RSS
 

Polskie damy w każdym calu

15 kwi

Jeśli komuś się wydaje, że czasy II RP, kiedy to po ulicach polskich miast chadzały prawdziwe damy, pod rękę prowadzane przez gustownych dżentelmenów, to powiem…

…że owszem, czasy się zmieniły, wiele rzeczy przeminęło, ale Polki to wciąż damy, choć nie te same co dawniej, jednak z całą pewnością damy na miarę swoich czasów.

Co mam na myśli? Już spieszę z wyjaśnieniami…

Z jednej strony chodzi mi o odzienie. Polki są kobietami eleganckimi, stylowymi i gustownymi. W moim odczuciu przodują w tej kwestii zarówno pod względem kultury zachodu, gdzie kobiety są bądź to nazbyt plastykowe, bądź dla odmiany zaniedbane, jak i pod względem standardów wschodnich, takich jak np. w Rosji, gdzie tamtejsze niewiasty zbyt często nie mają umiaru w przesycie, są zbyt gorliwe w tworzeniu „stylówy” swego odzienia (jeśli mogę to tak nazwać) i makijażu, który jest zdecydowanie przesycony. Polki potrafią wyłapać ten zbalansowany sposób ubioru (pomiędzy skrajnymi modami wschodu a zachodu), który sprawia, że są eleganckie i seksowne, nie ma w ich szatach przesadyzmu, a jest z pewnością gust.

Zresztą to nie jedyny przykład na to, że Polki to damy w każdym calu. Na zachodzie popularne jest to, iż elegancko ubrane panie biorą ze sobą do pracy buty na zmianę. Bo niewygodnie jej chodzić cały dzień w szpilkach. Tymczasem Polki trzymają fason cały dzień – raczej nie zdarza mi się widywać elegancko ubranej damy, która po biurze zasuwa w adidasach. Co innego na zachodzie… Nie twierdzę, że w ogóle Polki nie korzystają z tzw. „obuwia zmiennego”, ale nie czynią to raczej kobiety, które mają do czynienia z klientami/kontrahentami, które przed ludźmi chcą wyglądać dobrze. I bardzo dobrze! To mi się podoba!

(tak nawiasem mówiąc tylko raz mi się zdarzyło widzieć w Polsce osobę mającą dużą styczność z ludźmi, która elegancję połączyła ze stylem sportowym – mianowicie był to jeden z profesorów Uniwersytetu Wrocławskiego, któremu zdarzało się chadzać w pełnym garniturze oraz… tzw. adidasach)

Jeszcze jedno spostrzeżenie związane z wyglądem… Być może panowie denerwują się jak ich wybranki nazbyt długo przesiadują przed lustrem, ale ja tutaj zamierzam pochwalić Polki. Oczywiście kilka godzin dziennie przeznaczonych na nakładanie makijażu to przesada. Ale też zupełnym zaniedbaniem jest, kiedy kobieta siedząc w domu potrzebuje na chwilę wyskoczyć do sklepu – kupić ziemniaki, kapustę, chleb, parę skarpet i czapkę, wychodzi ubrana ot, tak sobie – np. w dresy, do tego w ogóle nie przygotowana jeśli chodzi o samą estetykę twarzy: włosy rozcapierzone, jakby wyszła dopiero z lotniczej wirówki, oczy kleją się od śpiochów, gdzieś na policzku resztki wczorajszego makijażu… Takie rzeczy zdarza się widywać szczególnie na zachodzie.

Tymczasem Polka? Jeśli Polka potrzebuje skoczyć do warzywniaka pod domem to i tak zadba o to, aby delikatny makijaż (bo tylko taki lubię – bez zbędnej przesady!) zdobił jej twarz, aby była dobrze ubrana – nie mówię, że od razu suknia wieczorowa, ale chociaż czyste, schludne jeansy, a nie poplamione, przepocone dresy (bo i tak bywa na zachodzie!).

Dlatego uważam, że Polki to istne damy na miarę swoich czasów. Damy w pełnej krasie. I to mi się podoba!!!

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Polacy

 

Polacy w walce o… socjalizm

11 kwi

Przed laty Polacy, mimo życia za Żelazną Kurtyną, a może właśnie poprzez stosunek do niej, byli symbolem walki z reżimem komunistycznym, z reżimem Polski socjalistycznej, z ZSRR, byli żywym symbolem walki o wolny świat.

Dziś, według sondażu z grudnia 2012 roku, Polacy są największymi entuzjastami socjalistycznej Unii Europejskiej – aż 81% mieszkańców nad Wisłą popiera euro-reżim!

Dawniej Polacy walczyli z komunistami i socjalistami pokroju Gomółki, Bieruta, czy Jaruzelskiego. Dziś dają się rządzić (i wydają się z tego powodu szczęśliwi), takim ludziom jak…

No właśnie, jakim ludziom? Powiedzmy to na przykładzie Komisji Europejskiej, jednej z najważniejszych instytuacji UE.

Przypomnijmy wpierw kilku poprzedników obecnego przewodniczącego KE, Jose Manuela Baroso. Pierwszym z nich był niejaki Walter Hallstein, twórca tzw. doktryny Hallsteina, która nie uznawała zastałych po II wojnie granic państw komunistycznych, w tym granic PRL-u. Tym samym nie uznawał powrotu Dolnego Śląska, czy zachodniego Pomorza do macierzy. Uważał te ziemie za czysto niemieckie.

Innym ciekawym przewodniczącym Komisji Europejskiej był Sicco Mansholt sprawujący tę funkcję w latach 1972 – 1973. Życiorys tego człowieka jest jednoznaczny – wychowywał się wszak on w rodzinie o tradycjach socjalistycznych (ojciec był delegatem Socjaldemokratycznej Partii Robotniczej, natomiast dziadek był zwolennikiem m.in. Ferdinanda Domela Nieuwenhuis`a, który szeroko głosił koncepcje anarchokomunizmu). Zresztą Sicco Mansholt był sekretarzem lokalnym Sociaal Democratische Arbeiders Partij, a później z ramienia Partii Pracy był holenderskim Ministrem Rolnictwa, Rybołówstwa oraz Dystrybucji Żywności. Uznaje się także, że był on pod silnym wpływem tzw. Klubu Rzymskiego, który zwiastował wyczerpanie się wszystkich istotnych zasobów naturalnych w roku 1995. Jak widzimy, niemal 20 lat później świat ma się dobrze w tym względzie, choć socjalistyczni politycy nadal używają podobnych haseł jako straszaków i haseł wyborczych.

W latach 1977 – 1981 Komisji Europejskiej przewodniczył Roy Jenkins, czyli członek brytyjskiej Partii Pracy, zresztą był także założycielem Partii Socjaldemokratycznej. Można więc powiedzieć, że świetnie wpisywał się w koncepcje socjalistycznej UE.

Jacques Delors, który przez 10 lat, bo od 1985 roku począwszy, był przewodniczącym KE, już od roku 1974 był aktywnym członkiem francuskiej Partii Socjalistycznej. O tym, że chętnie zajmował (i zajmuje) się on propagowaniem socjalistycznej wiary, świadczy fakt, iż jego córka – Martine Aubry, jest od 2008 roku pierwszym sekretarzem Partii Socjalistycznej. Tak właśnie wychowywana jest dziś europejska młodzież.

W 1995 roku urząd przewodniczącego KE przejął Luksemburczyk Jacques Santer, członek Europejskiej Partii Ludowej, głoszącej niezbyt wolnorynkowe hasła. Zresztą o uczciwości tego człowieka świadczy fakt, iż Santer musiał ustąpić ze sprawowanego stanowiska (w 1999 roku) po pełnych korupcji, oszustw i nepotyzmu skandali, związanych z socjalistyczną expremier Francji, a ówczesną panią komisarz – Edith Cresson.

Miejsce Santera zajęła kolejna „wybitność”, czyli Romano Prodi, uznawany za lewe skrzydło Chrześcijańskiej Demokracji. Człowiek ten znany jest m.in. z tego, iż wskazał miejsce zamordowania w 1978 roku przez Czerwone Brygady innego polityka chadecji – Aldo Moro. Co ciekawe, Prodi twierdził, że źródłem jego wiedzy na temat lokalizacji zwłok były… seanse spirytystyczne. Faktycznie jednak podejrzewany był o współpracę z KGB, co zresztą zeznać miał sam Litwinienko.

I tak oto docieramy do sprawującego dziś funkcję przewodniczącego Komisji Europejskiej Jose Manuela Durao Baroso. Pewnie mało który z polskich euroentuzjastów wie, że człowiek ten w czasach studenckich był członkiem maoistowskiego Rewolucyjnego Ruchu Portugalskiego Proletariatu. W 1980 roku wstąpił do Partii Socjaldemokratycznej, by w 1999 roku zostać jej przewodniczącym. Nigdy jednak nie wyparł się swoich dawnych poglądów, mówiąc m.in.: „Nie wstydzę się tego, co robiłem, gdy byłem 18-latkiem na wydziale prawa w Lizbonie w tych rewolucyjnych czasach.” Oczywiście dzisiaj czasy są mniej rewolucyjne, bo ci rewolucjoniści stoją u szczytu europejskiej władzy i bez zawieruchy mogą wprowadzać w życie swoje komunistyczne pomysły.

Na tym nie koniec. Wszak wspomnę jeszcze o kilku ciekawych personach, które Baroso ma pod sobą, jako ich przewodniczący. Mam na myśli lewicowych komisarzy zasiadających w tej instytucji działającej na wzór dawnych partii komunistycznych. A oto nasze (czerwone) gwiazdy:

Catherine Ashton – członkini brytyjskiej socjalistycznej Partii Pracy. Pracując w Kampanii na rzecz Rozbrojenia Nuklearnego (CND) reprezentowała organizację m.in. na zjazdach brytyjskiej Partii Komunistycznej. Współpracowała także z periodykiem „Marxism Today”, holenderskimi aktywistami komunistycznymi (z grupy „Stop the neutron bomb”) oraz z Francuską Partią Komunistyczną. Wydaje się więc, że sympatie pani Ashton są wyraźnie widoczne, a jej wysoki status w strukturach UE daje tylko szansę nie tylko na szerzenie wiary komunistycznej, ale i wprowadzanie tego typu (głupich) pomysłów w życie.

Joaquin Almunia – w latach `70 pracował dla hiszpańskich związków zawodowych, w 1979 roku otrzymał mandat parlamentarny z ramienia Hiszpańskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej.

Siim Kallas – Estończyk o bardzo „bogatym” życiorysie. Najpierw pracował dla Ministerstwa Finansów Estońskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej (gdzie zapewne został przeszkolony z „zalet” gospodarki centralnie planowanej…), następnie był dyrektorem Centralnej Rady Kas Oszczędnościowych w Estonii, a w 1989 roku wybrany został do Rady Najwyższej ZSRR. W latach 1989 – 1991 przewodniczył Zrzeszeniu Związków Zawodowych. Warto też pamiętać, że od 1972 do 1990 roku był nieprzerwanie członkiem Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego. Skoro padło ZSRR, pewnie dziś próbuje reaktywować ją pod postacią UE.

Andris Piebalgs – Łotysz znany z wprowadzenia zakazu sprzedaży popularnych żarówek na terenie UE. Nic dziwnego, że ma takie pomysły, skoro był też członkiem Komunistycznej Partii Łotwy, by później podjąć pracę w Ministerstwie Oświaty Ludowej Łotewskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. Trudno jednak powiedzieć, by należał do specjalnie oświeconych.

Maria Damanaki – grecka parlamentarzystka, początkowo związana z Partią Komunistyczną, następnie ze skrajnie lewicową partią Synaspismós. Czyli niespecjalnie zmieniła poglądy…

Stefan Fule – czeski działacz Partii Komunistycznej (w latach 1982 – 1989) szukający swojego miejsca w socjalistycznych strukturach UE.

Laszlo Andor – związany z socjalistyczną Fundacją Jozsefa Attilli, zasiadał w jej władzach w latach 2002 – 2007. Zresztą był też doradcą „ekonomicznym” socjalistycznego premiera Węgier – Ferenca Gyurcsánego.

O takie europejskie „mądre głowy” walczyli dawniej Polacy z polskimi „mądrymi głowami” zarządzającymi gospodarką? W takim razie po co walczyli z socjalistami i komunistami? Żeby z radością oddać władzę socjalistom i komunistom…

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Gospodarka, Polityka

 

Polak wybiera…

05 kwi

Polak to wyborca świadomy. Świadomy tego, że źle wybiera, ale i tak wybiera tak jak wybiera, bo wybiera dobrze. Znaczy się źle, ale dobrze…

Zagmatwane?

Polak głosuje na daną partię nie dlatego, że pasuje mu jej całościowy program polityczny, nawet wręcz przeciwnie, z resztą programu czy działaniami partii wcale by się nie zgodził… Jest tylko ten jeden mały wyrywek, który sprawia, że głosuje na daną partię, bo akurat ta jedna mała rzecz jakoś mu przypadła do gustu. Czasem zagłosuje na daną partię, bo w swoich szeregach ma clowna – dawniej był nim Andrzej Lepper (zagłosuję dla żartu, pomyślało milion Polaków – i tak oto słynny rolnik blokujący drogi dostał się na salony). Dziś nie wystarcza być po prostu rolnikiem, który wysypał zboże na tory, dziś trzeba być czymś więcej, a najlepiej mieć w partii więcej… Więcej clownów. W końcu przecież przy takich osobistościach, jak pan/pani Anna Grodzka, homo Robert Biedroń, czy antyklerykalny eksksiądz Roman Kotliński. I nie chodzi o to, że jestem za otwieraniem obozów pracy dla trans, homo czy antyklerykałów. Nie jestem wierzący, daleko mi też do jakichś radykalnych kroków w kwestii mniejszości seksualnych – niech w swoich domach robią co chcą, ich sprawa. Chodzi o to, że Ci ludzie nie mają nic do powiedzenia, nie przedstawili żadnego racjonalnego planu działania państwa, sami nie wiedzą czym państwo powinno się zajmować, a jeśli już podejmują jakieś działania to niespecjalnie państwu potrzebne. To po prostu marionetki, to clowni, którzy mieli zwrócić uwagę na Ruch Palikota. Tylko, że tak jak Samoobrona wypaliła się przed laty, tak teraz wypala się Palikot i jego ludzie…

Oczywiście na tym nie koniec głupich wyborów Polaków. Znam ich więcej i czasem sposób myślenia wyborców znad Wisły mnie przeraża. A oto niektóre z nich (wzięte z życia – z rozmów z tymi osobami):

Zawodowy żołnierz (za kilka lat, ten trzydziestoparolatek będzie na emeryturze) – nie popieram PO, nie podoba mi się to co robią, jestem im przeciwny, ale póki zachowują status quo w kwestii emerytur dla mundurowych, głosuję razem z całą rodziną na nich.
(Kryzys kryzysem, ale własne przywileje najważniejsze! Tylko czemu jak politycy ciągną na swoje to psioczy, a jak żołnierz ciągnie na swoje to cacy?)

Emerytowany górnik (emerytura rzędu 3,5 tysięcy zł) – może i PO wprowadziła wiele zmian przeciwko ludziom, ale w przeciwieństwie do Kaczyńskiego zrobiła rewaloryzację emerytur, więc wybieram Tuska i Komorowskiego.
(Co z tego, że system emerytalny się sypie, ważne, żeby emerytura wynosiła nie 3,5 a 3,6 tys. zł!)

Dyrektor handlowy firmy produkcyjnej – k***a, nikt nie zrobił nic dla gospodarki, Platforma też nie, ale Tusk przynajmniej nie robi tyle hałasu co Kaczyńscy, więc na pewno nie zagłosuję na PiS.
(Niech się państwo i gospodarka sypie, byleby cicho…)

Młody elektryk – na pewno nie na liberałów z PO, liberalizm niszczy gospodarkę, liczy się tylko SLD.
(Niech mnie piorun strzeli jeśli kiedykolwiek prawdziwi liberałowie – jak Hayek czy Friedman – podwyższyliby podatki jak zrobiła to PO!)

Były Sekretarz PZPR – żadnych Kaczorów albo Tusków, wystrzelałbym ich!
(Retoryka godna komunisty)

Pracowniczka Biura Obsługi Klienta – Właściciel mojej firmy zarabia pięć razy tyle co ja! To jakiś absurd! Powinni to zmienić, a chyba tylko SLD ma jaja.
(A może trzeba też mieć jaja, żeby samemu założyć firmę i zarabiać pięć razy tyle co pracownicy?)

Technik telekomunikacji – Kaczor! On jedyny bronił kościoła, a te kanalie z PO chcą zlikwidować Fundusz Kościelny. Poza tym obniżył podatki.
(Tylko jak trzepanie państwowej kiesy ma się do życia w chrześcijańskiej skromności i ubóstwie?)

Spawacz – polityka mnie nie interesuje. A głosować głosuję różnie, ostatnio na Palikota, ale w sumie nie wiem dlaczego.
(Ja też nie wiem dlaczego)

Sprzedawca w warzywniaku – życie przez PO zdrożało, podatki wzrosły, większa biurokracja… może wybiorę SLD?
(Dobra myśl – jak ciąży nam lewicowa myśl ekonomiczna to pogrążajmy się jeszcze bardziej, brnąc jeszcze dalej na lewo…)

Kierownik magazynu – wujek działa w PSL, załatwił posady dla całej rodziny, więc wiadomo na kogo zagłosuję.
(Czym się różni nepotyzm na szczeblu władz centralnych od nepotyzmu w regionie? Dla mnie niczym…)

Sprzątaczka – za komuny tyle nie śmiecili co teraz. Ledwo człowiek posprząta, a już narzucane papierków. Kiedyś tego nie było [...] chciałabym, żeby wrócił Gierek.
(Kiedyś nie śmiecili bo nie było czym śmiecić, skoro sklepy były puste, a ludzie nic nie mieli…)

Kierowca dźwigu – Na SLD, bo za komuny było dobrze. Robota zawsze była, a teraz to nawet piwka nie można w pracy wypić, bo zaraz prawo jazdy zabiorą i z pracy wyrzucą.
(Mnie to przeraża…)

Kontroler biletów (kanar) – PiS przesadza z tą korupcją, teraz to strach wziąć na lewo trzy dyszki od pasażera na gapę, bo ch*j go wie, czy to nie jakiś agent. Może Palikot? Mądrze gada.
(Kanar trzy dyszki na lewo, policjant trzy stówki, polityk trzy miliony… każdy robi to samo, tylko że wedle możliwości różnią się sumy)

I tak z roku na rok, z kadencji na kadencję, z wyborów na wybory – nie zmienia się nic. Bo skoro społeczeństwo kradnie, oszukuje i kręci to kogo wybiorą, jeśli nie oszustów i krętaczy? Zmieniają się twarze na stanowiskach reprezentacyjnych, ale to tylko zmiany kosmetyczne, bo od końca PRL-u ciągle Ci sami ludzie w Sejmie i na najwyższych stanowiskach państwowych. Nie zmienia się nic. I nic zmian nie zapowiada.

Bo jak może się coś zmienić, kiedy wyborca narzeka na złodzieja-polityka, w trakcie brania łapówki od niedoszłego gapowicza w autobusie? Jak może się coś zmienić, kiedy wyborca narzeka na oszusta-polityka w trakcie ściągania zadań z matury od zdolniejszej koleżanki?

Polak wybiera dobrze, bo sobie robi dobrze.

Polak wybiera źle, bo cóż z tego, że szkodzi całej gospodarce, ważne że sam na tym skorzysta.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Polacy, Polityka

 

Podatek podatkiem podatek pogania

20 mar

Czasem mam wrażenie, że Polacy to naród, który nader wszystko miłuje podatki. Bo Polacy dążą do tego, żeby opodatkować wszystko…

Będąc w Polsce pamiętaj, że dając napiwek kelnerowi, czy barmanowi, cała suma nie wpada do jego kieszeni. A przynajmniej nie powinna wpaść, bo zgodnie z przepisami zadowolony klient daje napiwek obsługującej go osobie i 18% z tego Urzędowi Skarbowemu. Bo Urzędowi Skarbowemu też się coś należy z racji, że porządnie zjadłeś i jesteś zadowolony z obsługi…

Chcesz zaoszczędzić? Proszę bardzo, państwo chętnie zaoszczędzi razem z Tobą. Biorąc 19% z zysków z Twoich oszczędności (podatek Belki). W ten sposób rozumiane jest w Polsce „oszczędne państwo”.

Rodzic daje Ci pieniążki do ręki, bo chce Cię wspomóc w zakupie mieszkania, samochodu, komputera, porządnej lustrzanki, wakacji za granicą, albo po prostu daje Ci np. 20.000 zł, bo cię kocha? Zależnie od darowanej kwoty płacisz od 3 do 7% podatku. Bo twój rodzic kocha też przerośniętą polską administrację, więc obdarowuje i jej budżet.

Nagle dowiadujesz się, że Twój zapomniany wujek był milionerem i po śmierci przepisał Ci spadek? Swoją radością dzielisz się z Matką Ojczyzną, a matka, jak to matka – twoja rodzina, więc i jej przypadnie udział w Twoim spadku… zależnie od kwoty – od 3 do 15%.

Kupujesz auto? Czyli Twoje pieniądze zmieniają postać – z papierowej na stalowo-szklano-sztucznotworzywową. Teoretycznie masz tyle samo pieniędzy, tylko w innej formie… Nie, wcale nie! Skarbówka twierdzi, że się wzbogaciłeś (lepiej trza było trzymać pieniądze na koncie, niech zżera je powoli inflacja…). Dlatego płacisz 2% podatku od wzbogacenia!

Jak dla mnie to jeszcze brakuje podatku od ulgi czy też od zwrotu podatku. Bo w końcu to też zysk obywatela. Dlatego dostając zwrot podatku z PIT-a, Urząd Skarbowy powinien od razu odliczyć sobie kilkanaście procent podatku… od Twojego zysku.

Powinien być też podatek od tego, że sam sobie ugotowałeś obiad. Bo zaoszczędziłeś, w końcu nie musiałeś płacić restauracji… a w tym przecież i kucharzowi, który z wydanych przez Ciebie pieniędzy otrzymuje pensję. Przez Ciebie tej pensji nie otrzyma, a państwo nie otrzyma podatku. Czyż źle myślę? Panie i Panowie Polacy Opodatkowani?
 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Gospodarka, Polityka

 

Syndrom przemądrzałego Polaczka

13 mar

Polacy to naród dumny – a dumny jest w każdym calu swego jestestwa. Nie tylko na płaszczyźnie historii – jakże przecież pięknej, bogatej, ale i zarazem tragicznej. Polacy to naród dumny do tego stopnia, że momentami wręcz pyszałkowaty.

Będąc ostatnio na zakupach w jednym z większych marketów skorzystałem z kasy samoobsługowej, głównie z racji, że ustawiona przed nią kolejka szła szybciej niż pozostałe. Zresztą, często korzystam z kas samoobsługowych, jest to dla mnie wygodne i szybkie rozwiązanie. Tym razem miałem jednak przy sobie bony zniżkowe, z których chciałem skorzystać, dlatego też zaraz po skasowaniu wszystkich produktów, nie widząc na ekranie przycisku „WYKORZYSTAJ BONY” lub czegoś podobnego, zawołałem panią z obsługi, by udzieliła mi pomocy.

- Musi pan najpierw skończyć kasowanie produktów.

Rzuciłem szybko okiem na moją kasę, czy przypadkiem nie zostawiłem nieskasowanego produktu. Wszystko było w porządku.

- Skończyłem już – potwierdziłem na głos.

- Nie, nie skończył pan – odpowiedziała niemal natychmiast, z wyraźnym poczuciem wyższości intelektualnej w jej dźwięcznym i stanowczym głosie, a błysk w jej oku sugerował, że jestem jakimś imbecylem.

- Już skoń…

- Nie skończył pan! – poczułem się jak strofowany uczniak, a ona była nie tylko uparta, ale i wręcz niemiła. Z jej tonu głosu, pełnego buty, spomiędzy wierszy słów, którymi mnie raczyła, przebijała jej osobista opinia na mój temat: „co za idiota!”.

Oczywiście pani chodziło o to, by na ekranie dotykowym kliknąć button „Koniec”. Nie mogła jednak tego spokojnie powiedzieć, wytłumaczyć, musiała pokazać, gdzie jest moje miejsce, jak głupi i tępy jestem… (a wcześniej nie kliknąłem „Koniec”, obawiając się, że wówczas już nie będzie możliwości skorzystania z bonów – zresztą, po to ona tam jest, aby klientowi wytłumaczyć co i jak)

Czy w ten sposób odreagowywała to, że pracuje jako zwykła pomoc w markecie za marne 1.400 zł, może 1.600 zł miesięcznie? Ja wiem, że każdy ma swoje ambicje, ale to nie moja wina, że nie jest ona kierowniczką czy dyrektorką całego marketu i nie zarabia tych 8.000 zł, na które bezsprzecznie jej wybitny umysł zasługuje. A już na pewno klient jest ostatnią osobą, którą można „poniżać”, nawet w tak drobny sposób, by poczuć się kimś lepszym.

Niestety nie mogę powiedzieć, by był to odosobniony przypadek tzw. „syndromu przemądrzałego Polaczka”, jakiego byłem ofiarą, czy świadkiem:

- starsza pani wsiada do autobusu kursu międzymiastowego z pytaniem czy kierowca mógłby otworzyć dla niej luk bagażowy. „Przecież jest otwarty” – odpowiedział nieuprzejmy kierowca. „Próbowałam otworzyć, ale jest chyba zamknięty, bo nie mogłam…”. „Otwierać pani nie umie?” – wzburzony kierowca omal się nie opluł w nerwach. Wysiadł jednak z autobusu, chwycił klamkę luku bagażowego i… zdziwił się. Jeszcze chwilę się siłował, aż wreszcie poszedł po kluczyk od zamka.

- rozmawiam raz z pewną znajomą, która właśnie wróciła z wakacji w Egipcie. Zapytałem: „jak pogoda?” będąc ciekawym czy dało się wytrzymać w obecnym tam upale, czy raczej przygrzewało, że nawet w cieniu nie szło wysiedzieć. Popatrzyła na mnie jak na idiotę, dumnie uniosła głowę, jakby nie chciała patrzeć na gorszego od siebie i przemądrzałym tonem odpowiedziała: „Cały czas lało, wiesz?”. Pokiwała głową, jakby chciała powiedzieć „co za debil” i poszła dalej, zupełnie mnie ignorując.

- innym razem stoję przy kasie marketu i czekam na swoją kolej. Pani przede mną kupowała zabawkę, jednak zrezygnowała z jej zakupu, gdyż cena, jaką wybiło na kasie nie zgadzała się z prezentowaną na dziale. Wezwana została pracownica działu, która od razu z miała pretensje do klientki: „dupę mi pani zawraca”. Klientka była w lekkim szoku, zresztą ja też, bo co to za tekst do osoby, na której zarabia się pieniądze? „Nie moja wina, że macie nieporządek na dziale” – broniła się klientka. „Co mi tu pani gada? Trzeba patrzeć co się bierze!” – miałem wrażenie, że pracownica wpada w skrajną furię, aż ciężko to opisać za pomocą kilku słów… „Ta zabawka była wrzucona do jednego kosza z innymi zabawkami po przecenie!” – klientka nie wytrzymała i również podniosła głos. Nie dziwię się. „Ludzie, ślepi jesteście i głupi, czy co? Przecież to widać, że ta zabawka jest inna, niż pozostałe”. „Wszystkie były inne. Nie będę biegała po całym dziale i sprawdzała, czy ta zabawka na pewno jest po przecenie, bo macie burdel!”. „Sama masz w domu burdel… Przyszła taka lafirynda i będzie mi mówić, że mam nieporządek na dziale, sama lepiej wiem co mam, jak jesteś ślepa to nie przychodź na zakupy”. Ręce opadają.

Pewnie znalazłoby się więcej takich historii. Ale moja pamięć jest ulotna, jak inteligencja niektórych ludzi.

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Polacy

 

Dobrodziej Donald Tusk

26 lut

Koniec świata nastąpić miał w grudniu 2012 roku. Tymczasem media straszą Polaków kolejnym rokiem – 2013 – jako najgorszym dla gospodarki mocarstwa Zielonej Wyspy. Co chwila mówi się o kolejnych firmach zwalniających (lub planujących zwolnienia) duże rzesze pracowników, nieustannie przekazywane są informacje o zahamowaniu rozwoju, pogorszeniu sytuacji finansowej polskich rodzin

…a może to tylko straszak, który ma odwrócić uwagę od innego olbrzymiego problemu, jaki przyprawił swoim obywatelom Rząd Polski? Bo patrząc na statystyki długu publicznego III RP obecna władza dorzuciła do społecznego garba niemały ciężar. Czekać tylko, kiedy kręgosłup zacznie pękać. Chociaż nie… Właściwie to Polacy nauczeni pokory i poddaństwa wobec Jaśnie Oświeconej Władzy zacisną zęby i z bólem to przetrwają. W końcu są silni, od lat każdy nimi poniewiera, a i tak to dzielnie wytrzymują.

Problem, który mam na myśli, narósł w przeciągu jednej kadencji nader rozrzutnego Donalda Tuska, czyli od 2007 roku, aż o ponad połowę!! Mianowicie w 2007 roku III Rzeczpospolita Polska miała dług publiczny rzędu 527,44 miliardów złotych (13 838 zł na mieszkańca, 34 607 zł na pracującego), podczas gdy w roku 2011 dług ten sięgnął już 815,33 mld złotych (21 892 zł na mieszkańca, 50 544 zł na pracującego). Dług wciąż rośnie, liczba obywateli maleje, bo wcale nie udało się zatrzymać ucieczki Polaków z ich ojczyzny, ani zachęcić do zakładania liczniejszych rodzin.

Teraz rodzi się tylko pytanie – gdzie się podziały te pieniądze, które Donald Tusk i jego podwładni tak „solidnie” inwestowali? Gdzie te niemal 300 mld zł, które w statystykach długu publicznym narosło zaledwie przez kilka lat? Dróg i autostrad nie widzę, kolej bez zmian, ciągle w rozsypce, stadiony na EURO śmierdzą długami i nierentownością, nakłady na naukę niezmiennie na żałośnie niskim poziomie, armia korzysta z prehistorycznego sprzętu, kiepsko wyposażone szpitale karmią chorych kromką chleba z masłem i szklanką letniej wody…

…jedyne co „cieszy” to nagrody za ciężką pracę, jakie przyznali sobie ostatnio politycy. Aż duch w człowieku rośnie, że komuś w tym kraju może być lepiej mimo kryzysowego 2013 roku.

——
Dane o długu zaczerpnięte ze strony:
http://www.dlugpubliczny.org.pl/pl

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Gospodarka, Polityka

 

Mentalność Polaka-niewolnika

22 lut

Przez 125 lat podległości pod austriackich, pruskich i rosyjskich zaborców Polak nauczył się, że musi przed kimś ugiąć kark, pochylić głowę, uklęknąć… W żyłach Polaka płynie krew skażona genami niewolnictwa. To widać. Doskonale widać.

I obrazu tego nie zmienia fakt, że Polacy buntowali się w kolejnych powstaniach przeciwko zaborcom, czy przeciwko Imperium, które położyło na ich ojczyźnie łapę – mam na myśli ZSRR w czasach PRL-u. Po prostu tak to już jest, że niewolnik od czasu do czasu musi ponarzekać na swoją dolę, podnieść rękę na pana… a później pozwolić na powrót do status quo. No, może nie do końca status quo, ale de facto niewiele zmienia się w położeniu polskiego niewolnika. Tak jest nieustannie od wielu lat.

Demokratyczne wybory mają być jedynie landrynką, która posłodzi życie polskiego niewolnika, wszak i tak ma on niewielki wpływ na to, co dzieje się „u góry”. Wciąż ci sami Panowie, wciąż te same Damy u szczytu władzy, jeśli coś się zmienia, to są to zmiany kosmetyczne, mające łudzić niewolników, że kraj idzie do przodu, że kraj się zmienia, że społeczeństwo ma coś do gadania.

Tymczasem w III Rzeczpospolitej Polskiej, w kraju feudalnym – w nowoczesnym tego słowa znaczeniu, wciąż panuje bezwzględny system wasalny. U samej góry jest świta królewska, zwana rządem, współdzieląca władzę z sejmikiem, z panami posłami i paniami posłankami. Ich decyzje, rzadko przemyślane, czasem będące jedynie magnackim kaprysem, są niezaprzeczalnie panującym prawem obowiązującym wszystkich na samym dole społecznej drabiny. Ich słowo to rozkaz dla społeczeństwa. Dla niewolników.

Nieco niżej stoją usłużni urzędnicy, pochylający karku pod stojącymi nad nimi, odbijający sobie tę niewygodę na tych, którzy stoją niżej. A niżej są przedsiębiorcy, płacący haracze dla urzędniczego raju – ZUS-u oraz innych instytucyj gnębiących lud. Skoro przedsiębiorca jest gnębiony przez nierozsądne, kapryśne decyzje urzędników, skoro przedsiębiorca okradany jest przez państwo, płacąc mu złodziejskie stawki, to i ten gorzko rozżalony, musi swą niedolę na kimś odbić. Czyni to na pracowniku, na ostatnim, najniższym szczeblu systemu wasalnego. A robi to, jak na pańszczyznę przystało: wymagając wiele, dając mało.

A ci najniżej dostają landrynkę na pocieszenie – wybory. Nieco jej posmakują, prawie się nią udławią, ale długo będą wspominać, że mają „jakiś wpływ na władzę”. Czyli żaden. Bo raz na cztery lata pójdą do urn po landrynkę, a skład Sejmu pozostanie w znacznej większości taki sam. Czyli w kraju nic się nie zmieni, wciąż będzie system feudalny, utrzymane zostaną stosunki wasalne…

…raz na ćwierć- lub pół- wiecze Polak podniesie rękę na pana, pokrzyczy, pomacha szabelką, a później uspokojony wspaniałymi obietnicami dostanie landrynkę, która uśpi jego czujność i pozwoli utrzymać status quo na kolejne pół wieku.

Polak źle się czuje z batem nad głową. Ale jeszcze gorzej bez tego bata.

Tak przynajmniej to wygląda z perspektywy obcokrajowca.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Polacy

 

Mazury dla wytrwałych

13 lut

Zawsze marzyłem o zobaczeniu najpiękniejszej chyba w całej Europie krainy jezior – polskich Mazur. Wyczyn ten udał mi się już ładnych kilka lat temu… i całą moją wyprawę naprawdę należałoby nazwać „wyczynem”. Bo taka podróż jest tylko dla wytrwałych i bardzo zawziętych.

Ja zawzięty byłem i na podróż się zdecydowałem, mimo wielu przeszkód.

Były to czasy, kiedy paliwo w Polsce już było drugie, ale jeszcze nie tak drogie jak dziś. Więc po szybkiej kalkulacji uznałem, iż nie opłaca mi się wybierać w taką podróż pociągiem, ani autobusem. Ani to tanie, ani wygodne, ani szybkie… A samochód? W samochodzie jest jednak ten luksus, że w razie potrzeby w każdej chwili można gdzieś przystanąć, czy to na kawę, czy na jakąś przekąskę, czy po prostu rozprostować kości. A mimo wysokich cen paliwa – przy dwóch podróżujących osobach wychodziło taniej.

Cały przejazd dokładnie zaplanowałem, obrałem możliwie najlepszą trasę, wszystko sobie rozpisałem (nie była to jeszcze era popularności map z GPS-em)… i ruszyłem na podbój Mazur.

Do przejechania miałem 650 km. Dużo? Mało? Nie brzmi tak źle, jak się jedzie autostradą, (a ja w przeciągu całej podróży jechałem może ze 40 km autostradą…) jednak po mizernych polskich drogach, to już istna tortura. Podróż zajęła mi…

…13 godzin!

Bo albo korki na drogach, albo jakiś wypadek, albo po prostu drogi były tak dziurawe, w tak kiepskiej formie, że nie dało się na nich rozpędzić. Pozostawało tylko powolne toczenie się pomiędzy kolejnymi wyrwami w jezdni.

Po 13 godzinach dotarłem na miejsce. Właściciel agroturystyki, w której miałem nocować, okazywał nie tyle współczucie, co ogromne zdziwienie… że nie wybrałem się do Chorwacji.

„Niby jest dalej, ale jedzie się pewnie tyle samo, a pogoda pewniejsza”

Ja jednak chciałem zobaczyć Mazury. Uwziąłem się. I zobaczyłem.

I nie żałuję. Bo to piękny region Polski, bardzo piękny.

Niestety region ten dużo traci poprzez kiepskie połączenia komunikacyjne. Bo jak ktoś ma jechać kupę godzin na Mazury, gdzie pogoda nie jest pewna, to pewnie wybierze coś w podobnych granicach czasu podróży, a o pewniejszej pogodzie. Miejscowi na tym dużo tracą, bo turystów jest coraz mniej. Rozmawiając z mężczyzną wynajmującym kajaki na Krutyni (wspaniały szlak wodny!), dowiedziałem się, że to co zarobią latem ledwie starcza na utrzymanie, bo w końcu trzeba coś zaoszczędzić na lichą zimę.

Niektórzy narzekają, że Mazury nie mają atrakcji. Jednak nie jest to prawda. Bo miejscowi wręcz stają na głowie, żeby wymyślać coraz to ciekawsze atrakcje (np. wyciągi narciarskie!), by odnawiać stare zamki, by udostępniać ludziom coraz to piękniejsze szlaki…

…tylko co z tego, skoro te cholerne polskie drogi wszystko niszczą? Bo współczesny człowiek to człowiek wygodny, kilkunastogodzinna jazda samochodem przez ten kraj to istna męczarnia tylko dla najbardziej wytrwałych. Tych jest coraz mniej… więc i turystów gotowych na podróż na Mazury jest coraz mniej.

A szkoda, bo Mazury to naprawdę piękna kraina.

Tylko póki co – człowiek jedzie tam, by odpocząć nie tyle po pracy, co po… ciężkiej, niezwykle męczącej podróży.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Polska, Turystyka

 

„Drobne” manipulacje dziennikarzy

06 lut

O tym, moi mili Państwo, jak bardzo manipulować ludźmi mogą media, łatwo przekonujemy się poprzez przyjrzenie się drobnym manipulacjom „szarych dziennikarzy” (takie odniesienie do zwykłych, „szarych ludzi”). Wystarczy rzucić okiem na kilka, niby niewiele znaczących, faktów.

PRZYPADEK 1
Na portalu RMF24.pl w dniu 5 grudnia pojawia się wywiad Konrada Piaseckiego z posłem na Sejm Johnem Godsonem. Fragment wspomnianej rozmowy prezentuje się tak:


Nie zaczyna być panu ciasno i duszno w Platformie?

Nie, nie.

Może jest tak, że Platforma stała się za mała dla liberałów i konserwatystów?

Zawsze różnorodność była tą wartością, którą bardzo ceniłem w Platformie. Wydaje mi się, że różnorodność jest jej siłą, ale to zależy, w jaki sposób jest zarządzana.

A teraz jest dobrze zarządzana?

Myślę, że mieliśmy ostatnio kilka takich potknięć, jeśli chodzi o sprawy światopoglądowe i w mojej ocenie nie jest dobrze zarządzana.

Tuż obok możemy znaleźć specjalnie wyróżniony (lepiej widoczny, łatwiej rzucający się w oczy czytelnika) wycięty fragment w/w rozmowy, który brzmi dokładnie tak: „W mojej ocenie PO nie jest dobrze zarządzana”.

Wydawać by się mogło, że różnica jest niewielka, lecz to tylko mylne złudzenie. Bo cytat sugeruje, że Godson krytykuje całościowe zarządzanie partią, w każdym jej aspekcie, tak jakby krytykował działalność wszystkich organów kierowniczych – tymczasem faktycznie krytykuje on jedynie fragment owej działalności – ów fragment odpowiedzialny za kwestie różnorodności i światopoglądu. Moim zdaniem istnieje olbrzymia różnica pomiędzy krytykowaniem całości, a krytykowaniem jedynie pewnego wycinka, pewnego ułamka. Tym bardziej, że partia polityczna, to nie tylko kwestie różnorodności (tu akurat chodziło o związki partnerskie i homoseksualistów), ale i o problematykę gospodarki, ekonomii, polityki zagranicznej, bezpieczeństwa narodowego… Choć w sumie fakt faktem PO tak w tych kwestiach operuje tak źle, że wręcz tragicznie. Ale Godson nic takiego nie powiedział.

PRZYPADEK 2
Teraz czas na przypadek 2 – ten pochodzi z Onetu. Wielki, na połowę głównej strony portalu banner, krzyczący wręcz o wstydzie i hańbie dla Polski, jaki wywołuje ogromna liczba polskich przestępców w UK. Następnego dnia pojawia się jedynie niewielki nagłówek, ale wciąż krzykliwy i prowadzący do tego samego tekstu: „Najbardziej poszukiwani kryminaliści. Rekord Polaków”. Wchodzę pod link, a tam zdjęcia: kobiety, która sprzedawała za granicą narkotyki; chłopaka, który wziął udział w bójce; dwóch mężczyzn, którzy dokonali kradzieży z pobiciem; mężczyzny, który zaatakował inną osobę nożem; mężczyzny odpowiedzialnego za 6 aktów przemocy z obrażeniami głowy u ofiar; mężczyzny poszukiwanego za napad i włamanie; mężczyzny poszukiwanego za oszustwo, włamania, handel marihuaną, produkcję amfetaminy i nielegalne posiadanie broni.

Nie popieram w żaden sposób tych wszystkich występków, ale bądźmy szczerzy, czy zasłużyły one na taką sławę i rozgłos? Na taki nagłówek? Na coś równie krzykliwego? Ja się po takim bannerze spodziewałem morderców, gwałcicieli, totalnych zwyrodnialców i cholera go wie, czego jeszcze. A tu pospolite przestępstwa, niczym nie wyróżniające się na tle pozostałych… I, co ważne, spora ilość tych przestępstw na terenie UK nie wynika z wyjątkowej, wrodzonej brutalności Polaków i ich zamiłowania do łamania prawa, co raczej ze zwykłej statystyki – j. polski to drugi język używany w UK, w końcu przecież Polaków jest tam niemal 600 tys. Nic więc dziwnego, że w statystykach kryminalnych Polacy widnieją (ilościowo w skali globalnej, a nie w przeliczeniu np. na 1.000 imigrantów danej narodowości) dość wysoko. Nigdzie nie mówi się o szczególnie brutalnym charakterze przestępstw popełnianych przez tę grupę narodowościową.

Czyżby było to zamiłowanie Onetu do krzykliwych haseł, nierzadko obrażających Polaków? Nie mogę się teraz doczekać, kiedy na tym portalu pojawi się nagłówek w stylu: „Wstyd i hańba! Polacy są narodowością najczęściej popełniającą przestępstwa na terenie Polski!”.

Zresztą, Onet lubi mocne hasła. Jednego dnia straszy krachem polskiej gospodarki, by drugiego dnia pisać o mega-inwestycji, która da pracę dla 1.000 Polaków, trzeciego dnia znowu czarne wizje, w stylu inwestorów tłumnie uciekających znad Wisły, a czwartego wychwalanie sukcesów polskiej gospodarki, która właśnie przyciągnęła uwagę wielu ogromnych firm… Takie wahadełko. Raz tragicznie, raz niebiańsko dobrze.

Wydawać by się mogło, że takie drobne manipulowanie, czy odpowiednie koloryzowanie faktów, bądź sztuczne wahadło nastrojów w krzykliwych nagłówkach (zamiast realnej, chłodnej oceny sytuacji) są nieszkodliwe. Ich celem jest wywołanie u czytelnika szoku, przyciągnięcie jego uwagi i skuszenie do sprzężenia zwrotnego, jakim jest komentarz. Nieważne czy komentarz pozytywny, czy negatywny – liczy się ilość, która ma być później argumentem przetargowym, dla potencjalnych reklamodawców, którym udowadnia się w ten sposób duży ruch na stronie.

Czy takie zachowanie „szarych dziennikarzy” jest negatywne? Pojedyncze „przypadki” takich działań mogą wydawać się nieszkodliwe. Jednak, jeśli do takich manipulacji dochodzi dziennie po setki, czy tysiące razy, człowiek ma mętlik w głowie, otrzymuje różne (podkoloryzowane) informacje, które nie zawsze weryfikuje, a które kształtują jego błędne postrzeganie świata… Krótko mówiąc, z mózgu robi się szara papka.

A później ta „szara papka”, czy jak zwą ją inni „ciemna masa”, idzie do urn wyborczych i wybiera w ciemno… bo przy tak zafałszowanej wizji świata ciężko uznać, by kierowali się zimnokrwistą oceną sytuacji. Ciężko powiedzieć, żeby w ogóle wybierali. Oni najzwyczajniej w świecie „strzelają na oślep”. I co się później dziwić, że polska polityka tak wygląda?

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Media, Polacy, Polityka

 

Ania i Krysia kontra Gospodarka

31 sty

Zabawne są problemy polskiego parlamentu – gospodarka dołuje, bezrobocie rośnie, kolejne firmy ogłaszają upadłość, co chwila głośno robi się o parabankowych następcach Amber Gold, szpitale nie mają pieniędzy na leczenie, drogi dziurawe jak ser szwajcarski, młodzi nie mają gdzie mieszkać, przyrost naturalny na niebezpiecznie niskim poziomie

a Sejm zajmuje się ustawą na temat związków partnerskich.

Fakt faktem sprawa ta powinna być załatwiona już dawno, bo kwestie „rodziny”, czyli podstawowej komórki społecznej, bez której naród i państwo nie mogą istnieć, to sprawa najwyższej wagi. Jednak teraz, w tak ciężkich czasach, premier i jego pracownicy powinni raczej myśleć nad tym co zrobić, by gospodarka ruszyła do przodu, by Polakom żyło się lepiej.
(choć odpowiedź na to jest prosta – zmniejszyć podatki!)

Choć z drugiej strony, dając społeczeństwu tematy zastępcze pod postacią pani bokser Anny Grodzkiej i starej panny Krystyny Pawłowicz, czy wywołując dyskusje nad słusznością (lub nie) zalegalizowania związków partnerskich, społeczeństwo nie myśli o problemach, a więc jest szczęśliwe (lub w mniejszym stopniu nieszczęśliwe), czyli żyje się mu lepiej.

Nawet ja – człowiek sceptycznie podchodzący do homoseksualistów i transseksualistów – uważam, że ludzie tacy powinni mieć prawo do „swojej drogi do szczęścia”. Nikomu przecież nie szkodzą (o ile nie robią zupełnie niepotrzebnych Parad Równości), a to co robią w swoim własnym domu, czy w swoim własnym łóżku – to ich prywatna sprawa. Nie możemy komuś narzucać swoich poglądów na kwestie intymne. Zresztą nie tylko o to chodzi. Związki partnerskie ułatwią życie takim ludziom pod kątem brania kredytów, czy prowadzenia wspólnego gospodarstwa domowego. Dlaczego mielibyśmy ich skazywać na niemożność wzięcia kredytu hipotecznego? Przecież m.in. poprzez budownictwo (które w Polsce leży na łopatkach i kwiczy) kraj i jego gospodarska się rozwija.

W konflikcie Grodzka kontra Pawłowicz nie opowiem się po żadnej stronie. A to z tego powodu, że wypowiedź Pawłowicz na temat „bezproduktywnych dla narodu” (jak określiła homoseksualistów) odnosi się również do niej samej, bo w końcu jest bezdzietną panną, a na dodatek jako posłanka żyje na garnuszku państwa. Jednak analizując biografię i dorobek polityczny, społeczny, a także wiedzę, doświadczenie etc. to właśnie Pawłowicz bardziej nadaje się do parlamentu niż Grodzka. „Zasługi” tej ostatniej raczej nazwałbym iluzorycznymi, kompetencje – wątpliwymi. W moim odczuciu dostała się do Sejmu nie z racji swoich poglądów, czy programu politycznego, a z racji spełnienia roli pewnego rodzaju clowna – w końcu Polacy lubią najpierw „dla jaj” (choć Grodzka już ich nie ma) wybrać clowna, a później ponarzekać, że kto wybrał kogoś/coś takiego (podobnie przecież było z wyborem Leppera, czy „Koko Koko Euro Spoko”). Oczywiście moje poglądy mogą zostać zweryfikowane w następnych wyborach, ale obstawiam, że Grodzka na kolejną kadencję posłanką nie zostanie.

Owszem, Grodzka ma twarz boksera. Ale nie to jest teraz najważniejsze, bo to nie Grodzka boksuje i nokautuje gospodarkę Polski. Tę ostatnią niszczą wysokie podatki, ogromna biurokracja, kiepsko skonstruowane prawo. I tym się teraz zajmijmy, zanim z kraju wyjedzie kolejny milion, dwa czy trzy miliony młodych ludzi, szukających lepszego życia w Wielkiej Brytanii, Niemczech, czy Francji…

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Gospodarka, Polacy