RSS
 

Archiwum - Maj, 2014

Korwin-Mikke vs Popiełuszko

29 maj

Janusz Korwin-Mikke powiedział, że zabójstwo ks. Popiełuszki było wypadkiem przy pracy PRL-wskiej władzy. I od razu media podniosły krzyk!

Jakie media? Te same media, które o księżach piszą najgorzej jak się tylko da, te same media, które podkreślają problem pedofilii w kościele i krytykują patriarchalizm całej tej instytucji. Te same media, które mieszają kościół z błotem.

Te same media, które oprawców komunistycznych wybielają, te same media, które wychwalają politykę grubej kreski, te same media, dla których Jaruzelski był bohaterem, Gierek rozwijał Polskę, a Lenin był wspaniałym ideowcem.

Nie jestem osobą wierzącą, ale irytuje mnie takie podejście do dziennikarstwa, gdzie:

- polityk lewicowy mówi o tym, że zorganizuje happening, w którym będzie topił księdza w Wiśle (Grzegorz Gruchalski z SLD, kandydat na europosła), co ewidentnie nawiązuje i wręcz uświęca zabójstwo ks. Popiełuszki (który to został utopiony w Wiśle…) – media mainstreamowe niespecjalnie na ten temat mówią;

- polityk prawicowy mówi o tym, że zabójstwo ks. Popiełuszki było raczej „wypadkiem przy pracy” niż „mocno zorganizowaną akcją”, czyli nie zmienia faktu, że to było zabójstwo, a raczej mówi o przesłankach politycznych, które w przeciągu lat zostały mocno zmitologizowane – media mainstreamowe (antykościelne) oburzają się, jak to tak można mówić o zabójstwie tego wspaniałego księdza!

 

Nie jestem wierzący. Ale jeśli ktoś ma choć odrobinę funkcjonującego mózgu to doskonale rozumie o co chodzi panu Januszowi Korwin-Mikke. Biorąc pod uwagę jego krytykę dla rządów demokratycznych i zdając sobie sprawę z ówczesnej siły władzy socjalistycznej doskonale wie, że zabicie lub nie ks. Popiełuszki nie miało jakiegoś ogromnego wpływu na sytuację polityczną w Polsce, bo to czy ks. Popiełuszko by żył, czy też nie – „Solidarność” wcale wcześniej by nie zwalczyła systemu. Ponadto ks. Popiełuszko był kapelanem „Solidarności”, czyli organizacji o charakterze lewicowym (tak, postulaty „Solidarności” są lewicowe, socjaldemokratyczne), a więc ciężko, aby sympatyzował z nimi zupełny przeciwnik socjalizmu, totalny miłośnik liberalizmu gospodarczego!

Ludzie, myślcie!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Polityka

 

Dziennikarski horror

21 maj

Wchodzę na Facebooka i rzucam okiem na to, co się tam dzieje. Jak zwykle nic ciekawego… Moją uwagę zwraca jedynie fakt, że znajoma udostępnia na swojej tablicy artykuł GW pt. „Komórkowo-pociągowy horror” autorstwa Katarzyny Kolendy-Zaleskiej. Tytuł może niespecjalnie imponujący, ale jakoś mnie zainteresował, głównie chyba na zasadzie „o co tam może chodzić…?”.

Przeczytałem. I się przeraziłem. Że „poważna” dziennikarka zajmuje się takimi pierdołami. TOTALNYMI PIERDOŁAMI. A co gorsza, z tych pierdół skleciła wręcz postulat wyborczy!  Mianowicie szanowna pani dziennikarka nawołuje naszych ustawodawców „o wprowadzenie zakazu rozmów przez komórki w przedziałach„. Czy nie uważacie, że to arcyważny problem, jakże niesamowicie uciążliwy dla naszego społeczeństwa?

Pani Katarzynie strasznie przeszkadza to, że ktoś chce zadzwonić do przyjaciela i podzielić się swoimi problemami (bolące biodro). Pani Katarzynie strasznie przeszkadza to, że ktoś się martwi o swoją córkę, bo gdzieś zaginęła. Pani Katarzynie przeszkadza to, że ludzie ze sobą rozmawiają, bo przecież ona wymarzyła sobie, że wsiądzie do pociągu i w milczeniu przejedzie całą trasą. Tylko pani Katarzyna zapomniała, że ktoś może wymarzył sobie, aby nie nudzić się w pociągu i podtrzymać przyjacielskie relacje z innymi ludźmi?

Owszem, nieskrępowane mówienie na głos w miejscach publicznych o swoich osobistych sprawach jest żenujące, ale mówienie o bolącym biodrze już żenujące w mojej ocenie nie jest. Owszem, też wolę poczytać książkę w pociągu, niż przysłuchiwać się rozmowom innych ludzi. Ale na tym polega wolność i tolerancja, że NIE ZABRANIAM komuś rozmowy przez telefon, mimo że chcę w spokoju w miejscu publicznym poczytać książkę. Jeśli chcę skupić się na książce, kupuję sobie stopery do uszu. Ale może pani Katarzyny nie stać na stopery, stać ją za to na głupie postulaty wyborcze.

Proponuję ogólnonarodową zrzutę na komplet stoperów dla pani Katarzyny, coby następnym razem podczas podróży nie musiała się irytować na to, że ktoś ma przyjaciela i z owym przyjacielem chce porozmawiać.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Media, Polacy, Polska

 

EuroCyrk i jego małpy

20 maj

W ostatnich miesiącach rzeczywistość polityczna serwuje nam istny EuroCyrk na kółkach, albo Latający EuroCyrk Kołchozu LGBT. Ale wbrew pozorom nie jest śmiesznie, jest wręcz tragicznie. Bardzo tragicznie.

Putin już dawno temu zapowiedział, że wszelkie pro-zachodnie ruchy Ukrainy zakończą się aneksją Krymu (a może i nie tylko Krymu). EuroMajdan był pro-zachodni, a że Putin jest człowiekiem konsekwentnym to zaanektował Krym, grając całemu światu zachodniemu na nosie. Niemcy z Angelą Merkel nie kiwnęły palcem, bo się boją. A teraz bać się mogą jeszcze bardziej, bo Rosja ugadała się z Chinami w sprawie handlu gazem, a więc gdyby „przypadkiem” zabrakło w Europie kontrahenta na rosyjskie surowce, to zawsze pozostają klienci z Państwa Środka. Tak prawdę powiedziawszy – kto bardziej będzie płakał w przypadku przerw dostawy gazu – Europa, która uzależniła się od surowców rosyjskich, czy Rosja, która i tak swój gaz sprzeda? Kto szybciej odnajdzie się w nowej sytuacji?

Owszem, gaz Europie może sprzedać również USA, ale transport przez ocean swoje kosztuje, więc nie będzie to tanie rozwiązanie. Ale UE ma na to pieniądze. Swoich podatników.

Czyja jest więc wina, że Europa ma związane ręce i nie może Putinowi zbytnio podskoczyć? W odpowiedzi na to pytanie napiszę tylko tyle, że PONOĆ Unia Europejska powstała po to, aby być silnym i niezależnym podmiotem na arenie międzynarodowej. A tymczasem…

Do tego zbliżają się EuroWybory. Kolejny cyrk na kółkach. Partia rządząca i główna partia opozycyjna przekrzykują się nawzajem, jakich to cudów nie dokonają, będąc w Parlamencie Europejskim (bądźmy szczerzy, nasi posłowie, bez odpowiednio dużej koalicji z innymi europejskimi partiami mogą g*** zdziałać). A tymczasem media straszą ludzi rosnącą popularnością EuroSceptyków (w Polsce są to m.in. ludzie z Kongresu Nowej Prawicy). Nawet pan premier zapowiedział, że będzie zwalczał EuroSceptyków. Bo EuroSceptycy to zagrożenie…

…a może odpowiedź na nastroje społeczne w Europie? Nieprawdą jest to, o czym mówił prezydent Komorowski, że 89% Polaków jest zadowolonych z członkostwa w UE. Gdyby spojrzeć na dane Eurostatu, nie tylko w Polsce, ale generalnie w całej Unii Europejskiej panuje odwrót od EuroEntuzjazmu. Coraz więcej Polaków, Węgrów, Francuzów, Brytyjczyków, Hiszpanów itd. jest tym molochem politycznym zmęczonych. UE nie rozwiązuje ich problemów, tak jak by sobie tego ludzie życzyli. Albo inaczej: UE nie rozwiązuje w ogóle problemów, tworzy wręcz nowe!

I tak oto EuroCyrk nabiera rozmachu. Kandydaci na EuroPosłów obrzucają się pięknymi, fantazyjnymi hasłami wyborczymi. To już nawet nie kiełbasa wyborcza, no chyba że z jednorożca, bo ich pomysły to istne fantazje, które nigdy się nie ziszczą (choćby dlatego, że nie kiwną palcami dla ich ziszczenia). A u boku EuroCyrku i całej tej fantazyjności Władimir Putin jak najbardziej realnie anektuje Krym, grając EuroMajdanowi i EuroKołchozowi na nosie. Nikt nic nie powie, bo Putin doskonale zaplanował to sobie wiele lat temu. Putin jest silny. Putin jest groźny. A małpy zżerają EuroCyrk od środka debatując nad krzywizną banana…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Europa, Polityka, Polska