RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘Polityka’

R. Hess broni Unii Europejskiej

05 cze

71 lat temu porażka III Rzeszy w II wojnie światowej była już tylko kwestią czasu. 6 czerwca 1944 roku alianci rozpoczęli lądowanie w Normandii, Związek Radziecki przygotowywał się do powolnego miażdżenia kruchej już potęgi Hitlera, mieszkańcy Warszawy czekali na swoją kolej, by 1 sierpnia wyjść na ulice i pokazać światu swoją siłę. 70 lat temu III Rzesza nie istniała, wysocy rangą członkowie państwa byli sądzeni, wlk adm. Karl Dönitz ogłosił rozwiązanie NSDAP.

Dziś, 70 lat po tych wydarzeniach, po głośnym upadku państwa Adolfa Hitlera, jego marzenia o „przestrzeni życiowej” dla Niemców są rzeczywistością. Rzeczywistością odzwierciedloną w Unii Europejskiej, na którą największy wpływ mają właśnie współczesne Niemcy.

Dla owego pomysłu zjednoczonej hitlerowskiej Europy pojawiło się jednak zagrożenie – ze strony sił, które ową socjalistyczną organizację chcą rozmontować. Co ciekawe, owym zagrożeniem próbuje się obarczyć rzekomych spadkobierców poglądów Hitlera. Co jeszcze ciekawsze, w obronie Unii Europejskiej stanął sam Rainer Hess, wnuk Rudolfa Hessa, trzeciej najważniejszej postaci w III Rzeszy.

Czego dowiemy z klipu pt. „Never Forget. To Vote.”, w którym występuje rzeczony Rainer Hess? Zacytujmy, proszę, naszego „bohatera”:

„…wpływ nazistowskich ruchów w Europie rośnie z tych samych powodów co w latach 30. XX wieku: Sieć zabezpieczeń społecznych oferowanych przez państwo została zerwana. Ludzie są pozostawieni sami sobie. To rodzi beznadzieję, a ona rodzi nienawiść…

Jak więc widzimy, Rainer uważa, że zerwanie sieci zabezpieczeń społecznych prowadzi do odrodzenia się ruchów nazistowskich. Uważa on, że osłabienie systemu szerokiej opieki nad obywatelem (dla której tak ochoczo przyjeżdżają do Europy muzułmanie obcinający głowy żołnierzom albo bijący obywateli za jedzenie bułki z szynką, podpalający Paryż czy Londyn) jest zagrożeniem dla Europy. Dla Unii Europejskiej. Dla tej samej Unii Europejskiej, która jest zwieńczeniem planów Adolfa Hitlera.

Nic tu się kupy nie trzyma, panie Hess. Europa jest tak bardzo socjalistyczna, że nie mamy prawa mówić o słabym systemie zabezpieczeń społecznych. Europa jest tak bardzo hitlerowska, że Adolf mógłby być dumny ze swoich potomków budujących niezwykłą siłę Niemiec (choć tym razem metodami bardziej pokojowymi). Jednak mimo tego mówi pan, panie Hess, o słabej opiece (socjalistycznej), a na Europę marzeń Hitlera nasyła się pana – potomka dygnitarza hitlerowskiego, plującego na hitlerowską przeszłość. Głowa pęka. Bezsens.

Propaganda.

Ludzie i tak wybrali po swojemu. Choć szkoda, że wynik Unio-sceptyków nie był lepszy. Po rozmontowaniu Euro-Kołchozu ludzie mogliby wreszcie dostrzec, że świat może być lepszy, piękniejszy i łatwiejszy. Bez żadnych komunistycznych komisarzy, europarlamentarzystów, dygnitarzy, bez zakazów wędzenia, bez zakazów kupowania takich czy innych żarówek, bez prawa mówiącego, że marchewka to owoc, że ślimak do ryba, ani mówiących o tym jak bardzo prosty ma być banan et cetera, et cetera.

Propo tego, że ludzie i tak wybrali po swojemu w trakcie minionych wyborów do Europarlamentu… W końcu mamy demokrację, co nie? Zacytujmy znowu pana Rainera Hessa:

„Moja historia nauczyła mnie, że demokracja, równość i prawa człowieka nie mogą być nigdy uważane za rzecz oczywistą”

Oczywiście, że demokracja nie jest rzeczą oczywistą, panie Hess. Pański dziadek dzięki demokracji doszedł do władzy i zaprowadził swój narodowo-SOCJALISTYCZNY ustrój, który wymordował miliony ludzi w Europie (i nie tylko w Europie). Mam panu przypomnieć o tym, że w marcu 1933 roku partia NSDAP w wyborach DEMOKRATYCZNYCH uzyskała 44% głosów poparcia?

NSDAP plakat z roku 1933

Proszę tylko nie zapominać, że niektóre Unio-Sceptyczne partie, takie jak chociażby Kongres Nowej Prawicy, nijak się nie mają do narodowo-SOCJALISTYCZNEJ partii, jaką było NSDAP (więc proszę nie przypinać im etykiety nazistowskiej), gdyż jest to partia KONSERWATYWNO-LIBERALNA. Widzi pan, panie Hess, jakąś różnicę pomiędzy poglądami socjalistycznymi a liberalnymi? Bo ja, do cholery jasnej, widzę.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Europa, Historia, Polityka

 

Putin wszystko sobie zaplanował?

01 cze

Ukraina i Krym to tylko kolejny punkt długoterminowego planu Putina. Ten plan jest realizowany już od wielu lat. Nie tylko względem wschodniej Ukrainy. Wystarczy mała retrospekcja, powrót do przeszłości i przypomnienie sobie tego, co wydarzyło się na przestrzeni ostatnich kilku lat…

 

GRUZJA 2008

Jeśli ktoś myśli, że Rosja po prostu skorzystała z okazji, jaką były utarczki między Osetyjczykami i Gruzinami, i pod pretekstem uspokojenia sytuacji (Miedwiediew nazywał swoich żołnierzy „strażnikami pokoju”), wdarła się w sierpniu 2008 roku do Gruzji, to jest w grubym błędzie. Putin tę wojnę miał zaplanowaną już od dawna, czekał tylko na taką właśnie okazję…

 

Andriej Iłłarionow, były doradca Putina, przyznał przecież:

Do północy 7 sierpnia, ponad 20 tys. cywilów z Osetii Południowej zostało ewakuowanych do Rosji. Ta liczba odpowiada ponad 90 proc. populacji przyszłego pola walk i ok. 40 proc. całej ludności Osetii Południowej.”

Była to więc zorganizowana akcja…

 

Zresztą sam Putin przyznał, że plan ataku na Gruzję gotowy był wcześniej i jego siły działały w ramach tego planu. Kiedy powstał ten plan? W tej kwestii musimy posłuchać samego Putina: „pod koniec 2006 roku, a ja go autoryzowałem na początku 2007”.

 

Ciekawostką jest to, że od początku konfliktu brali w nim udział „ochotnicy” przybywający z Rosji. Czy nie znamy tego scenariusza z Krymu z 2014 roku?

 

SMOLEŃSK 2010

Nigdy nie byłem zwolennikiem teorii spiskowej jeśli chodzi o śmierć prezydenta Kaczyńskiego. Raczej uważałem to za serię pomyłek, przypadków i wypadków. Ale teraz zaczynam się powoli zastanawiać, czy aby na pewno Putin nie maczał w tym swoich paluszków…

 

Zaatakował Gruzję 2 lata wcześniej. Kaczyński strasznie mu stawał okoniem i głośno krzyczał. Mniejsza o to, czy skutecznie, czy nie, ale pomagał Gruzinom i tworzył im odpowiedni marketing Europie. Putinowi na pewno się to nie podobało. A przecież w planach miał jeszcze odzyskanie Krymu (o czym mówił już kilka lat wcześniej…). Może więc lepiej uciszyć tego krzykacza, bo w przypadku Ukrainy będzie wojował jeszcze bardziej, w końcu zbliżymy się do granicy III RP…

 

Kto wie – być może Putin skorzystał z okazji, że prawie setka prominentnych ludzi leciała jednym samolotem (co za głupota!)? Wcześniej tego nie planował, ale skoro pojawiła się taka opcja, dlaczego nie wpleść jej w długoterminowy plan? W końcu „skosi” nie tylko wojującego prezydenta, ale i inne ważne osobistości, przetrącając tym samym kark polskiemu dowództwu sił zbrojnych.

 

UKRAINA 2014

Nie muszę chyba mówić co zaszło na Ukrainie. Pojawili się separatyści, niemal jak „ochotnicy” w Gruzji. Trzeba było bronić pokoju i mniejszości narodowych. Trzeba było dać możliwość samostanowienia miejscowej ludności. Zresztą, odzyskanie Krymu było w planach Putina już od wielu lat, o czym doskonale wiemy, tylko politycy europejscy to przespali. I dalej śpią. Jeden tylko może by krzyczał, ale zginął w Smoleńsku w 2010 roku.

 

Putin to dla Rosjan mąż stanu. Nie można temu zaprzeczyć. Kto by nie chciał mieć w swoim kraju przywódcy, który zmniejsza im podatki, zwiększa jego siłę, możliwości bojowe, poszerza granice? Dla nas Putin to zagrożenie, ale obiektywnie patrząc jest to sprawny polityk, który planuje na wiele, wiele lat do przodu.

 

Jak już wspomniałem wcześniej – nie jestem zwolennikiem teorii spiskowej jeśli chodzi o Smoleńsk, ale tak się zastanawiam, czy to wszystko nie wkomponowuje się idealnie w całość, pomiędzy Gruzję a Ukrainę.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Europa, Polityka, Polska

 

Korwin-Mikke vs Popiełuszko

29 maj

Janusz Korwin-Mikke powiedział, że zabójstwo ks. Popiełuszki było wypadkiem przy pracy PRL-wskiej władzy. I od razu media podniosły krzyk!

Jakie media? Te same media, które o księżach piszą najgorzej jak się tylko da, te same media, które podkreślają problem pedofilii w kościele i krytykują patriarchalizm całej tej instytucji. Te same media, które mieszają kościół z błotem.

Te same media, które oprawców komunistycznych wybielają, te same media, które wychwalają politykę grubej kreski, te same media, dla których Jaruzelski był bohaterem, Gierek rozwijał Polskę, a Lenin był wspaniałym ideowcem.

Nie jestem osobą wierzącą, ale irytuje mnie takie podejście do dziennikarstwa, gdzie:

- polityk lewicowy mówi o tym, że zorganizuje happening, w którym będzie topił księdza w Wiśle (Grzegorz Gruchalski z SLD, kandydat na europosła), co ewidentnie nawiązuje i wręcz uświęca zabójstwo ks. Popiełuszki (który to został utopiony w Wiśle…) – media mainstreamowe niespecjalnie na ten temat mówią;

- polityk prawicowy mówi o tym, że zabójstwo ks. Popiełuszki było raczej „wypadkiem przy pracy” niż „mocno zorganizowaną akcją”, czyli nie zmienia faktu, że to było zabójstwo, a raczej mówi o przesłankach politycznych, które w przeciągu lat zostały mocno zmitologizowane – media mainstreamowe (antykościelne) oburzają się, jak to tak można mówić o zabójstwie tego wspaniałego księdza!

 

Nie jestem wierzący. Ale jeśli ktoś ma choć odrobinę funkcjonującego mózgu to doskonale rozumie o co chodzi panu Januszowi Korwin-Mikke. Biorąc pod uwagę jego krytykę dla rządów demokratycznych i zdając sobie sprawę z ówczesnej siły władzy socjalistycznej doskonale wie, że zabicie lub nie ks. Popiełuszki nie miało jakiegoś ogromnego wpływu na sytuację polityczną w Polsce, bo to czy ks. Popiełuszko by żył, czy też nie – „Solidarność” wcale wcześniej by nie zwalczyła systemu. Ponadto ks. Popiełuszko był kapelanem „Solidarności”, czyli organizacji o charakterze lewicowym (tak, postulaty „Solidarności” są lewicowe, socjaldemokratyczne), a więc ciężko, aby sympatyzował z nimi zupełny przeciwnik socjalizmu, totalny miłośnik liberalizmu gospodarczego!

Ludzie, myślcie!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Polityka

 

EuroCyrk i jego małpy

20 maj

W ostatnich miesiącach rzeczywistość polityczna serwuje nam istny EuroCyrk na kółkach, albo Latający EuroCyrk Kołchozu LGBT. Ale wbrew pozorom nie jest śmiesznie, jest wręcz tragicznie. Bardzo tragicznie.

Putin już dawno temu zapowiedział, że wszelkie pro-zachodnie ruchy Ukrainy zakończą się aneksją Krymu (a może i nie tylko Krymu). EuroMajdan był pro-zachodni, a że Putin jest człowiekiem konsekwentnym to zaanektował Krym, grając całemu światu zachodniemu na nosie. Niemcy z Angelą Merkel nie kiwnęły palcem, bo się boją. A teraz bać się mogą jeszcze bardziej, bo Rosja ugadała się z Chinami w sprawie handlu gazem, a więc gdyby „przypadkiem” zabrakło w Europie kontrahenta na rosyjskie surowce, to zawsze pozostają klienci z Państwa Środka. Tak prawdę powiedziawszy – kto bardziej będzie płakał w przypadku przerw dostawy gazu – Europa, która uzależniła się od surowców rosyjskich, czy Rosja, która i tak swój gaz sprzeda? Kto szybciej odnajdzie się w nowej sytuacji?

Owszem, gaz Europie może sprzedać również USA, ale transport przez ocean swoje kosztuje, więc nie będzie to tanie rozwiązanie. Ale UE ma na to pieniądze. Swoich podatników.

Czyja jest więc wina, że Europa ma związane ręce i nie może Putinowi zbytnio podskoczyć? W odpowiedzi na to pytanie napiszę tylko tyle, że PONOĆ Unia Europejska powstała po to, aby być silnym i niezależnym podmiotem na arenie międzynarodowej. A tymczasem…

Do tego zbliżają się EuroWybory. Kolejny cyrk na kółkach. Partia rządząca i główna partia opozycyjna przekrzykują się nawzajem, jakich to cudów nie dokonają, będąc w Parlamencie Europejskim (bądźmy szczerzy, nasi posłowie, bez odpowiednio dużej koalicji z innymi europejskimi partiami mogą g*** zdziałać). A tymczasem media straszą ludzi rosnącą popularnością EuroSceptyków (w Polsce są to m.in. ludzie z Kongresu Nowej Prawicy). Nawet pan premier zapowiedział, że będzie zwalczał EuroSceptyków. Bo EuroSceptycy to zagrożenie…

…a może odpowiedź na nastroje społeczne w Europie? Nieprawdą jest to, o czym mówił prezydent Komorowski, że 89% Polaków jest zadowolonych z członkostwa w UE. Gdyby spojrzeć na dane Eurostatu, nie tylko w Polsce, ale generalnie w całej Unii Europejskiej panuje odwrót od EuroEntuzjazmu. Coraz więcej Polaków, Węgrów, Francuzów, Brytyjczyków, Hiszpanów itd. jest tym molochem politycznym zmęczonych. UE nie rozwiązuje ich problemów, tak jak by sobie tego ludzie życzyli. Albo inaczej: UE nie rozwiązuje w ogóle problemów, tworzy wręcz nowe!

I tak oto EuroCyrk nabiera rozmachu. Kandydaci na EuroPosłów obrzucają się pięknymi, fantazyjnymi hasłami wyborczymi. To już nawet nie kiełbasa wyborcza, no chyba że z jednorożca, bo ich pomysły to istne fantazje, które nigdy się nie ziszczą (choćby dlatego, że nie kiwną palcami dla ich ziszczenia). A u boku EuroCyrku i całej tej fantazyjności Władimir Putin jak najbardziej realnie anektuje Krym, grając EuroMajdanowi i EuroKołchozowi na nosie. Nikt nic nie powie, bo Putin doskonale zaplanował to sobie wiele lat temu. Putin jest silny. Putin jest groźny. A małpy zżerają EuroCyrk od środka debatując nad krzywizną banana…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Europa, Polityka, Polska

 

Radosna prezydentura Komorowskiego

28 maj

Prezydent Komorowski to prezydent radosny. Ciągle się uśmiecha, ciągle szczerzy ząbki, ciągle okazuje swą dziecięcą radość z pełnienia przewodniej roli nad narodem polskim. Styl jego prezydentury jest szczególnie radosny w zestawieniu z kadencją śp. Lecha Kaczyńskiego, który albo się nie uśmiechał wcale, albo robił to tak, że niespecjalnie było to widać. Bo był zbyt poważny jak na stanowisko, które piastował.

Ostatnio w moje ręce wpadła prezydencka broszura podsumowująca dwa lata kadencji („Dwa lata Prezydentury: 6 sierpnia 2010 – 5 sierpnia 2012”) Bronisława Komorowskiego. Zwykle takie rzeczy rzucam w kosz, bo propaganda mnie nie interesuje, ale z racji, że spostrzegłem iż mowa tam była o patriotyzmie… postanowiłem rzucić okiem, jak tę kwestię widzi nasz szanowny, radosny prezydent. I jakoś nie zdziwiło mnie, kiedy w książeczce wyczytałem, że „z tożsamością Polaka wiąże się poczucie radości…” (str. 83), ani nie zdziwiło mnie zdanie kolejne, mówiące o tym, iż „…radość ze wspólnych dokonań buduje więź…”. Co ciekawe dowiedziałem się także, że euroentuzjazm może być „wyrazem szczerego patriotyzmu”. Myśląc tym tokiem – czyżby eurosceptycy byli nieszczerzy w swej miłości do ojczyzny? Fałszywi? Tak czy inaczej Nowoczesny patriotyzm według Komorowskiego to radosny patriotyzm. A znakiem tego patriotyzmu ma być biało-czerwony kotylion symbolizujący „radość i dumę z dokonań Polaków” (str. 95). Jak więc widać Polacy mają cieszyć się jak dzieci, a najlepiej gdyby do tego byli naiwni jak dzieci. O ile już nie są.

W dalszej części książki nie jest wcale lepiej…

Pojawia się m.in. mowa o działaniach społecznych i organizacjach pozarządowych. Jego Radosna Mość Komorowski chwali się organizowaniem debat poświęconych „procedurom uproszczenia prawa, stworzeniu mechanizmów finansowania działań społecznych”, czy też debat omawiających jak ułatwić „funkcjonowanie organizacji pozarządowych oraz dających realne podstawy finansowania ich działania” (str. 85). Zastanawia mnie jakie to mechanizmy chce stworzyć nasz prezydent dla finansowania działań społecznych? Zawsze wydawało mi się, że mechanizm ten jest bardzo prosty: włożyć rękę do kieszeni, wyciągnąć monetę albo banknot i wrzucić do puszki trzymanej przez wolontariusza. Ale może nasz radosny przodownik narodu ma ciekawsze pomysły? Najlepiej takie, które pozwolą zatrudnić nowe rzesze urzędników… Martwi mnie to tym bardziej, że Bronisław Komorowski wywodzi się z rzekomo liberalnej partii – PO (choć jaka ona jest – sami wiemy).

A jeśli autorzy mieli na myśli finansowanie organizacji społecznych i pozarządowych przez… budżet państwa, to ja nie bardzo wiem, w jaki sposób są to organizacje społeczne czy pozarządowe. No chyba że Rządowe Organizacje Pozarządowe to jeden z elementów radosnej prezydentury Komorowskiego…

Wyczulenie na finanse państwowe, czyli na pieniądze wyciągnięte z kieszeni podatników, widać i na kolejnych stronicach omawianej „książki”. Prezydent Komorowski „w ciągu dwóch lat odwiedził […] ponad 100 miejscowości w różnych regionach Polski” (str. 88). Czyli na garbie społeczeństwa podróżował sobie po kraju, zwiedzając go wzdłuż i wszerz, razem z małżonką. Bo trudno to inaczej określić, skoro nie słyszy się, aby Jego Radosna Mość Komorowski coś konkretnego w trakcie tych spotkań uradził, zdziałał, utworzył nową jakość. Raczej tylko szczerzył ząbki do lokalnych społeczności i łączył się z nimi „w bulu i nadzieji”, że może kiedyś ich problemy zostaną zauważone i rzeczywiście rozwiązane. Czyżby to był ten „polski wymiar troski o słabszych, symbol współdziałania, służby ojczyźnie i każdemu człowiekowi szczególnie w okresie niepewności gospodarczej w Europie” (str. 85)? Troszcząc się o swój naród Jego Radosna Mość Komorowski postanowił zwiększyć wydatki Kancelarii Prezydenta do tego stopnia, że o 5 mln zł (dane z 2010 roku) prześcignął wydatki dworu brytyjskiej królowej Elżbiety II!!! Ciekawe skąd wziął wszystkie te pieniądze? Bo jakoś mi się wydaje, że z powietrza się nie wzięły, tylko z kieszeni podatnika…

…swoją drogą, przykładowo we wspomnianym 2010 roku Kancelaria Prezydenta zwiększyła wydatki na odznaczenia i ordery w stosunku do roku poprzedniego (kiedy narodowi przewodził smutny Lech Kaczyński) o 13 mln złotych! Tak, tak, dobrze czytasz czytelniku – Kancelaria Prezydenta nie wyda 13 mln złotych na odznaczenia, ale o 13 mln złotych zwiększyła wydatki na ten cel! (a choćby na nagrody dla urzędników prezydenckich poszło wówczas 73 mln złotych…). A kogo honorował medalami Jego Radosna Mość Komorowski? Wybitności pokroju Adama Michnika, który w Australii wychwalał Polskę i jej mieszkańców rzucając słowa: „Polacy to stado tępych baranów”. Z dumą i radością prezydent otwierał także wystawę poświęconą Czesławowi Miłoszowi, który przecież słynie ze swoich wypowiedzi: „dla Polski nie ma miejsca na ziemi”, „Nigdy nie byłem Litwinem, chociaż bardzo bym chciał”, czy „Polska mnie przeraża” (zresztą żołnierzy AK nazywał bandytami, a największych polskich poetów anachronicznymi nacjonalistami). A to wszystko w ramach Nowoczesnego patriotyzmu promowanego przez Jego Radosną Mość Komorowskiego.

Prezydentura Bronisława Komorowskiego to radosny czas. Myśliwy z Obornik Śląskich uśmiecha się do stada łosi (narodu polskiego), czy raczej do stada baranów (mówiąc mową Michnika), bo cieszy się, że swym szczerzeniem ząbków upolował ich serca. A za sercami idą i głosy w wyborach. Szkoda tylko, że za prezydenturą Komorowskiego nie idzie szczera chęć niesienia pomocy i zmian w kraju, który tak bardzo tego potrzebuje. Kraju, który wręcz „w bulu” oczekuje radykalnych i trudnych zmian oraz reform, a nie tylko dziecięcych uśmiechów…

…a póki co serwowane nam są tylko te ostatnie. Zresztą, kiedy mowa jest o tym, iż „Para Prezydencka spotkała się z najmłodszymi oraz ich rodzicami na dziedzińcu pałacu, który zamienił się w wielki plac zabaw” (str. 87) to jakoś nie zdziwiłbym się, gdybym zobaczył Bronisława K. z łopatką i grabkami, zacieszającego się w prezydenckiej piaskownicy. W końcu sam tego dokonał, nie moja w tym wina, że urząd jaki piastuje nie ma już w sobie powagi, a jedynie tę naiwną, dziecięcą radość…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Polacy, Polityka, Polska

 

Promocja Polski za granicą

22 maj

Jak wygląda promocja Polski poza jej granicami? Obawiam się, że nie wygląda… I to nawet nie jest kwestia wyglądu, co raczej braku. Kwestia mizerności działań podejmowanych przez kolejne rządy, i obecny, i każdy poprzedni, mających na celu promocję kraju nad Wisłą.

Polska nie promuje się permanentnie. Polska promuje się incydentalnie. Jak? Wydarzeniami z przypadku. Rzadziej z wyboru…

…tym z wyboru, choć jakże kosztownym i niekoniecznie opłacalnym, choć zapewne pięknym, była organizacja Mistrzostw Europy w piłce nożnej w 2012 roku. To pozwoliło na chwilę skierować oczy świata na Polskę (niestety na krótką chwilę, bo przecież już wkrótce były Letnie Igrzyska Olimpijskie w Londynie) i pokazać, że ludzie mieszkający tutaj to nie są żadni troglodyci, że są przyjaźnie nastawieni, że nie mieszkają w ziemiankach i jaskiniach, że jest to w miarę normalny i rozwinięty kraj, w którym nie tylko wiadomo co to jest samochód i komputer, ale i ludzie miejscowi świetnie się tymi narzędziami posługują.

Niestety tych wydarzeń z przypadku, które sprawiają, że o Polsce jest głośno, możemy wyliczyć więcej. Co gorsza, niekoniecznie muszą one mówić o Polsce dobrze, nie mówię, że od razu źle, ale mogą też budzić mieszane uczucia.

Choćby Smoleńsk 2010 i śmierć 96 osób lecących rządowym samolotem. Z jednej strony żal i współczucie dla Polaków, a także zauważenie przez świat problematyki katyńskiej. Z drugiej zaś strony… mówienie (niekoniecznie przez Polaków i za polskim poparciem) o pijanych pilotach szarżujących na lotnisko (bez względu na to czy to prawda), o głupocie polskich polityków (no bo kto zabiera na pokład całą garść najwyższego dowództwa w państwie! Tylko Polacy…).

Zresztą, w trakcie samego Euro 2012 Polacy sami sobie zrobili antyreklamę, atakując rosyjskich kiboli. Wiem, że to wszystko wiąże się m.in. z 10 kwietnia 2010 i narastającą frustracją polskich nacjonalistów i kiboli… Ale na oczach kamer całego świata?

O Polsce jest głośno na świecie… ale w kontekście więzień CIA, w których łamano prawa człowieka, w kontekście katastrof i wypadków, w których ginie dużo ludzi, czy np. w kontekście polityków, którzy palną coś nie tak (np. Wałęsa o homoseksualistach). Choć z drugiej strony Wałęsa powiedział co myślał i miał do tego prawo, dlaczego każdy mu narzuca poprawność polityczną?

O Polsce jest głośno na świecie… jak ktoś nakręci film o polskich kibolach i ich zabójczych intencjach wobec obcokrajowców, jak w Anglii Polak podejrzany jest o zgwałcenie kobiety (przy czym cała sprawa też jest szyta grubymi nićmi), o Polsce jest głośno jak się mówi o… POLSKICH OBOZACH KONCENTRACYJNYCH.

I nikt nie protestuje. I nikt nic z tym nie robi. Nikt nie działa.

Politycy milczą…

——————————-
Na pocieszenie jednak powiem wam o akcji, która ostatnio ruszyła. Epic Poland – słyszeliście? Póki co rozprzestrzenia się na Facebooku i ma za zadanie promować Polskę poprzez anglojęzyczne wpisy dotyczące historii, kultury, sztuki, przyrody… i wszystkiego innego, co dotyczy tego pięknego kraju. Może warto się tym zainteresować i jakoś wesprzeć?

EPIC POLAND NA FACEBOOKU

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Media, Polityka, Polska

 

Polacy w walce o… socjalizm

11 kwi

Przed laty Polacy, mimo życia za Żelazną Kurtyną, a może właśnie poprzez stosunek do niej, byli symbolem walki z reżimem komunistycznym, z reżimem Polski socjalistycznej, z ZSRR, byli żywym symbolem walki o wolny świat.

Dziś, według sondażu z grudnia 2012 roku, Polacy są największymi entuzjastami socjalistycznej Unii Europejskiej – aż 81% mieszkańców nad Wisłą popiera euro-reżim!

Dawniej Polacy walczyli z komunistami i socjalistami pokroju Gomółki, Bieruta, czy Jaruzelskiego. Dziś dają się rządzić (i wydają się z tego powodu szczęśliwi), takim ludziom jak…

No właśnie, jakim ludziom? Powiedzmy to na przykładzie Komisji Europejskiej, jednej z najważniejszych instytuacji UE.

Przypomnijmy wpierw kilku poprzedników obecnego przewodniczącego KE, Jose Manuela Baroso. Pierwszym z nich był niejaki Walter Hallstein, twórca tzw. doktryny Hallsteina, która nie uznawała zastałych po II wojnie granic państw komunistycznych, w tym granic PRL-u. Tym samym nie uznawał powrotu Dolnego Śląska, czy zachodniego Pomorza do macierzy. Uważał te ziemie za czysto niemieckie.

Innym ciekawym przewodniczącym Komisji Europejskiej był Sicco Mansholt sprawujący tę funkcję w latach 1972 – 1973. Życiorys tego człowieka jest jednoznaczny – wychowywał się wszak on w rodzinie o tradycjach socjalistycznych (ojciec był delegatem Socjaldemokratycznej Partii Robotniczej, natomiast dziadek był zwolennikiem m.in. Ferdinanda Domela Nieuwenhuis`a, który szeroko głosił koncepcje anarchokomunizmu). Zresztą Sicco Mansholt był sekretarzem lokalnym Sociaal Democratische Arbeiders Partij, a później z ramienia Partii Pracy był holenderskim Ministrem Rolnictwa, Rybołówstwa oraz Dystrybucji Żywności. Uznaje się także, że był on pod silnym wpływem tzw. Klubu Rzymskiego, który zwiastował wyczerpanie się wszystkich istotnych zasobów naturalnych w roku 1995. Jak widzimy, niemal 20 lat później świat ma się dobrze w tym względzie, choć socjalistyczni politycy nadal używają podobnych haseł jako straszaków i haseł wyborczych.

W latach 1977 – 1981 Komisji Europejskiej przewodniczył Roy Jenkins, czyli członek brytyjskiej Partii Pracy, zresztą był także założycielem Partii Socjaldemokratycznej. Można więc powiedzieć, że świetnie wpisywał się w koncepcje socjalistycznej UE.

Jacques Delors, który przez 10 lat, bo od 1985 roku począwszy, był przewodniczącym KE, już od roku 1974 był aktywnym członkiem francuskiej Partii Socjalistycznej. O tym, że chętnie zajmował (i zajmuje) się on propagowaniem socjalistycznej wiary, świadczy fakt, iż jego córka – Martine Aubry, jest od 2008 roku pierwszym sekretarzem Partii Socjalistycznej. Tak właśnie wychowywana jest dziś europejska młodzież.

W 1995 roku urząd przewodniczącego KE przejął Luksemburczyk Jacques Santer, członek Europejskiej Partii Ludowej, głoszącej niezbyt wolnorynkowe hasła. Zresztą o uczciwości tego człowieka świadczy fakt, iż Santer musiał ustąpić ze sprawowanego stanowiska (w 1999 roku) po pełnych korupcji, oszustw i nepotyzmu skandali, związanych z socjalistyczną expremier Francji, a ówczesną panią komisarz – Edith Cresson.

Miejsce Santera zajęła kolejna „wybitność”, czyli Romano Prodi, uznawany za lewe skrzydło Chrześcijańskiej Demokracji. Człowiek ten znany jest m.in. z tego, iż wskazał miejsce zamordowania w 1978 roku przez Czerwone Brygady innego polityka chadecji – Aldo Moro. Co ciekawe, Prodi twierdził, że źródłem jego wiedzy na temat lokalizacji zwłok były… seanse spirytystyczne. Faktycznie jednak podejrzewany był o współpracę z KGB, co zresztą zeznać miał sam Litwinienko.

I tak oto docieramy do sprawującego dziś funkcję przewodniczącego Komisji Europejskiej Jose Manuela Durao Baroso. Pewnie mało który z polskich euroentuzjastów wie, że człowiek ten w czasach studenckich był członkiem maoistowskiego Rewolucyjnego Ruchu Portugalskiego Proletariatu. W 1980 roku wstąpił do Partii Socjaldemokratycznej, by w 1999 roku zostać jej przewodniczącym. Nigdy jednak nie wyparł się swoich dawnych poglądów, mówiąc m.in.: „Nie wstydzę się tego, co robiłem, gdy byłem 18-latkiem na wydziale prawa w Lizbonie w tych rewolucyjnych czasach.” Oczywiście dzisiaj czasy są mniej rewolucyjne, bo ci rewolucjoniści stoją u szczytu europejskiej władzy i bez zawieruchy mogą wprowadzać w życie swoje komunistyczne pomysły.

Na tym nie koniec. Wszak wspomnę jeszcze o kilku ciekawych personach, które Baroso ma pod sobą, jako ich przewodniczący. Mam na myśli lewicowych komisarzy zasiadających w tej instytucji działającej na wzór dawnych partii komunistycznych. A oto nasze (czerwone) gwiazdy:

Catherine Ashton – członkini brytyjskiej socjalistycznej Partii Pracy. Pracując w Kampanii na rzecz Rozbrojenia Nuklearnego (CND) reprezentowała organizację m.in. na zjazdach brytyjskiej Partii Komunistycznej. Współpracowała także z periodykiem „Marxism Today”, holenderskimi aktywistami komunistycznymi (z grupy „Stop the neutron bomb”) oraz z Francuską Partią Komunistyczną. Wydaje się więc, że sympatie pani Ashton są wyraźnie widoczne, a jej wysoki status w strukturach UE daje tylko szansę nie tylko na szerzenie wiary komunistycznej, ale i wprowadzanie tego typu (głupich) pomysłów w życie.

Joaquin Almunia – w latach `70 pracował dla hiszpańskich związków zawodowych, w 1979 roku otrzymał mandat parlamentarny z ramienia Hiszpańskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej.

Siim Kallas – Estończyk o bardzo „bogatym” życiorysie. Najpierw pracował dla Ministerstwa Finansów Estońskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej (gdzie zapewne został przeszkolony z „zalet” gospodarki centralnie planowanej…), następnie był dyrektorem Centralnej Rady Kas Oszczędnościowych w Estonii, a w 1989 roku wybrany został do Rady Najwyższej ZSRR. W latach 1989 – 1991 przewodniczył Zrzeszeniu Związków Zawodowych. Warto też pamiętać, że od 1972 do 1990 roku był nieprzerwanie członkiem Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego. Skoro padło ZSRR, pewnie dziś próbuje reaktywować ją pod postacią UE.

Andris Piebalgs – Łotysz znany z wprowadzenia zakazu sprzedaży popularnych żarówek na terenie UE. Nic dziwnego, że ma takie pomysły, skoro był też członkiem Komunistycznej Partii Łotwy, by później podjąć pracę w Ministerstwie Oświaty Ludowej Łotewskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. Trudno jednak powiedzieć, by należał do specjalnie oświeconych.

Maria Damanaki – grecka parlamentarzystka, początkowo związana z Partią Komunistyczną, następnie ze skrajnie lewicową partią Synaspismós. Czyli niespecjalnie zmieniła poglądy…

Stefan Fule – czeski działacz Partii Komunistycznej (w latach 1982 – 1989) szukający swojego miejsca w socjalistycznych strukturach UE.

Laszlo Andor – związany z socjalistyczną Fundacją Jozsefa Attilli, zasiadał w jej władzach w latach 2002 – 2007. Zresztą był też doradcą „ekonomicznym” socjalistycznego premiera Węgier – Ferenca Gyurcsánego.

O takie europejskie „mądre głowy” walczyli dawniej Polacy z polskimi „mądrymi głowami” zarządzającymi gospodarką? W takim razie po co walczyli z socjalistami i komunistami? Żeby z radością oddać władzę socjalistom i komunistom…

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Gospodarka, Polityka

 

Polak wybiera…

05 kwi

Polak to wyborca świadomy. Świadomy tego, że źle wybiera, ale i tak wybiera tak jak wybiera, bo wybiera dobrze. Znaczy się źle, ale dobrze…

Zagmatwane?

Polak głosuje na daną partię nie dlatego, że pasuje mu jej całościowy program polityczny, nawet wręcz przeciwnie, z resztą programu czy działaniami partii wcale by się nie zgodził… Jest tylko ten jeden mały wyrywek, który sprawia, że głosuje na daną partię, bo akurat ta jedna mała rzecz jakoś mu przypadła do gustu. Czasem zagłosuje na daną partię, bo w swoich szeregach ma clowna – dawniej był nim Andrzej Lepper (zagłosuję dla żartu, pomyślało milion Polaków – i tak oto słynny rolnik blokujący drogi dostał się na salony). Dziś nie wystarcza być po prostu rolnikiem, który wysypał zboże na tory, dziś trzeba być czymś więcej, a najlepiej mieć w partii więcej… Więcej clownów. W końcu przecież przy takich osobistościach, jak pan/pani Anna Grodzka, homo Robert Biedroń, czy antyklerykalny eksksiądz Roman Kotliński. I nie chodzi o to, że jestem za otwieraniem obozów pracy dla trans, homo czy antyklerykałów. Nie jestem wierzący, daleko mi też do jakichś radykalnych kroków w kwestii mniejszości seksualnych – niech w swoich domach robią co chcą, ich sprawa. Chodzi o to, że Ci ludzie nie mają nic do powiedzenia, nie przedstawili żadnego racjonalnego planu działania państwa, sami nie wiedzą czym państwo powinno się zajmować, a jeśli już podejmują jakieś działania to niespecjalnie państwu potrzebne. To po prostu marionetki, to clowni, którzy mieli zwrócić uwagę na Ruch Palikota. Tylko, że tak jak Samoobrona wypaliła się przed laty, tak teraz wypala się Palikot i jego ludzie…

Oczywiście na tym nie koniec głupich wyborów Polaków. Znam ich więcej i czasem sposób myślenia wyborców znad Wisły mnie przeraża. A oto niektóre z nich (wzięte z życia – z rozmów z tymi osobami):

Zawodowy żołnierz (za kilka lat, ten trzydziestoparolatek będzie na emeryturze) – nie popieram PO, nie podoba mi się to co robią, jestem im przeciwny, ale póki zachowują status quo w kwestii emerytur dla mundurowych, głosuję razem z całą rodziną na nich.
(Kryzys kryzysem, ale własne przywileje najważniejsze! Tylko czemu jak politycy ciągną na swoje to psioczy, a jak żołnierz ciągnie na swoje to cacy?)

Emerytowany górnik (emerytura rzędu 3,5 tysięcy zł) – może i PO wprowadziła wiele zmian przeciwko ludziom, ale w przeciwieństwie do Kaczyńskiego zrobiła rewaloryzację emerytur, więc wybieram Tuska i Komorowskiego.
(Co z tego, że system emerytalny się sypie, ważne, żeby emerytura wynosiła nie 3,5 a 3,6 tys. zł!)

Dyrektor handlowy firmy produkcyjnej – k***a, nikt nie zrobił nic dla gospodarki, Platforma też nie, ale Tusk przynajmniej nie robi tyle hałasu co Kaczyńscy, więc na pewno nie zagłosuję na PiS.
(Niech się państwo i gospodarka sypie, byleby cicho…)

Młody elektryk – na pewno nie na liberałów z PO, liberalizm niszczy gospodarkę, liczy się tylko SLD.
(Niech mnie piorun strzeli jeśli kiedykolwiek prawdziwi liberałowie – jak Hayek czy Friedman – podwyższyliby podatki jak zrobiła to PO!)

Były Sekretarz PZPR – żadnych Kaczorów albo Tusków, wystrzelałbym ich!
(Retoryka godna komunisty)

Pracowniczka Biura Obsługi Klienta – Właściciel mojej firmy zarabia pięć razy tyle co ja! To jakiś absurd! Powinni to zmienić, a chyba tylko SLD ma jaja.
(A może trzeba też mieć jaja, żeby samemu założyć firmę i zarabiać pięć razy tyle co pracownicy?)

Technik telekomunikacji – Kaczor! On jedyny bronił kościoła, a te kanalie z PO chcą zlikwidować Fundusz Kościelny. Poza tym obniżył podatki.
(Tylko jak trzepanie państwowej kiesy ma się do życia w chrześcijańskiej skromności i ubóstwie?)

Spawacz – polityka mnie nie interesuje. A głosować głosuję różnie, ostatnio na Palikota, ale w sumie nie wiem dlaczego.
(Ja też nie wiem dlaczego)

Sprzedawca w warzywniaku – życie przez PO zdrożało, podatki wzrosły, większa biurokracja… może wybiorę SLD?
(Dobra myśl – jak ciąży nam lewicowa myśl ekonomiczna to pogrążajmy się jeszcze bardziej, brnąc jeszcze dalej na lewo…)

Kierownik magazynu – wujek działa w PSL, załatwił posady dla całej rodziny, więc wiadomo na kogo zagłosuję.
(Czym się różni nepotyzm na szczeblu władz centralnych od nepotyzmu w regionie? Dla mnie niczym…)

Sprzątaczka – za komuny tyle nie śmiecili co teraz. Ledwo człowiek posprząta, a już narzucane papierków. Kiedyś tego nie było [...] chciałabym, żeby wrócił Gierek.
(Kiedyś nie śmiecili bo nie było czym śmiecić, skoro sklepy były puste, a ludzie nic nie mieli…)

Kierowca dźwigu – Na SLD, bo za komuny było dobrze. Robota zawsze była, a teraz to nawet piwka nie można w pracy wypić, bo zaraz prawo jazdy zabiorą i z pracy wyrzucą.
(Mnie to przeraża…)

Kontroler biletów (kanar) – PiS przesadza z tą korupcją, teraz to strach wziąć na lewo trzy dyszki od pasażera na gapę, bo ch*j go wie, czy to nie jakiś agent. Może Palikot? Mądrze gada.
(Kanar trzy dyszki na lewo, policjant trzy stówki, polityk trzy miliony… każdy robi to samo, tylko że wedle możliwości różnią się sumy)

I tak z roku na rok, z kadencji na kadencję, z wyborów na wybory – nie zmienia się nic. Bo skoro społeczeństwo kradnie, oszukuje i kręci to kogo wybiorą, jeśli nie oszustów i krętaczy? Zmieniają się twarze na stanowiskach reprezentacyjnych, ale to tylko zmiany kosmetyczne, bo od końca PRL-u ciągle Ci sami ludzie w Sejmie i na najwyższych stanowiskach państwowych. Nie zmienia się nic. I nic zmian nie zapowiada.

Bo jak może się coś zmienić, kiedy wyborca narzeka na złodzieja-polityka, w trakcie brania łapówki od niedoszłego gapowicza w autobusie? Jak może się coś zmienić, kiedy wyborca narzeka na oszusta-polityka w trakcie ściągania zadań z matury od zdolniejszej koleżanki?

Polak wybiera dobrze, bo sobie robi dobrze.

Polak wybiera źle, bo cóż z tego, że szkodzi całej gospodarce, ważne że sam na tym skorzysta.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Polacy, Polityka

 

Podatek podatkiem podatek pogania

20 mar

Czasem mam wrażenie, że Polacy to naród, który nader wszystko miłuje podatki. Bo Polacy dążą do tego, żeby opodatkować wszystko…

Będąc w Polsce pamiętaj, że dając napiwek kelnerowi, czy barmanowi, cała suma nie wpada do jego kieszeni. A przynajmniej nie powinna wpaść, bo zgodnie z przepisami zadowolony klient daje napiwek obsługującej go osobie i 18% z tego Urzędowi Skarbowemu. Bo Urzędowi Skarbowemu też się coś należy z racji, że porządnie zjadłeś i jesteś zadowolony z obsługi…

Chcesz zaoszczędzić? Proszę bardzo, państwo chętnie zaoszczędzi razem z Tobą. Biorąc 19% z zysków z Twoich oszczędności (podatek Belki). W ten sposób rozumiane jest w Polsce „oszczędne państwo”.

Rodzic daje Ci pieniążki do ręki, bo chce Cię wspomóc w zakupie mieszkania, samochodu, komputera, porządnej lustrzanki, wakacji za granicą, albo po prostu daje Ci np. 20.000 zł, bo cię kocha? Zależnie od darowanej kwoty płacisz od 3 do 7% podatku. Bo twój rodzic kocha też przerośniętą polską administrację, więc obdarowuje i jej budżet.

Nagle dowiadujesz się, że Twój zapomniany wujek był milionerem i po śmierci przepisał Ci spadek? Swoją radością dzielisz się z Matką Ojczyzną, a matka, jak to matka – twoja rodzina, więc i jej przypadnie udział w Twoim spadku… zależnie od kwoty – od 3 do 15%.

Kupujesz auto? Czyli Twoje pieniądze zmieniają postać – z papierowej na stalowo-szklano-sztucznotworzywową. Teoretycznie masz tyle samo pieniędzy, tylko w innej formie… Nie, wcale nie! Skarbówka twierdzi, że się wzbogaciłeś (lepiej trza było trzymać pieniądze na koncie, niech zżera je powoli inflacja…). Dlatego płacisz 2% podatku od wzbogacenia!

Jak dla mnie to jeszcze brakuje podatku od ulgi czy też od zwrotu podatku. Bo w końcu to też zysk obywatela. Dlatego dostając zwrot podatku z PIT-a, Urząd Skarbowy powinien od razu odliczyć sobie kilkanaście procent podatku… od Twojego zysku.

Powinien być też podatek od tego, że sam sobie ugotowałeś obiad. Bo zaoszczędziłeś, w końcu nie musiałeś płacić restauracji… a w tym przecież i kucharzowi, który z wydanych przez Ciebie pieniędzy otrzymuje pensję. Przez Ciebie tej pensji nie otrzyma, a państwo nie otrzyma podatku. Czyż źle myślę? Panie i Panowie Polacy Opodatkowani?
 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Gospodarka, Polityka

 

Dobrodziej Donald Tusk

26 lut

Koniec świata nastąpić miał w grudniu 2012 roku. Tymczasem media straszą Polaków kolejnym rokiem – 2013 – jako najgorszym dla gospodarki mocarstwa Zielonej Wyspy. Co chwila mówi się o kolejnych firmach zwalniających (lub planujących zwolnienia) duże rzesze pracowników, nieustannie przekazywane są informacje o zahamowaniu rozwoju, pogorszeniu sytuacji finansowej polskich rodzin

…a może to tylko straszak, który ma odwrócić uwagę od innego olbrzymiego problemu, jaki przyprawił swoim obywatelom Rząd Polski? Bo patrząc na statystyki długu publicznego III RP obecna władza dorzuciła do społecznego garba niemały ciężar. Czekać tylko, kiedy kręgosłup zacznie pękać. Chociaż nie… Właściwie to Polacy nauczeni pokory i poddaństwa wobec Jaśnie Oświeconej Władzy zacisną zęby i z bólem to przetrwają. W końcu są silni, od lat każdy nimi poniewiera, a i tak to dzielnie wytrzymują.

Problem, który mam na myśli, narósł w przeciągu jednej kadencji nader rozrzutnego Donalda Tuska, czyli od 2007 roku, aż o ponad połowę!! Mianowicie w 2007 roku III Rzeczpospolita Polska miała dług publiczny rzędu 527,44 miliardów złotych (13 838 zł na mieszkańca, 34 607 zł na pracującego), podczas gdy w roku 2011 dług ten sięgnął już 815,33 mld złotych (21 892 zł na mieszkańca, 50 544 zł na pracującego). Dług wciąż rośnie, liczba obywateli maleje, bo wcale nie udało się zatrzymać ucieczki Polaków z ich ojczyzny, ani zachęcić do zakładania liczniejszych rodzin.

Teraz rodzi się tylko pytanie – gdzie się podziały te pieniądze, które Donald Tusk i jego podwładni tak „solidnie” inwestowali? Gdzie te niemal 300 mld zł, które w statystykach długu publicznym narosło zaledwie przez kilka lat? Dróg i autostrad nie widzę, kolej bez zmian, ciągle w rozsypce, stadiony na EURO śmierdzą długami i nierentownością, nakłady na naukę niezmiennie na żałośnie niskim poziomie, armia korzysta z prehistorycznego sprzętu, kiepsko wyposażone szpitale karmią chorych kromką chleba z masłem i szklanką letniej wody…

…jedyne co „cieszy” to nagrody za ciężką pracę, jakie przyznali sobie ostatnio politycy. Aż duch w człowieku rośnie, że komuś w tym kraju może być lepiej mimo kryzysowego 2013 roku.

——
Dane o długu zaczerpnięte ze strony:
http://www.dlugpubliczny.org.pl/pl

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Gospodarka, Polityka