RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘Polacy’

Dziennikarski horror

21 maj

Wchodzę na Facebooka i rzucam okiem na to, co się tam dzieje. Jak zwykle nic ciekawego… Moją uwagę zwraca jedynie fakt, że znajoma udostępnia na swojej tablicy artykuł GW pt. „Komórkowo-pociągowy horror” autorstwa Katarzyny Kolendy-Zaleskiej. Tytuł może niespecjalnie imponujący, ale jakoś mnie zainteresował, głównie chyba na zasadzie „o co tam może chodzić…?”.

Przeczytałem. I się przeraziłem. Że „poważna” dziennikarka zajmuje się takimi pierdołami. TOTALNYMI PIERDOŁAMI. A co gorsza, z tych pierdół skleciła wręcz postulat wyborczy!  Mianowicie szanowna pani dziennikarka nawołuje naszych ustawodawców „o wprowadzenie zakazu rozmów przez komórki w przedziałach„. Czy nie uważacie, że to arcyważny problem, jakże niesamowicie uciążliwy dla naszego społeczeństwa?

Pani Katarzynie strasznie przeszkadza to, że ktoś chce zadzwonić do przyjaciela i podzielić się swoimi problemami (bolące biodro). Pani Katarzynie strasznie przeszkadza to, że ktoś się martwi o swoją córkę, bo gdzieś zaginęła. Pani Katarzynie przeszkadza to, że ludzie ze sobą rozmawiają, bo przecież ona wymarzyła sobie, że wsiądzie do pociągu i w milczeniu przejedzie całą trasą. Tylko pani Katarzyna zapomniała, że ktoś może wymarzył sobie, aby nie nudzić się w pociągu i podtrzymać przyjacielskie relacje z innymi ludźmi?

Owszem, nieskrępowane mówienie na głos w miejscach publicznych o swoich osobistych sprawach jest żenujące, ale mówienie o bolącym biodrze już żenujące w mojej ocenie nie jest. Owszem, też wolę poczytać książkę w pociągu, niż przysłuchiwać się rozmowom innych ludzi. Ale na tym polega wolność i tolerancja, że NIE ZABRANIAM komuś rozmowy przez telefon, mimo że chcę w spokoju w miejscu publicznym poczytać książkę. Jeśli chcę skupić się na książce, kupuję sobie stopery do uszu. Ale może pani Katarzyny nie stać na stopery, stać ją za to na głupie postulaty wyborcze.

Proponuję ogólnonarodową zrzutę na komplet stoperów dla pani Katarzyny, coby następnym razem podczas podróży nie musiała się irytować na to, że ktoś ma przyjaciela i z owym przyjacielem chce porozmawiać.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Media, Polacy, Polska

 

Przyszła baba z SANEPIDu…

05 sie

To nie dowcip. To nie żart. To żadna prześmiewcza historia, mimo iż zaczyna się od słynnego „przyszła baba…”. Historia, którą Wam opiszę, jest jak najbardziej prawdziwa i obnaża zgnicie takiej służby, jak SANEPID. Czyli de facto służba, która ze „zgnilizną” (w przenośni i dosłownie) powinna walczyć.

Zbliżają się święta. Co za różnica – Wielkanocne czy Boże Narodzenie – tu i tu jest tak samo. Zbliżają się święta i przychodzi baba z SANEPIDu. Oj, proszę o wybaczenie, nie „baba” tylko „pani”. Chociaż, co będziemy sobie żałować, niech będzie „baba”…

Zacznijmy jeszcze raz.

Przychodzi baba z SANEPIDu, tuż przed świętami, do rzeźni. W rzeźni jak to w rzeźni… jest po prostu niezła rzeźnia, czyli nie wszystko idealnie gra, choćby z tego względu, że czasem trudno spełnić wygórowane wymagania UE, jeśli chodzi o obiekty tego typu (a żeby było śmieszniej to rzecz tyczy się z wolna podupadającej rzeźni/firmy państwowej…). Oczywiście nigdy żaden klient nie skarżył się, że produkty z rzeczonej rzeźni są złe, niesmaczne, niezdrowe, szkodliwe, a wręcz przeciwnie – mięso ich produkcji zawsze cieszyło się powodzeniem (mieli świetnego rzeźnika!). Sam niejednokrotnie zajadałem się kabanosami (istne delicje!) i kiełbasami (mniam!) ze wspomnianej rzeźni. Jednak baba z SANEPIDu ma się do czego przyczepić w związku z czym trzeba ją przekupić. W jaki sposób? Sprawa prosta – zbliżają się święta, więc baba z SANEPIDu na pewno ucieszy się, jak dostanie wałówę, znaczy się solidny kawał szynki, kilka kilogramów kiełbasy i kabanosów, do tego boczek, karkówka i schab.

I tak co większe kościelne święta sytuacja się powtarza – za pasem Wielkanoc czy Boże Narodzenie – baba z SANEPIDu się pojawia (a cała reszta roku? Na pewno strzeże sanitarnego bezpieczeństwa kraju w innych aspektach naszego życia…).

Teraz odpowiedzcie mi na pytanie, kto większy grzech popełnia:

- rzeźnik, który nie ma szans (ze względów finansowych) na spełnienie wymogów UE, więc wybiera tańszą opcję inwestycji – finansuje babę z SANEPIDu, aby tylko przymknęła oko na wszelkie „niezgodności”;

- baba z SANEPIDu, która co roku świadomie przychodzi w tym samym przedświątecznym okresie na kontrolę do dobrej rzeźni, wiedząc, że dostanie „łapówkę”, wręcz już jej oczekując?

I tak oto instytucja odpowiedzialna za bezpieczeństwo sanitarne państwa samo gnije od środka…

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Polacy, Polska

 

Radosna prezydentura Komorowskiego

28 maj

Prezydent Komorowski to prezydent radosny. Ciągle się uśmiecha, ciągle szczerzy ząbki, ciągle okazuje swą dziecięcą radość z pełnienia przewodniej roli nad narodem polskim. Styl jego prezydentury jest szczególnie radosny w zestawieniu z kadencją śp. Lecha Kaczyńskiego, który albo się nie uśmiechał wcale, albo robił to tak, że niespecjalnie było to widać. Bo był zbyt poważny jak na stanowisko, które piastował.

Ostatnio w moje ręce wpadła prezydencka broszura podsumowująca dwa lata kadencji („Dwa lata Prezydentury: 6 sierpnia 2010 – 5 sierpnia 2012”) Bronisława Komorowskiego. Zwykle takie rzeczy rzucam w kosz, bo propaganda mnie nie interesuje, ale z racji, że spostrzegłem iż mowa tam była o patriotyzmie… postanowiłem rzucić okiem, jak tę kwestię widzi nasz szanowny, radosny prezydent. I jakoś nie zdziwiło mnie, kiedy w książeczce wyczytałem, że „z tożsamością Polaka wiąże się poczucie radości…” (str. 83), ani nie zdziwiło mnie zdanie kolejne, mówiące o tym, iż „…radość ze wspólnych dokonań buduje więź…”. Co ciekawe dowiedziałem się także, że euroentuzjazm może być „wyrazem szczerego patriotyzmu”. Myśląc tym tokiem – czyżby eurosceptycy byli nieszczerzy w swej miłości do ojczyzny? Fałszywi? Tak czy inaczej Nowoczesny patriotyzm według Komorowskiego to radosny patriotyzm. A znakiem tego patriotyzmu ma być biało-czerwony kotylion symbolizujący „radość i dumę z dokonań Polaków” (str. 95). Jak więc widać Polacy mają cieszyć się jak dzieci, a najlepiej gdyby do tego byli naiwni jak dzieci. O ile już nie są.

W dalszej części książki nie jest wcale lepiej…

Pojawia się m.in. mowa o działaniach społecznych i organizacjach pozarządowych. Jego Radosna Mość Komorowski chwali się organizowaniem debat poświęconych „procedurom uproszczenia prawa, stworzeniu mechanizmów finansowania działań społecznych”, czy też debat omawiających jak ułatwić „funkcjonowanie organizacji pozarządowych oraz dających realne podstawy finansowania ich działania” (str. 85). Zastanawia mnie jakie to mechanizmy chce stworzyć nasz prezydent dla finansowania działań społecznych? Zawsze wydawało mi się, że mechanizm ten jest bardzo prosty: włożyć rękę do kieszeni, wyciągnąć monetę albo banknot i wrzucić do puszki trzymanej przez wolontariusza. Ale może nasz radosny przodownik narodu ma ciekawsze pomysły? Najlepiej takie, które pozwolą zatrudnić nowe rzesze urzędników… Martwi mnie to tym bardziej, że Bronisław Komorowski wywodzi się z rzekomo liberalnej partii – PO (choć jaka ona jest – sami wiemy).

A jeśli autorzy mieli na myśli finansowanie organizacji społecznych i pozarządowych przez… budżet państwa, to ja nie bardzo wiem, w jaki sposób są to organizacje społeczne czy pozarządowe. No chyba że Rządowe Organizacje Pozarządowe to jeden z elementów radosnej prezydentury Komorowskiego…

Wyczulenie na finanse państwowe, czyli na pieniądze wyciągnięte z kieszeni podatników, widać i na kolejnych stronicach omawianej „książki”. Prezydent Komorowski „w ciągu dwóch lat odwiedził […] ponad 100 miejscowości w różnych regionach Polski” (str. 88). Czyli na garbie społeczeństwa podróżował sobie po kraju, zwiedzając go wzdłuż i wszerz, razem z małżonką. Bo trudno to inaczej określić, skoro nie słyszy się, aby Jego Radosna Mość Komorowski coś konkretnego w trakcie tych spotkań uradził, zdziałał, utworzył nową jakość. Raczej tylko szczerzył ząbki do lokalnych społeczności i łączył się z nimi „w bulu i nadzieji”, że może kiedyś ich problemy zostaną zauważone i rzeczywiście rozwiązane. Czyżby to był ten „polski wymiar troski o słabszych, symbol współdziałania, służby ojczyźnie i każdemu człowiekowi szczególnie w okresie niepewności gospodarczej w Europie” (str. 85)? Troszcząc się o swój naród Jego Radosna Mość Komorowski postanowił zwiększyć wydatki Kancelarii Prezydenta do tego stopnia, że o 5 mln zł (dane z 2010 roku) prześcignął wydatki dworu brytyjskiej królowej Elżbiety II!!! Ciekawe skąd wziął wszystkie te pieniądze? Bo jakoś mi się wydaje, że z powietrza się nie wzięły, tylko z kieszeni podatnika…

…swoją drogą, przykładowo we wspomnianym 2010 roku Kancelaria Prezydenta zwiększyła wydatki na odznaczenia i ordery w stosunku do roku poprzedniego (kiedy narodowi przewodził smutny Lech Kaczyński) o 13 mln złotych! Tak, tak, dobrze czytasz czytelniku – Kancelaria Prezydenta nie wyda 13 mln złotych na odznaczenia, ale o 13 mln złotych zwiększyła wydatki na ten cel! (a choćby na nagrody dla urzędników prezydenckich poszło wówczas 73 mln złotych…). A kogo honorował medalami Jego Radosna Mość Komorowski? Wybitności pokroju Adama Michnika, który w Australii wychwalał Polskę i jej mieszkańców rzucając słowa: „Polacy to stado tępych baranów”. Z dumą i radością prezydent otwierał także wystawę poświęconą Czesławowi Miłoszowi, który przecież słynie ze swoich wypowiedzi: „dla Polski nie ma miejsca na ziemi”, „Nigdy nie byłem Litwinem, chociaż bardzo bym chciał”, czy „Polska mnie przeraża” (zresztą żołnierzy AK nazywał bandytami, a największych polskich poetów anachronicznymi nacjonalistami). A to wszystko w ramach Nowoczesnego patriotyzmu promowanego przez Jego Radosną Mość Komorowskiego.

Prezydentura Bronisława Komorowskiego to radosny czas. Myśliwy z Obornik Śląskich uśmiecha się do stada łosi (narodu polskiego), czy raczej do stada baranów (mówiąc mową Michnika), bo cieszy się, że swym szczerzeniem ząbków upolował ich serca. A za sercami idą i głosy w wyborach. Szkoda tylko, że za prezydenturą Komorowskiego nie idzie szczera chęć niesienia pomocy i zmian w kraju, który tak bardzo tego potrzebuje. Kraju, który wręcz „w bulu” oczekuje radykalnych i trudnych zmian oraz reform, a nie tylko dziecięcych uśmiechów…

…a póki co serwowane nam są tylko te ostatnie. Zresztą, kiedy mowa jest o tym, iż „Para Prezydencka spotkała się z najmłodszymi oraz ich rodzicami na dziedzińcu pałacu, który zamienił się w wielki plac zabaw” (str. 87) to jakoś nie zdziwiłbym się, gdybym zobaczył Bronisława K. z łopatką i grabkami, zacieszającego się w prezydenckiej piaskownicy. W końcu sam tego dokonał, nie moja w tym wina, że urząd jaki piastuje nie ma już w sobie powagi, a jedynie tę naiwną, dziecięcą radość…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Polacy, Polityka, Polska

 

Polskie damy w każdym calu

15 kwi

Jeśli komuś się wydaje, że czasy II RP, kiedy to po ulicach polskich miast chadzały prawdziwe damy, pod rękę prowadzane przez gustownych dżentelmenów, to powiem…

…że owszem, czasy się zmieniły, wiele rzeczy przeminęło, ale Polki to wciąż damy, choć nie te same co dawniej, jednak z całą pewnością damy na miarę swoich czasów.

Co mam na myśli? Już spieszę z wyjaśnieniami…

Z jednej strony chodzi mi o odzienie. Polki są kobietami eleganckimi, stylowymi i gustownymi. W moim odczuciu przodują w tej kwestii zarówno pod względem kultury zachodu, gdzie kobiety są bądź to nazbyt plastykowe, bądź dla odmiany zaniedbane, jak i pod względem standardów wschodnich, takich jak np. w Rosji, gdzie tamtejsze niewiasty zbyt często nie mają umiaru w przesycie, są zbyt gorliwe w tworzeniu „stylówy” swego odzienia (jeśli mogę to tak nazwać) i makijażu, który jest zdecydowanie przesycony. Polki potrafią wyłapać ten zbalansowany sposób ubioru (pomiędzy skrajnymi modami wschodu a zachodu), który sprawia, że są eleganckie i seksowne, nie ma w ich szatach przesadyzmu, a jest z pewnością gust.

Zresztą to nie jedyny przykład na to, że Polki to damy w każdym calu. Na zachodzie popularne jest to, iż elegancko ubrane panie biorą ze sobą do pracy buty na zmianę. Bo niewygodnie jej chodzić cały dzień w szpilkach. Tymczasem Polki trzymają fason cały dzień – raczej nie zdarza mi się widywać elegancko ubranej damy, która po biurze zasuwa w adidasach. Co innego na zachodzie… Nie twierdzę, że w ogóle Polki nie korzystają z tzw. „obuwia zmiennego”, ale nie czynią to raczej kobiety, które mają do czynienia z klientami/kontrahentami, które przed ludźmi chcą wyglądać dobrze. I bardzo dobrze! To mi się podoba!

(tak nawiasem mówiąc tylko raz mi się zdarzyło widzieć w Polsce osobę mającą dużą styczność z ludźmi, która elegancję połączyła ze stylem sportowym – mianowicie był to jeden z profesorów Uniwersytetu Wrocławskiego, któremu zdarzało się chadzać w pełnym garniturze oraz… tzw. adidasach)

Jeszcze jedno spostrzeżenie związane z wyglądem… Być może panowie denerwują się jak ich wybranki nazbyt długo przesiadują przed lustrem, ale ja tutaj zamierzam pochwalić Polki. Oczywiście kilka godzin dziennie przeznaczonych na nakładanie makijażu to przesada. Ale też zupełnym zaniedbaniem jest, kiedy kobieta siedząc w domu potrzebuje na chwilę wyskoczyć do sklepu – kupić ziemniaki, kapustę, chleb, parę skarpet i czapkę, wychodzi ubrana ot, tak sobie – np. w dresy, do tego w ogóle nie przygotowana jeśli chodzi o samą estetykę twarzy: włosy rozcapierzone, jakby wyszła dopiero z lotniczej wirówki, oczy kleją się od śpiochów, gdzieś na policzku resztki wczorajszego makijażu… Takie rzeczy zdarza się widywać szczególnie na zachodzie.

Tymczasem Polka? Jeśli Polka potrzebuje skoczyć do warzywniaka pod domem to i tak zadba o to, aby delikatny makijaż (bo tylko taki lubię – bez zbędnej przesady!) zdobił jej twarz, aby była dobrze ubrana – nie mówię, że od razu suknia wieczorowa, ale chociaż czyste, schludne jeansy, a nie poplamione, przepocone dresy (bo i tak bywa na zachodzie!).

Dlatego uważam, że Polki to istne damy na miarę swoich czasów. Damy w pełnej krasie. I to mi się podoba!!!

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Polacy

 

Polak wybiera…

05 kwi

Polak to wyborca świadomy. Świadomy tego, że źle wybiera, ale i tak wybiera tak jak wybiera, bo wybiera dobrze. Znaczy się źle, ale dobrze…

Zagmatwane?

Polak głosuje na daną partię nie dlatego, że pasuje mu jej całościowy program polityczny, nawet wręcz przeciwnie, z resztą programu czy działaniami partii wcale by się nie zgodził… Jest tylko ten jeden mały wyrywek, który sprawia, że głosuje na daną partię, bo akurat ta jedna mała rzecz jakoś mu przypadła do gustu. Czasem zagłosuje na daną partię, bo w swoich szeregach ma clowna – dawniej był nim Andrzej Lepper (zagłosuję dla żartu, pomyślało milion Polaków – i tak oto słynny rolnik blokujący drogi dostał się na salony). Dziś nie wystarcza być po prostu rolnikiem, który wysypał zboże na tory, dziś trzeba być czymś więcej, a najlepiej mieć w partii więcej… Więcej clownów. W końcu przecież przy takich osobistościach, jak pan/pani Anna Grodzka, homo Robert Biedroń, czy antyklerykalny eksksiądz Roman Kotliński. I nie chodzi o to, że jestem za otwieraniem obozów pracy dla trans, homo czy antyklerykałów. Nie jestem wierzący, daleko mi też do jakichś radykalnych kroków w kwestii mniejszości seksualnych – niech w swoich domach robią co chcą, ich sprawa. Chodzi o to, że Ci ludzie nie mają nic do powiedzenia, nie przedstawili żadnego racjonalnego planu działania państwa, sami nie wiedzą czym państwo powinno się zajmować, a jeśli już podejmują jakieś działania to niespecjalnie państwu potrzebne. To po prostu marionetki, to clowni, którzy mieli zwrócić uwagę na Ruch Palikota. Tylko, że tak jak Samoobrona wypaliła się przed laty, tak teraz wypala się Palikot i jego ludzie…

Oczywiście na tym nie koniec głupich wyborów Polaków. Znam ich więcej i czasem sposób myślenia wyborców znad Wisły mnie przeraża. A oto niektóre z nich (wzięte z życia – z rozmów z tymi osobami):

Zawodowy żołnierz (za kilka lat, ten trzydziestoparolatek będzie na emeryturze) – nie popieram PO, nie podoba mi się to co robią, jestem im przeciwny, ale póki zachowują status quo w kwestii emerytur dla mundurowych, głosuję razem z całą rodziną na nich.
(Kryzys kryzysem, ale własne przywileje najważniejsze! Tylko czemu jak politycy ciągną na swoje to psioczy, a jak żołnierz ciągnie na swoje to cacy?)

Emerytowany górnik (emerytura rzędu 3,5 tysięcy zł) – może i PO wprowadziła wiele zmian przeciwko ludziom, ale w przeciwieństwie do Kaczyńskiego zrobiła rewaloryzację emerytur, więc wybieram Tuska i Komorowskiego.
(Co z tego, że system emerytalny się sypie, ważne, żeby emerytura wynosiła nie 3,5 a 3,6 tys. zł!)

Dyrektor handlowy firmy produkcyjnej – k***a, nikt nie zrobił nic dla gospodarki, Platforma też nie, ale Tusk przynajmniej nie robi tyle hałasu co Kaczyńscy, więc na pewno nie zagłosuję na PiS.
(Niech się państwo i gospodarka sypie, byleby cicho…)

Młody elektryk – na pewno nie na liberałów z PO, liberalizm niszczy gospodarkę, liczy się tylko SLD.
(Niech mnie piorun strzeli jeśli kiedykolwiek prawdziwi liberałowie – jak Hayek czy Friedman – podwyższyliby podatki jak zrobiła to PO!)

Były Sekretarz PZPR – żadnych Kaczorów albo Tusków, wystrzelałbym ich!
(Retoryka godna komunisty)

Pracowniczka Biura Obsługi Klienta – Właściciel mojej firmy zarabia pięć razy tyle co ja! To jakiś absurd! Powinni to zmienić, a chyba tylko SLD ma jaja.
(A może trzeba też mieć jaja, żeby samemu założyć firmę i zarabiać pięć razy tyle co pracownicy?)

Technik telekomunikacji – Kaczor! On jedyny bronił kościoła, a te kanalie z PO chcą zlikwidować Fundusz Kościelny. Poza tym obniżył podatki.
(Tylko jak trzepanie państwowej kiesy ma się do życia w chrześcijańskiej skromności i ubóstwie?)

Spawacz – polityka mnie nie interesuje. A głosować głosuję różnie, ostatnio na Palikota, ale w sumie nie wiem dlaczego.
(Ja też nie wiem dlaczego)

Sprzedawca w warzywniaku – życie przez PO zdrożało, podatki wzrosły, większa biurokracja… może wybiorę SLD?
(Dobra myśl – jak ciąży nam lewicowa myśl ekonomiczna to pogrążajmy się jeszcze bardziej, brnąc jeszcze dalej na lewo…)

Kierownik magazynu – wujek działa w PSL, załatwił posady dla całej rodziny, więc wiadomo na kogo zagłosuję.
(Czym się różni nepotyzm na szczeblu władz centralnych od nepotyzmu w regionie? Dla mnie niczym…)

Sprzątaczka – za komuny tyle nie śmiecili co teraz. Ledwo człowiek posprząta, a już narzucane papierków. Kiedyś tego nie było [...] chciałabym, żeby wrócił Gierek.
(Kiedyś nie śmiecili bo nie było czym śmiecić, skoro sklepy były puste, a ludzie nic nie mieli…)

Kierowca dźwigu – Na SLD, bo za komuny było dobrze. Robota zawsze była, a teraz to nawet piwka nie można w pracy wypić, bo zaraz prawo jazdy zabiorą i z pracy wyrzucą.
(Mnie to przeraża…)

Kontroler biletów (kanar) – PiS przesadza z tą korupcją, teraz to strach wziąć na lewo trzy dyszki od pasażera na gapę, bo ch*j go wie, czy to nie jakiś agent. Może Palikot? Mądrze gada.
(Kanar trzy dyszki na lewo, policjant trzy stówki, polityk trzy miliony… każdy robi to samo, tylko że wedle możliwości różnią się sumy)

I tak z roku na rok, z kadencji na kadencję, z wyborów na wybory – nie zmienia się nic. Bo skoro społeczeństwo kradnie, oszukuje i kręci to kogo wybiorą, jeśli nie oszustów i krętaczy? Zmieniają się twarze na stanowiskach reprezentacyjnych, ale to tylko zmiany kosmetyczne, bo od końca PRL-u ciągle Ci sami ludzie w Sejmie i na najwyższych stanowiskach państwowych. Nie zmienia się nic. I nic zmian nie zapowiada.

Bo jak może się coś zmienić, kiedy wyborca narzeka na złodzieja-polityka, w trakcie brania łapówki od niedoszłego gapowicza w autobusie? Jak może się coś zmienić, kiedy wyborca narzeka na oszusta-polityka w trakcie ściągania zadań z matury od zdolniejszej koleżanki?

Polak wybiera dobrze, bo sobie robi dobrze.

Polak wybiera źle, bo cóż z tego, że szkodzi całej gospodarce, ważne że sam na tym skorzysta.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Polacy, Polityka

 

Syndrom przemądrzałego Polaczka

13 mar

Polacy to naród dumny – a dumny jest w każdym calu swego jestestwa. Nie tylko na płaszczyźnie historii – jakże przecież pięknej, bogatej, ale i zarazem tragicznej. Polacy to naród dumny do tego stopnia, że momentami wręcz pyszałkowaty.

Będąc ostatnio na zakupach w jednym z większych marketów skorzystałem z kasy samoobsługowej, głównie z racji, że ustawiona przed nią kolejka szła szybciej niż pozostałe. Zresztą, często korzystam z kas samoobsługowych, jest to dla mnie wygodne i szybkie rozwiązanie. Tym razem miałem jednak przy sobie bony zniżkowe, z których chciałem skorzystać, dlatego też zaraz po skasowaniu wszystkich produktów, nie widząc na ekranie przycisku „WYKORZYSTAJ BONY” lub czegoś podobnego, zawołałem panią z obsługi, by udzieliła mi pomocy.

- Musi pan najpierw skończyć kasowanie produktów.

Rzuciłem szybko okiem na moją kasę, czy przypadkiem nie zostawiłem nieskasowanego produktu. Wszystko było w porządku.

- Skończyłem już – potwierdziłem na głos.

- Nie, nie skończył pan – odpowiedziała niemal natychmiast, z wyraźnym poczuciem wyższości intelektualnej w jej dźwięcznym i stanowczym głosie, a błysk w jej oku sugerował, że jestem jakimś imbecylem.

- Już skoń…

- Nie skończył pan! – poczułem się jak strofowany uczniak, a ona była nie tylko uparta, ale i wręcz niemiła. Z jej tonu głosu, pełnego buty, spomiędzy wierszy słów, którymi mnie raczyła, przebijała jej osobista opinia na mój temat: „co za idiota!”.

Oczywiście pani chodziło o to, by na ekranie dotykowym kliknąć button „Koniec”. Nie mogła jednak tego spokojnie powiedzieć, wytłumaczyć, musiała pokazać, gdzie jest moje miejsce, jak głupi i tępy jestem… (a wcześniej nie kliknąłem „Koniec”, obawiając się, że wówczas już nie będzie możliwości skorzystania z bonów – zresztą, po to ona tam jest, aby klientowi wytłumaczyć co i jak)

Czy w ten sposób odreagowywała to, że pracuje jako zwykła pomoc w markecie za marne 1.400 zł, może 1.600 zł miesięcznie? Ja wiem, że każdy ma swoje ambicje, ale to nie moja wina, że nie jest ona kierowniczką czy dyrektorką całego marketu i nie zarabia tych 8.000 zł, na które bezsprzecznie jej wybitny umysł zasługuje. A już na pewno klient jest ostatnią osobą, którą można „poniżać”, nawet w tak drobny sposób, by poczuć się kimś lepszym.

Niestety nie mogę powiedzieć, by był to odosobniony przypadek tzw. „syndromu przemądrzałego Polaczka”, jakiego byłem ofiarą, czy świadkiem:

- starsza pani wsiada do autobusu kursu międzymiastowego z pytaniem czy kierowca mógłby otworzyć dla niej luk bagażowy. „Przecież jest otwarty” – odpowiedział nieuprzejmy kierowca. „Próbowałam otworzyć, ale jest chyba zamknięty, bo nie mogłam…”. „Otwierać pani nie umie?” – wzburzony kierowca omal się nie opluł w nerwach. Wysiadł jednak z autobusu, chwycił klamkę luku bagażowego i… zdziwił się. Jeszcze chwilę się siłował, aż wreszcie poszedł po kluczyk od zamka.

- rozmawiam raz z pewną znajomą, która właśnie wróciła z wakacji w Egipcie. Zapytałem: „jak pogoda?” będąc ciekawym czy dało się wytrzymać w obecnym tam upale, czy raczej przygrzewało, że nawet w cieniu nie szło wysiedzieć. Popatrzyła na mnie jak na idiotę, dumnie uniosła głowę, jakby nie chciała patrzeć na gorszego od siebie i przemądrzałym tonem odpowiedziała: „Cały czas lało, wiesz?”. Pokiwała głową, jakby chciała powiedzieć „co za debil” i poszła dalej, zupełnie mnie ignorując.

- innym razem stoję przy kasie marketu i czekam na swoją kolej. Pani przede mną kupowała zabawkę, jednak zrezygnowała z jej zakupu, gdyż cena, jaką wybiło na kasie nie zgadzała się z prezentowaną na dziale. Wezwana została pracownica działu, która od razu z miała pretensje do klientki: „dupę mi pani zawraca”. Klientka była w lekkim szoku, zresztą ja też, bo co to za tekst do osoby, na której zarabia się pieniądze? „Nie moja wina, że macie nieporządek na dziale” – broniła się klientka. „Co mi tu pani gada? Trzeba patrzeć co się bierze!” – miałem wrażenie, że pracownica wpada w skrajną furię, aż ciężko to opisać za pomocą kilku słów… „Ta zabawka była wrzucona do jednego kosza z innymi zabawkami po przecenie!” – klientka nie wytrzymała i również podniosła głos. Nie dziwię się. „Ludzie, ślepi jesteście i głupi, czy co? Przecież to widać, że ta zabawka jest inna, niż pozostałe”. „Wszystkie były inne. Nie będę biegała po całym dziale i sprawdzała, czy ta zabawka na pewno jest po przecenie, bo macie burdel!”. „Sama masz w domu burdel… Przyszła taka lafirynda i będzie mi mówić, że mam nieporządek na dziale, sama lepiej wiem co mam, jak jesteś ślepa to nie przychodź na zakupy”. Ręce opadają.

Pewnie znalazłoby się więcej takich historii. Ale moja pamięć jest ulotna, jak inteligencja niektórych ludzi.

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Polacy

 

Mentalność Polaka-niewolnika

22 lut

Przez 125 lat podległości pod austriackich, pruskich i rosyjskich zaborców Polak nauczył się, że musi przed kimś ugiąć kark, pochylić głowę, uklęknąć… W żyłach Polaka płynie krew skażona genami niewolnictwa. To widać. Doskonale widać.

I obrazu tego nie zmienia fakt, że Polacy buntowali się w kolejnych powstaniach przeciwko zaborcom, czy przeciwko Imperium, które położyło na ich ojczyźnie łapę – mam na myśli ZSRR w czasach PRL-u. Po prostu tak to już jest, że niewolnik od czasu do czasu musi ponarzekać na swoją dolę, podnieść rękę na pana… a później pozwolić na powrót do status quo. No, może nie do końca status quo, ale de facto niewiele zmienia się w położeniu polskiego niewolnika. Tak jest nieustannie od wielu lat.

Demokratyczne wybory mają być jedynie landrynką, która posłodzi życie polskiego niewolnika, wszak i tak ma on niewielki wpływ na to, co dzieje się „u góry”. Wciąż ci sami Panowie, wciąż te same Damy u szczytu władzy, jeśli coś się zmienia, to są to zmiany kosmetyczne, mające łudzić niewolników, że kraj idzie do przodu, że kraj się zmienia, że społeczeństwo ma coś do gadania.

Tymczasem w III Rzeczpospolitej Polskiej, w kraju feudalnym – w nowoczesnym tego słowa znaczeniu, wciąż panuje bezwzględny system wasalny. U samej góry jest świta królewska, zwana rządem, współdzieląca władzę z sejmikiem, z panami posłami i paniami posłankami. Ich decyzje, rzadko przemyślane, czasem będące jedynie magnackim kaprysem, są niezaprzeczalnie panującym prawem obowiązującym wszystkich na samym dole społecznej drabiny. Ich słowo to rozkaz dla społeczeństwa. Dla niewolników.

Nieco niżej stoją usłużni urzędnicy, pochylający karku pod stojącymi nad nimi, odbijający sobie tę niewygodę na tych, którzy stoją niżej. A niżej są przedsiębiorcy, płacący haracze dla urzędniczego raju – ZUS-u oraz innych instytucyj gnębiących lud. Skoro przedsiębiorca jest gnębiony przez nierozsądne, kapryśne decyzje urzędników, skoro przedsiębiorca okradany jest przez państwo, płacąc mu złodziejskie stawki, to i ten gorzko rozżalony, musi swą niedolę na kimś odbić. Czyni to na pracowniku, na ostatnim, najniższym szczeblu systemu wasalnego. A robi to, jak na pańszczyznę przystało: wymagając wiele, dając mało.

A ci najniżej dostają landrynkę na pocieszenie – wybory. Nieco jej posmakują, prawie się nią udławią, ale długo będą wspominać, że mają „jakiś wpływ na władzę”. Czyli żaden. Bo raz na cztery lata pójdą do urn po landrynkę, a skład Sejmu pozostanie w znacznej większości taki sam. Czyli w kraju nic się nie zmieni, wciąż będzie system feudalny, utrzymane zostaną stosunki wasalne…

…raz na ćwierć- lub pół- wiecze Polak podniesie rękę na pana, pokrzyczy, pomacha szabelką, a później uspokojony wspaniałymi obietnicami dostanie landrynkę, która uśpi jego czujność i pozwoli utrzymać status quo na kolejne pół wieku.

Polak źle się czuje z batem nad głową. Ale jeszcze gorzej bez tego bata.

Tak przynajmniej to wygląda z perspektywy obcokrajowca.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Polacy

 

„Drobne” manipulacje dziennikarzy

06 lut

O tym, moi mili Państwo, jak bardzo manipulować ludźmi mogą media, łatwo przekonujemy się poprzez przyjrzenie się drobnym manipulacjom „szarych dziennikarzy” (takie odniesienie do zwykłych, „szarych ludzi”). Wystarczy rzucić okiem na kilka, niby niewiele znaczących, faktów.

PRZYPADEK 1
Na portalu RMF24.pl w dniu 5 grudnia pojawia się wywiad Konrada Piaseckiego z posłem na Sejm Johnem Godsonem. Fragment wspomnianej rozmowy prezentuje się tak:


Nie zaczyna być panu ciasno i duszno w Platformie?

Nie, nie.

Może jest tak, że Platforma stała się za mała dla liberałów i konserwatystów?

Zawsze różnorodność była tą wartością, którą bardzo ceniłem w Platformie. Wydaje mi się, że różnorodność jest jej siłą, ale to zależy, w jaki sposób jest zarządzana.

A teraz jest dobrze zarządzana?

Myślę, że mieliśmy ostatnio kilka takich potknięć, jeśli chodzi o sprawy światopoglądowe i w mojej ocenie nie jest dobrze zarządzana.

Tuż obok możemy znaleźć specjalnie wyróżniony (lepiej widoczny, łatwiej rzucający się w oczy czytelnika) wycięty fragment w/w rozmowy, który brzmi dokładnie tak: „W mojej ocenie PO nie jest dobrze zarządzana”.

Wydawać by się mogło, że różnica jest niewielka, lecz to tylko mylne złudzenie. Bo cytat sugeruje, że Godson krytykuje całościowe zarządzanie partią, w każdym jej aspekcie, tak jakby krytykował działalność wszystkich organów kierowniczych – tymczasem faktycznie krytykuje on jedynie fragment owej działalności – ów fragment odpowiedzialny za kwestie różnorodności i światopoglądu. Moim zdaniem istnieje olbrzymia różnica pomiędzy krytykowaniem całości, a krytykowaniem jedynie pewnego wycinka, pewnego ułamka. Tym bardziej, że partia polityczna, to nie tylko kwestie różnorodności (tu akurat chodziło o związki partnerskie i homoseksualistów), ale i o problematykę gospodarki, ekonomii, polityki zagranicznej, bezpieczeństwa narodowego… Choć w sumie fakt faktem PO tak w tych kwestiach operuje tak źle, że wręcz tragicznie. Ale Godson nic takiego nie powiedział.

PRZYPADEK 2
Teraz czas na przypadek 2 – ten pochodzi z Onetu. Wielki, na połowę głównej strony portalu banner, krzyczący wręcz o wstydzie i hańbie dla Polski, jaki wywołuje ogromna liczba polskich przestępców w UK. Następnego dnia pojawia się jedynie niewielki nagłówek, ale wciąż krzykliwy i prowadzący do tego samego tekstu: „Najbardziej poszukiwani kryminaliści. Rekord Polaków”. Wchodzę pod link, a tam zdjęcia: kobiety, która sprzedawała za granicą narkotyki; chłopaka, który wziął udział w bójce; dwóch mężczyzn, którzy dokonali kradzieży z pobiciem; mężczyzny, który zaatakował inną osobę nożem; mężczyzny odpowiedzialnego za 6 aktów przemocy z obrażeniami głowy u ofiar; mężczyzny poszukiwanego za napad i włamanie; mężczyzny poszukiwanego za oszustwo, włamania, handel marihuaną, produkcję amfetaminy i nielegalne posiadanie broni.

Nie popieram w żaden sposób tych wszystkich występków, ale bądźmy szczerzy, czy zasłużyły one na taką sławę i rozgłos? Na taki nagłówek? Na coś równie krzykliwego? Ja się po takim bannerze spodziewałem morderców, gwałcicieli, totalnych zwyrodnialców i cholera go wie, czego jeszcze. A tu pospolite przestępstwa, niczym nie wyróżniające się na tle pozostałych… I, co ważne, spora ilość tych przestępstw na terenie UK nie wynika z wyjątkowej, wrodzonej brutalności Polaków i ich zamiłowania do łamania prawa, co raczej ze zwykłej statystyki – j. polski to drugi język używany w UK, w końcu przecież Polaków jest tam niemal 600 tys. Nic więc dziwnego, że w statystykach kryminalnych Polacy widnieją (ilościowo w skali globalnej, a nie w przeliczeniu np. na 1.000 imigrantów danej narodowości) dość wysoko. Nigdzie nie mówi się o szczególnie brutalnym charakterze przestępstw popełnianych przez tę grupę narodowościową.

Czyżby było to zamiłowanie Onetu do krzykliwych haseł, nierzadko obrażających Polaków? Nie mogę się teraz doczekać, kiedy na tym portalu pojawi się nagłówek w stylu: „Wstyd i hańba! Polacy są narodowością najczęściej popełniającą przestępstwa na terenie Polski!”.

Zresztą, Onet lubi mocne hasła. Jednego dnia straszy krachem polskiej gospodarki, by drugiego dnia pisać o mega-inwestycji, która da pracę dla 1.000 Polaków, trzeciego dnia znowu czarne wizje, w stylu inwestorów tłumnie uciekających znad Wisły, a czwartego wychwalanie sukcesów polskiej gospodarki, która właśnie przyciągnęła uwagę wielu ogromnych firm… Takie wahadełko. Raz tragicznie, raz niebiańsko dobrze.

Wydawać by się mogło, że takie drobne manipulowanie, czy odpowiednie koloryzowanie faktów, bądź sztuczne wahadło nastrojów w krzykliwych nagłówkach (zamiast realnej, chłodnej oceny sytuacji) są nieszkodliwe. Ich celem jest wywołanie u czytelnika szoku, przyciągnięcie jego uwagi i skuszenie do sprzężenia zwrotnego, jakim jest komentarz. Nieważne czy komentarz pozytywny, czy negatywny – liczy się ilość, która ma być później argumentem przetargowym, dla potencjalnych reklamodawców, którym udowadnia się w ten sposób duży ruch na stronie.

Czy takie zachowanie „szarych dziennikarzy” jest negatywne? Pojedyncze „przypadki” takich działań mogą wydawać się nieszkodliwe. Jednak, jeśli do takich manipulacji dochodzi dziennie po setki, czy tysiące razy, człowiek ma mętlik w głowie, otrzymuje różne (podkoloryzowane) informacje, które nie zawsze weryfikuje, a które kształtują jego błędne postrzeganie świata… Krótko mówiąc, z mózgu robi się szara papka.

A później ta „szara papka”, czy jak zwą ją inni „ciemna masa”, idzie do urn wyborczych i wybiera w ciemno… bo przy tak zafałszowanej wizji świata ciężko uznać, by kierowali się zimnokrwistą oceną sytuacji. Ciężko powiedzieć, żeby w ogóle wybierali. Oni najzwyczajniej w świecie „strzelają na oślep”. I co się później dziwić, że polska polityka tak wygląda?

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Media, Polacy, Polityka

 

Ania i Krysia kontra Gospodarka

31 sty

Zabawne są problemy polskiego parlamentu – gospodarka dołuje, bezrobocie rośnie, kolejne firmy ogłaszają upadłość, co chwila głośno robi się o parabankowych następcach Amber Gold, szpitale nie mają pieniędzy na leczenie, drogi dziurawe jak ser szwajcarski, młodzi nie mają gdzie mieszkać, przyrost naturalny na niebezpiecznie niskim poziomie

a Sejm zajmuje się ustawą na temat związków partnerskich.

Fakt faktem sprawa ta powinna być załatwiona już dawno, bo kwestie „rodziny”, czyli podstawowej komórki społecznej, bez której naród i państwo nie mogą istnieć, to sprawa najwyższej wagi. Jednak teraz, w tak ciężkich czasach, premier i jego pracownicy powinni raczej myśleć nad tym co zrobić, by gospodarka ruszyła do przodu, by Polakom żyło się lepiej.
(choć odpowiedź na to jest prosta – zmniejszyć podatki!)

Choć z drugiej strony, dając społeczeństwu tematy zastępcze pod postacią pani bokser Anny Grodzkiej i starej panny Krystyny Pawłowicz, czy wywołując dyskusje nad słusznością (lub nie) zalegalizowania związków partnerskich, społeczeństwo nie myśli o problemach, a więc jest szczęśliwe (lub w mniejszym stopniu nieszczęśliwe), czyli żyje się mu lepiej.

Nawet ja – człowiek sceptycznie podchodzący do homoseksualistów i transseksualistów – uważam, że ludzie tacy powinni mieć prawo do „swojej drogi do szczęścia”. Nikomu przecież nie szkodzą (o ile nie robią zupełnie niepotrzebnych Parad Równości), a to co robią w swoim własnym domu, czy w swoim własnym łóżku – to ich prywatna sprawa. Nie możemy komuś narzucać swoich poglądów na kwestie intymne. Zresztą nie tylko o to chodzi. Związki partnerskie ułatwią życie takim ludziom pod kątem brania kredytów, czy prowadzenia wspólnego gospodarstwa domowego. Dlaczego mielibyśmy ich skazywać na niemożność wzięcia kredytu hipotecznego? Przecież m.in. poprzez budownictwo (które w Polsce leży na łopatkach i kwiczy) kraj i jego gospodarska się rozwija.

W konflikcie Grodzka kontra Pawłowicz nie opowiem się po żadnej stronie. A to z tego powodu, że wypowiedź Pawłowicz na temat „bezproduktywnych dla narodu” (jak określiła homoseksualistów) odnosi się również do niej samej, bo w końcu jest bezdzietną panną, a na dodatek jako posłanka żyje na garnuszku państwa. Jednak analizując biografię i dorobek polityczny, społeczny, a także wiedzę, doświadczenie etc. to właśnie Pawłowicz bardziej nadaje się do parlamentu niż Grodzka. „Zasługi” tej ostatniej raczej nazwałbym iluzorycznymi, kompetencje – wątpliwymi. W moim odczuciu dostała się do Sejmu nie z racji swoich poglądów, czy programu politycznego, a z racji spełnienia roli pewnego rodzaju clowna – w końcu Polacy lubią najpierw „dla jaj” (choć Grodzka już ich nie ma) wybrać clowna, a później ponarzekać, że kto wybrał kogoś/coś takiego (podobnie przecież było z wyborem Leppera, czy „Koko Koko Euro Spoko”). Oczywiście moje poglądy mogą zostać zweryfikowane w następnych wyborach, ale obstawiam, że Grodzka na kolejną kadencję posłanką nie zostanie.

Owszem, Grodzka ma twarz boksera. Ale nie to jest teraz najważniejsze, bo to nie Grodzka boksuje i nokautuje gospodarkę Polski. Tę ostatnią niszczą wysokie podatki, ogromna biurokracja, kiepsko skonstruowane prawo. I tym się teraz zajmijmy, zanim z kraju wyjedzie kolejny milion, dwa czy trzy miliony młodych ludzi, szukających lepszego życia w Wielkiej Brytanii, Niemczech, czy Francji…

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Gospodarka, Polacy

 

Polacy truchleją!

23 sty

Poznając historię Polski – czy to brawurowych pogromów dokonanych na przeważającym liczebnie rycerstwem wroga, czy to epizodów dotyczących zwycięskich walk majestatycznej husarii, czy to zrywów narodowościowych pod zaborami, czy też oporu podczas II wojny światowej i 50 lat komunistycznej okupacji… można dojść do jednego wniosku. Polacy to naród niezwykle waleczny.

Byli narodem niezwykle walecznym.

Być może moje obserwacje i wynikające z nich wnioski są niewłaściwe, być może natrafiam na nieodpowiednich ludzi, a być może… po prostu Polacy są coraz mniej skorzy do walki. Coraz częściej zdarza mi się słyszeć od ludzi młodych, że w razie wybuchu wojny nie walczyliby o wolność swojej ojczyzny. Może uważają, że i tak niepodległość została sprzedana dla UE? A może po prostu truchleją…?

Coraz częściej zdarza mi się słyszeć, szczególnie od młodych Polaków, że gdyby ich ojczyznę najechał wróg, spakowaliby się i czym prędzej wyjechali za granicę. Najlepiej do ciepłych krajów, gdzieś gdzie można odpocząć od tego wszystkiego, od tego dosłownego zgiełku (i rumoru). Gdzieś, gdzie można wystawić swoje ciało na ciepłe promienie słońca, zamiast nadstawiać dumnie piersi, w obronie tego co się kocha, w obronie tego, co kształtowało mentalność, osobowość, temperament…

Może to wynik tego, że widząc, iż od 20 lat po zerwaniu kajdanów komuny, ciągle nic się nie zmienia – kraj ten nie zasługuje na poświęcenie własnych obywateli?

Może to efekt trendów i mody, która napłynęła z zachodu i pogrąża narody w autodestrukcji, oddając pole do popisu mniejszościom narodowym (przypomnijcie sobie gorące zamieszki w Paryżu czy Londynie)?

Może to następstwo bogacenia się (powolnego, bo powolnego, ale jednak) Polaków, a co za tym idzie przyzwyczajania się do luksusów?

Tak czy inaczej przeraża mnie, kiedy słyszę od młodego Polaka, że w razie wybuchu wojny z zachodnim sąsiadem… przeszedłby na stronę Wehrmachtu. Bo nie chce być po stronie przegranych…

…czy to strach przed porażką? Przecież prawdziwymi zwycięzcami są ci, którzy się nie boją i stawiają czoła wszelkim trudom!

Czy Ci waleczni Polacy, czy pogromcy Turków spod Wiednia, czy to wielowiekowe silne i stateczne przedmurze chrześcijaństwa, czy ów największy i najlepiej zorganizowany w wojnie partyzanckiej naród, czy ten bezwzględny młot na Żelazną Kurtynę…

…czy Polacy truchleją?

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Polacy