RSS
 

Notki z tagiem ‘mentalność’

Polak wybiera…

05 kwi

Polak to wyborca świadomy. Świadomy tego, że źle wybiera, ale i tak wybiera tak jak wybiera, bo wybiera dobrze. Znaczy się źle, ale dobrze…

Zagmatwane?

Polak głosuje na daną partię nie dlatego, że pasuje mu jej całościowy program polityczny, nawet wręcz przeciwnie, z resztą programu czy działaniami partii wcale by się nie zgodził… Jest tylko ten jeden mały wyrywek, który sprawia, że głosuje na daną partię, bo akurat ta jedna mała rzecz jakoś mu przypadła do gustu. Czasem zagłosuje na daną partię, bo w swoich szeregach ma clowna – dawniej był nim Andrzej Lepper (zagłosuję dla żartu, pomyślało milion Polaków – i tak oto słynny rolnik blokujący drogi dostał się na salony). Dziś nie wystarcza być po prostu rolnikiem, który wysypał zboże na tory, dziś trzeba być czymś więcej, a najlepiej mieć w partii więcej… Więcej clownów. W końcu przecież przy takich osobistościach, jak pan/pani Anna Grodzka, homo Robert Biedroń, czy antyklerykalny eksksiądz Roman Kotliński. I nie chodzi o to, że jestem za otwieraniem obozów pracy dla trans, homo czy antyklerykałów. Nie jestem wierzący, daleko mi też do jakichś radykalnych kroków w kwestii mniejszości seksualnych – niech w swoich domach robią co chcą, ich sprawa. Chodzi o to, że Ci ludzie nie mają nic do powiedzenia, nie przedstawili żadnego racjonalnego planu działania państwa, sami nie wiedzą czym państwo powinno się zajmować, a jeśli już podejmują jakieś działania to niespecjalnie państwu potrzebne. To po prostu marionetki, to clowni, którzy mieli zwrócić uwagę na Ruch Palikota. Tylko, że tak jak Samoobrona wypaliła się przed laty, tak teraz wypala się Palikot i jego ludzie…

Oczywiście na tym nie koniec głupich wyborów Polaków. Znam ich więcej i czasem sposób myślenia wyborców znad Wisły mnie przeraża. A oto niektóre z nich (wzięte z życia – z rozmów z tymi osobami):

Zawodowy żołnierz (za kilka lat, ten trzydziestoparolatek będzie na emeryturze) – nie popieram PO, nie podoba mi się to co robią, jestem im przeciwny, ale póki zachowują status quo w kwestii emerytur dla mundurowych, głosuję razem z całą rodziną na nich.
(Kryzys kryzysem, ale własne przywileje najważniejsze! Tylko czemu jak politycy ciągną na swoje to psioczy, a jak żołnierz ciągnie na swoje to cacy?)

Emerytowany górnik (emerytura rzędu 3,5 tysięcy zł) – może i PO wprowadziła wiele zmian przeciwko ludziom, ale w przeciwieństwie do Kaczyńskiego zrobiła rewaloryzację emerytur, więc wybieram Tuska i Komorowskiego.
(Co z tego, że system emerytalny się sypie, ważne, żeby emerytura wynosiła nie 3,5 a 3,6 tys. zł!)

Dyrektor handlowy firmy produkcyjnej – k***a, nikt nie zrobił nic dla gospodarki, Platforma też nie, ale Tusk przynajmniej nie robi tyle hałasu co Kaczyńscy, więc na pewno nie zagłosuję na PiS.
(Niech się państwo i gospodarka sypie, byleby cicho…)

Młody elektryk – na pewno nie na liberałów z PO, liberalizm niszczy gospodarkę, liczy się tylko SLD.
(Niech mnie piorun strzeli jeśli kiedykolwiek prawdziwi liberałowie – jak Hayek czy Friedman – podwyższyliby podatki jak zrobiła to PO!)

Były Sekretarz PZPR – żadnych Kaczorów albo Tusków, wystrzelałbym ich!
(Retoryka godna komunisty)

Pracowniczka Biura Obsługi Klienta – Właściciel mojej firmy zarabia pięć razy tyle co ja! To jakiś absurd! Powinni to zmienić, a chyba tylko SLD ma jaja.
(A może trzeba też mieć jaja, żeby samemu założyć firmę i zarabiać pięć razy tyle co pracownicy?)

Technik telekomunikacji – Kaczor! On jedyny bronił kościoła, a te kanalie z PO chcą zlikwidować Fundusz Kościelny. Poza tym obniżył podatki.
(Tylko jak trzepanie państwowej kiesy ma się do życia w chrześcijańskiej skromności i ubóstwie?)

Spawacz – polityka mnie nie interesuje. A głosować głosuję różnie, ostatnio na Palikota, ale w sumie nie wiem dlaczego.
(Ja też nie wiem dlaczego)

Sprzedawca w warzywniaku – życie przez PO zdrożało, podatki wzrosły, większa biurokracja… może wybiorę SLD?
(Dobra myśl – jak ciąży nam lewicowa myśl ekonomiczna to pogrążajmy się jeszcze bardziej, brnąc jeszcze dalej na lewo…)

Kierownik magazynu – wujek działa w PSL, załatwił posady dla całej rodziny, więc wiadomo na kogo zagłosuję.
(Czym się różni nepotyzm na szczeblu władz centralnych od nepotyzmu w regionie? Dla mnie niczym…)

Sprzątaczka – za komuny tyle nie śmiecili co teraz. Ledwo człowiek posprząta, a już narzucane papierków. Kiedyś tego nie było [...] chciałabym, żeby wrócił Gierek.
(Kiedyś nie śmiecili bo nie było czym śmiecić, skoro sklepy były puste, a ludzie nic nie mieli…)

Kierowca dźwigu – Na SLD, bo za komuny było dobrze. Robota zawsze była, a teraz to nawet piwka nie można w pracy wypić, bo zaraz prawo jazdy zabiorą i z pracy wyrzucą.
(Mnie to przeraża…)

Kontroler biletów (kanar) – PiS przesadza z tą korupcją, teraz to strach wziąć na lewo trzy dyszki od pasażera na gapę, bo ch*j go wie, czy to nie jakiś agent. Może Palikot? Mądrze gada.
(Kanar trzy dyszki na lewo, policjant trzy stówki, polityk trzy miliony… każdy robi to samo, tylko że wedle możliwości różnią się sumy)

I tak z roku na rok, z kadencji na kadencję, z wyborów na wybory – nie zmienia się nic. Bo skoro społeczeństwo kradnie, oszukuje i kręci to kogo wybiorą, jeśli nie oszustów i krętaczy? Zmieniają się twarze na stanowiskach reprezentacyjnych, ale to tylko zmiany kosmetyczne, bo od końca PRL-u ciągle Ci sami ludzie w Sejmie i na najwyższych stanowiskach państwowych. Nie zmienia się nic. I nic zmian nie zapowiada.

Bo jak może się coś zmienić, kiedy wyborca narzeka na złodzieja-polityka, w trakcie brania łapówki od niedoszłego gapowicza w autobusie? Jak może się coś zmienić, kiedy wyborca narzeka na oszusta-polityka w trakcie ściągania zadań z matury od zdolniejszej koleżanki?

Polak wybiera dobrze, bo sobie robi dobrze.

Polak wybiera źle, bo cóż z tego, że szkodzi całej gospodarce, ważne że sam na tym skorzysta.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Polacy, Polityka

 

Syndrom przemądrzałego Polaczka

13 mar

Polacy to naród dumny – a dumny jest w każdym calu swego jestestwa. Nie tylko na płaszczyźnie historii – jakże przecież pięknej, bogatej, ale i zarazem tragicznej. Polacy to naród dumny do tego stopnia, że momentami wręcz pyszałkowaty.

Będąc ostatnio na zakupach w jednym z większych marketów skorzystałem z kasy samoobsługowej, głównie z racji, że ustawiona przed nią kolejka szła szybciej niż pozostałe. Zresztą, często korzystam z kas samoobsługowych, jest to dla mnie wygodne i szybkie rozwiązanie. Tym razem miałem jednak przy sobie bony zniżkowe, z których chciałem skorzystać, dlatego też zaraz po skasowaniu wszystkich produktów, nie widząc na ekranie przycisku „WYKORZYSTAJ BONY” lub czegoś podobnego, zawołałem panią z obsługi, by udzieliła mi pomocy.

- Musi pan najpierw skończyć kasowanie produktów.

Rzuciłem szybko okiem na moją kasę, czy przypadkiem nie zostawiłem nieskasowanego produktu. Wszystko było w porządku.

- Skończyłem już – potwierdziłem na głos.

- Nie, nie skończył pan – odpowiedziała niemal natychmiast, z wyraźnym poczuciem wyższości intelektualnej w jej dźwięcznym i stanowczym głosie, a błysk w jej oku sugerował, że jestem jakimś imbecylem.

- Już skoń…

- Nie skończył pan! – poczułem się jak strofowany uczniak, a ona była nie tylko uparta, ale i wręcz niemiła. Z jej tonu głosu, pełnego buty, spomiędzy wierszy słów, którymi mnie raczyła, przebijała jej osobista opinia na mój temat: „co za idiota!”.

Oczywiście pani chodziło o to, by na ekranie dotykowym kliknąć button „Koniec”. Nie mogła jednak tego spokojnie powiedzieć, wytłumaczyć, musiała pokazać, gdzie jest moje miejsce, jak głupi i tępy jestem… (a wcześniej nie kliknąłem „Koniec”, obawiając się, że wówczas już nie będzie możliwości skorzystania z bonów – zresztą, po to ona tam jest, aby klientowi wytłumaczyć co i jak)

Czy w ten sposób odreagowywała to, że pracuje jako zwykła pomoc w markecie za marne 1.400 zł, może 1.600 zł miesięcznie? Ja wiem, że każdy ma swoje ambicje, ale to nie moja wina, że nie jest ona kierowniczką czy dyrektorką całego marketu i nie zarabia tych 8.000 zł, na które bezsprzecznie jej wybitny umysł zasługuje. A już na pewno klient jest ostatnią osobą, którą można „poniżać”, nawet w tak drobny sposób, by poczuć się kimś lepszym.

Niestety nie mogę powiedzieć, by był to odosobniony przypadek tzw. „syndromu przemądrzałego Polaczka”, jakiego byłem ofiarą, czy świadkiem:

- starsza pani wsiada do autobusu kursu międzymiastowego z pytaniem czy kierowca mógłby otworzyć dla niej luk bagażowy. „Przecież jest otwarty” – odpowiedział nieuprzejmy kierowca. „Próbowałam otworzyć, ale jest chyba zamknięty, bo nie mogłam…”. „Otwierać pani nie umie?” – wzburzony kierowca omal się nie opluł w nerwach. Wysiadł jednak z autobusu, chwycił klamkę luku bagażowego i… zdziwił się. Jeszcze chwilę się siłował, aż wreszcie poszedł po kluczyk od zamka.

- rozmawiam raz z pewną znajomą, która właśnie wróciła z wakacji w Egipcie. Zapytałem: „jak pogoda?” będąc ciekawym czy dało się wytrzymać w obecnym tam upale, czy raczej przygrzewało, że nawet w cieniu nie szło wysiedzieć. Popatrzyła na mnie jak na idiotę, dumnie uniosła głowę, jakby nie chciała patrzeć na gorszego od siebie i przemądrzałym tonem odpowiedziała: „Cały czas lało, wiesz?”. Pokiwała głową, jakby chciała powiedzieć „co za debil” i poszła dalej, zupełnie mnie ignorując.

- innym razem stoję przy kasie marketu i czekam na swoją kolej. Pani przede mną kupowała zabawkę, jednak zrezygnowała z jej zakupu, gdyż cena, jaką wybiło na kasie nie zgadzała się z prezentowaną na dziale. Wezwana została pracownica działu, która od razu z miała pretensje do klientki: „dupę mi pani zawraca”. Klientka była w lekkim szoku, zresztą ja też, bo co to za tekst do osoby, na której zarabia się pieniądze? „Nie moja wina, że macie nieporządek na dziale” – broniła się klientka. „Co mi tu pani gada? Trzeba patrzeć co się bierze!” – miałem wrażenie, że pracownica wpada w skrajną furię, aż ciężko to opisać za pomocą kilku słów… „Ta zabawka była wrzucona do jednego kosza z innymi zabawkami po przecenie!” – klientka nie wytrzymała i również podniosła głos. Nie dziwię się. „Ludzie, ślepi jesteście i głupi, czy co? Przecież to widać, że ta zabawka jest inna, niż pozostałe”. „Wszystkie były inne. Nie będę biegała po całym dziale i sprawdzała, czy ta zabawka na pewno jest po przecenie, bo macie burdel!”. „Sama masz w domu burdel… Przyszła taka lafirynda i będzie mi mówić, że mam nieporządek na dziale, sama lepiej wiem co mam, jak jesteś ślepa to nie przychodź na zakupy”. Ręce opadają.

Pewnie znalazłoby się więcej takich historii. Ale moja pamięć jest ulotna, jak inteligencja niektórych ludzi.

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Polacy

 

Mentalność Polaka-niewolnika

22 lut

Przez 125 lat podległości pod austriackich, pruskich i rosyjskich zaborców Polak nauczył się, że musi przed kimś ugiąć kark, pochylić głowę, uklęknąć… W żyłach Polaka płynie krew skażona genami niewolnictwa. To widać. Doskonale widać.

I obrazu tego nie zmienia fakt, że Polacy buntowali się w kolejnych powstaniach przeciwko zaborcom, czy przeciwko Imperium, które położyło na ich ojczyźnie łapę – mam na myśli ZSRR w czasach PRL-u. Po prostu tak to już jest, że niewolnik od czasu do czasu musi ponarzekać na swoją dolę, podnieść rękę na pana… a później pozwolić na powrót do status quo. No, może nie do końca status quo, ale de facto niewiele zmienia się w położeniu polskiego niewolnika. Tak jest nieustannie od wielu lat.

Demokratyczne wybory mają być jedynie landrynką, która posłodzi życie polskiego niewolnika, wszak i tak ma on niewielki wpływ na to, co dzieje się „u góry”. Wciąż ci sami Panowie, wciąż te same Damy u szczytu władzy, jeśli coś się zmienia, to są to zmiany kosmetyczne, mające łudzić niewolników, że kraj idzie do przodu, że kraj się zmienia, że społeczeństwo ma coś do gadania.

Tymczasem w III Rzeczpospolitej Polskiej, w kraju feudalnym – w nowoczesnym tego słowa znaczeniu, wciąż panuje bezwzględny system wasalny. U samej góry jest świta królewska, zwana rządem, współdzieląca władzę z sejmikiem, z panami posłami i paniami posłankami. Ich decyzje, rzadko przemyślane, czasem będące jedynie magnackim kaprysem, są niezaprzeczalnie panującym prawem obowiązującym wszystkich na samym dole społecznej drabiny. Ich słowo to rozkaz dla społeczeństwa. Dla niewolników.

Nieco niżej stoją usłużni urzędnicy, pochylający karku pod stojącymi nad nimi, odbijający sobie tę niewygodę na tych, którzy stoją niżej. A niżej są przedsiębiorcy, płacący haracze dla urzędniczego raju – ZUS-u oraz innych instytucyj gnębiących lud. Skoro przedsiębiorca jest gnębiony przez nierozsądne, kapryśne decyzje urzędników, skoro przedsiębiorca okradany jest przez państwo, płacąc mu złodziejskie stawki, to i ten gorzko rozżalony, musi swą niedolę na kimś odbić. Czyni to na pracowniku, na ostatnim, najniższym szczeblu systemu wasalnego. A robi to, jak na pańszczyznę przystało: wymagając wiele, dając mało.

A ci najniżej dostają landrynkę na pocieszenie – wybory. Nieco jej posmakują, prawie się nią udławią, ale długo będą wspominać, że mają „jakiś wpływ na władzę”. Czyli żaden. Bo raz na cztery lata pójdą do urn po landrynkę, a skład Sejmu pozostanie w znacznej większości taki sam. Czyli w kraju nic się nie zmieni, wciąż będzie system feudalny, utrzymane zostaną stosunki wasalne…

…raz na ćwierć- lub pół- wiecze Polak podniesie rękę na pana, pokrzyczy, pomacha szabelką, a później uspokojony wspaniałymi obietnicami dostanie landrynkę, która uśpi jego czujność i pozwoli utrzymać status quo na kolejne pół wieku.

Polak źle się czuje z batem nad głową. Ale jeszcze gorzej bez tego bata.

Tak przynajmniej to wygląda z perspektywy obcokrajowca.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Polacy

 

Obcokrajowcom łatwiej

15 sty

Czytając ostatnio artykuł na temat amerykańskich żołnierzy mieszkających w Łodzi i poznających smaki oraz piękno Polski, zwróciłem uwagę na „życzliwość miejscowych”, o której wspominają jankesi. A konkretnie chodzi mi o pomoc, na jaką mogą liczyć goście zza oceanu. Mianowicie pytając o drogę mogą spotkać się z taką sytuacją, iż pytana osoba w ramach pomocy wysiądzie z Amerykaninem z tramwaju i zaprowadzi go na miejsce docelowe…

 

Tak, wydaje mi się, że pod tym względem obcokrajowcowi jest łatwiej w kraju położonym nad Wisłą. I z doświadczenia wiem, że to nie był odosobniony przypadek. Polacy są na tyle życzliwi i pomocni, że historie typu „to ja z panią/panem pojadę i pokażę” nie są rzadkością.

 

Ciekawe jest jednak to, że na taką życzliwość mogą liczyć przede wszystkim obcokrajowcy. Bo o ile Polak Polakowi wskaże drogę palcem i dobrym słowem, o tyle już ciężko, aby osobiście zaprowadził go do celu.

 

Ale może się mylę?

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Polacy

 

Gdzie Polaków dwóch…

14 gru

…tam niekoniecznie trzy zdania. Zdanie może być jedno – wspólne. Ale i tak jeden drugiemu podstawi nogę.

 

To przykra prawda, ale zaobserwowana u mnie wśród wielu Polaków. Nie mówię o wszystkich, nie chcę generalizować, bo to byłoby fałszywe uogólnienie. Ale, jak zauważyłem, na tle innych narodowości Polacy wypadają źle – nie pobiegną oni tak łatwo pomóc swojemu pobratymcowi…

 

A spójrzmy Chociażby… o Albańczykach można powiedzieć wiele złego. Nie tylko to, że są zbrodniarzami, nie tylko to, że do dziś znaczna część członków tego narodu prowadzi terrorystyczną działalność na granicy z ościennymi państwami na Bałkanach, ale i to, że są istnymi monopolistami w handlu żywym towarem – kobietami. Spora część burdel-biznesu w Europie podlega Albańczykom. Potrafią być brutalni, bezwzględni, zresztą w pamięci utkwił mi fragment „Białej gorączki” Hugo-Badera, w której jedna z kobiet opowiada, do czego zdolni są ci ludzie…

 

Jednak Albańczyk za Albańczykiem pójdzie w ogień. Jeśli na ulicy Londynu jeden Albańczyk „dostanie w mordę”, wiadomym jest to, że trzech innych pomoże mu wziąć odwet.

 

Jeśli na placu Trafalgar murzyn okradnie białą z torebki, to pięciu innych, zupełnie mu obcych murzynów, pomoże mu uciec z tą torebką (wcale tego nie popieram – chodzi o poczucie wspólnoty!).

 

A Polacy? Polak sprowadzi Polaka do Londynu. Ale nie po to, aby pomóc załatwić mu robotę, jedynie po to, by go wyrolować i ograbić z pieniędzy. Prędzej podstawi mu nogę, żeby przypadkiem nie znalazł lepszej roboty i nie zarabiał od niego więcej. Albo po prostu – byleby tylko nie poprawił się jego status. Bo wywoła zazdrość…

 

Znam te historie:

 

Jeśli jeden Amerykanin ma 20 krów, a drugi 50 krów, to ten co ma mniej będzie się starał, żeby też mieć 50 krów albo i więcej!

Jeśli jeden Polak ma 2 krowy, a drugi ma ich 10, to ten co ma mniej zrobi wszystko, żeby ten drugi miał też tylko 2 krowy, a najlepiej żadnej!

 

To smutna i przykra prawda o Polakach.

 

Choć historia pokazuje, że potrafią się zjednoczyć… szczególnie jak ktoś ukręci nad ich głowami bata. Zabory, hitlerowcy, komuna…

 

 

Z drugiej jednak strony znam Polaków bardzo gościnnych, otwartych, skorych do pomocy. Chętnie wyciągających pomocną dłoń… Oferujących swój przysłowiowy „wdowi grosz”.

 

 

Mam jednak wrażenie, że większość z Was, marząc o „dobrobycie zachodu”, pożądliwie dąży za pieniądzem, wzajem się oszukując i wyzyskując. To zgubna droga. Nie chodzi o katolicką moralność (bo nie jestem katolikiem), chodzi o wyniszczanie poczucia wspólnoty, które przecież jest tak bardzo ważne, jeśli chcecie jako świadomy i silny naród przetrwać w nadchodzących, ciężkich dla świata czasach.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Polacy

 

Jacy są Polacy? Pierwsze wrażenia

24 paź
Jeszcze przez długi czas po wylądowaniu w Polsce zastanawiałem się nad tym, co mnie spotka od mieszkańców tego niepozornego kraju. Czy są to stereotypowi alkoholicy skłonni do bijatyk, a może zapracowani ludzie, którzy nie mają czasu na dzielenie się szczęściem ze znajomymi i rodziną? Ulice są bezpieczne, czy lepiej nie zapuszczać się w nie po zmroku, szczególnie w pojedynkę?
Widząc te mijające mnie smutne twarze pomyślałem – ależ ten naród jest depresyjny! Czy rzeczywiście źle im się tak wiedzie, czy rzeczywiście mają tak trudną sytuację, że na ich buziach nie rysują się choćby drobne zalążki uśmiechu?
Wkrótce jednak przekonałem się, że Polacy to ludzie zamknięci w sobie, ale tylko do czasu… W wąskiej grupie znajomych przechodzą metamorfozę i stają się znacznie bardziej otwarci niż Brytyjczycy, czy Niemcy. Stają się spontaniczni! Radośni! Dowcipkują, żartują, robią sobie kawały. Coś niesamowitego. W czterech ścianach polskiego domostwa istnieje zupełnie inny świat niż na polskich ulicach. Jak to się dzieje?
Tylko ta skłonność do narzekania…
…choć z perspektywy czasu nie dziwię się Polakom. Patrząc na ich kraj pełen niewykorzystanych możliwości, pełen niespełnionych marzeń, pełen perspektyw, które grzęzną w politycznym bagnie… chyba sam bym stracił optymizm po tylu latach od słynnej (i nie do końca przeprowadzonej) transformacji.

Jeszcze przez długi czas po wylądowaniu w Polsce zastanawiałem się nad tym, co mnie spotka od mieszkańców tego niepozornego kraju. Czy są to stereotypowi alkoholicy skłonni do bijatyk, a może zapracowani ludzie, którzy nie mają czasu na dzielenie się szczęściem ze znajomymi i rodziną? Ulice są bezpieczne, czy lepiej nie zapuszczać się w nie po zmroku, szczególnie w pojedynkę?

Widząc te mijające mnie smutne twarze pomyślałem – ależ ten naród jest depresyjny! Czy rzeczywiście źle im się tak wiedzie, czy rzeczywiście mają tak trudną sytuację, że na ich buziach nie rysują się choćby drobne zalążki uśmiechu?

Wkrótce jednak przekonałem się, że Polacy to ludzie zamknięci w sobie, ale tylko do czasu… W wąskiej grupie znajomych przechodzą metamorfozę i stają się znacznie bardziej otwarci niż Brytyjczycy, czy Niemcy. Stają się spontaniczni! Radośni! Dowcipkują, żartują, robią sobie kawały. Coś niesamowitego. W czterech ścianach polskiego domostwa istnieje zupełnie inny świat niż na polskich ulicach. Jak to się dzieje?

Tylko ta skłonność do narzekania…

…choć z perspektywy czasu nie dziwię się Polakom. Patrząc na ich kraj pełen niewykorzystanych możliwości, pełen niespełnionych marzeń, pełen perspektyw, które grzęzną w politycznym bagnie… chyba sam bym stracił optymizm po tylu latach od słynnej (i nie do końca przeprowadzonej) transformacji.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Polacy