki egzaminów dla studentów dziennych)… no i oczywiście książki, zeszyty, przybory szkolne. Małżeństwo płacące miesięcznie 380 zł na szkołę powinno otrzymać wysoki poziom nauczania dzieci, który zapewni im w przyszłości dobry start na rynku pracy, a także darmowe książki i przybory szkolne!

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Edukacja, Praca