RSS
 

Archiwum - Kwiecień, 2013

Polskie damy w każdym calu

15 kwi

Jeśli komuś się wydaje, że czasy II RP, kiedy to po ulicach polskich miast chadzały prawdziwe damy, pod rękę prowadzane przez gustownych dżentelmenów, to powiem…

…że owszem, czasy się zmieniły, wiele rzeczy przeminęło, ale Polki to wciąż damy, choć nie te same co dawniej, jednak z całą pewnością damy na miarę swoich czasów.

Co mam na myśli? Już spieszę z wyjaśnieniami…

Z jednej strony chodzi mi o odzienie. Polki są kobietami eleganckimi, stylowymi i gustownymi. W moim odczuciu przodują w tej kwestii zarówno pod względem kultury zachodu, gdzie kobiety są bądź to nazbyt plastykowe, bądź dla odmiany zaniedbane, jak i pod względem standardów wschodnich, takich jak np. w Rosji, gdzie tamtejsze niewiasty zbyt często nie mają umiaru w przesycie, są zbyt gorliwe w tworzeniu „stylówy” swego odzienia (jeśli mogę to tak nazwać) i makijażu, który jest zdecydowanie przesycony. Polki potrafią wyłapać ten zbalansowany sposób ubioru (pomiędzy skrajnymi modami wschodu a zachodu), który sprawia, że są eleganckie i seksowne, nie ma w ich szatach przesadyzmu, a jest z pewnością gust.

Zresztą to nie jedyny przykład na to, że Polki to damy w każdym calu. Na zachodzie popularne jest to, iż elegancko ubrane panie biorą ze sobą do pracy buty na zmianę. Bo niewygodnie jej chodzić cały dzień w szpilkach. Tymczasem Polki trzymają fason cały dzień – raczej nie zdarza mi się widywać elegancko ubranej damy, która po biurze zasuwa w adidasach. Co innego na zachodzie… Nie twierdzę, że w ogóle Polki nie korzystają z tzw. „obuwia zmiennego”, ale nie czynią to raczej kobiety, które mają do czynienia z klientami/kontrahentami, które przed ludźmi chcą wyglądać dobrze. I bardzo dobrze! To mi się podoba!

(tak nawiasem mówiąc tylko raz mi się zdarzyło widzieć w Polsce osobę mającą dużą styczność z ludźmi, która elegancję połączyła ze stylem sportowym – mianowicie był to jeden z profesorów Uniwersytetu Wrocławskiego, któremu zdarzało się chadzać w pełnym garniturze oraz… tzw. adidasach)

Jeszcze jedno spostrzeżenie związane z wyglądem… Być może panowie denerwują się jak ich wybranki nazbyt długo przesiadują przed lustrem, ale ja tutaj zamierzam pochwalić Polki. Oczywiście kilka godzin dziennie przeznaczonych na nakładanie makijażu to przesada. Ale też zupełnym zaniedbaniem jest, kiedy kobieta siedząc w domu potrzebuje na chwilę wyskoczyć do sklepu – kupić ziemniaki, kapustę, chleb, parę skarpet i czapkę, wychodzi ubrana ot, tak sobie – np. w dresy, do tego w ogóle nie przygotowana jeśli chodzi o samą estetykę twarzy: włosy rozcapierzone, jakby wyszła dopiero z lotniczej wirówki, oczy kleją się od śpiochów, gdzieś na policzku resztki wczorajszego makijażu… Takie rzeczy zdarza się widywać szczególnie na zachodzie.

Tymczasem Polka? Jeśli Polka potrzebuje skoczyć do warzywniaka pod domem to i tak zadba o to, aby delikatny makijaż (bo tylko taki lubię – bez zbędnej przesady!) zdobił jej twarz, aby była dobrze ubrana – nie mówię, że od razu suknia wieczorowa, ale chociaż czyste, schludne jeansy, a nie poplamione, przepocone dresy (bo i tak bywa na zachodzie!).

Dlatego uważam, że Polki to istne damy na miarę swoich czasów. Damy w pełnej krasie. I to mi się podoba!!!

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Polacy

 

Polacy w walce o… socjalizm

11 kwi

Przed laty Polacy, mimo życia za Żelazną Kurtyną, a może właśnie poprzez stosunek do niej, byli symbolem walki z reżimem komunistycznym, z reżimem Polski socjalistycznej, z ZSRR, byli żywym symbolem walki o wolny świat.

Dziś, według sondażu z grudnia 2012 roku, Polacy są największymi entuzjastami socjalistycznej Unii Europejskiej – aż 81% mieszkańców nad Wisłą popiera euro-reżim!

Dawniej Polacy walczyli z komunistami i socjalistami pokroju Gomółki, Bieruta, czy Jaruzelskiego. Dziś dają się rządzić (i wydają się z tego powodu szczęśliwi), takim ludziom jak…

No właśnie, jakim ludziom? Powiedzmy to na przykładzie Komisji Europejskiej, jednej z najważniejszych instytuacji UE.

Przypomnijmy wpierw kilku poprzedników obecnego przewodniczącego KE, Jose Manuela Baroso. Pierwszym z nich był niejaki Walter Hallstein, twórca tzw. doktryny Hallsteina, która nie uznawała zastałych po II wojnie granic państw komunistycznych, w tym granic PRL-u. Tym samym nie uznawał powrotu Dolnego Śląska, czy zachodniego Pomorza do macierzy. Uważał te ziemie za czysto niemieckie.

Innym ciekawym przewodniczącym Komisji Europejskiej był Sicco Mansholt sprawujący tę funkcję w latach 1972 – 1973. Życiorys tego człowieka jest jednoznaczny – wychowywał się wszak on w rodzinie o tradycjach socjalistycznych (ojciec był delegatem Socjaldemokratycznej Partii Robotniczej, natomiast dziadek był zwolennikiem m.in. Ferdinanda Domela Nieuwenhuis`a, który szeroko głosił koncepcje anarchokomunizmu). Zresztą Sicco Mansholt był sekretarzem lokalnym Sociaal Democratische Arbeiders Partij, a później z ramienia Partii Pracy był holenderskim Ministrem Rolnictwa, Rybołówstwa oraz Dystrybucji Żywności. Uznaje się także, że był on pod silnym wpływem tzw. Klubu Rzymskiego, który zwiastował wyczerpanie się wszystkich istotnych zasobów naturalnych w roku 1995. Jak widzimy, niemal 20 lat później świat ma się dobrze w tym względzie, choć socjalistyczni politycy nadal używają podobnych haseł jako straszaków i haseł wyborczych.

W latach 1977 – 1981 Komisji Europejskiej przewodniczył Roy Jenkins, czyli członek brytyjskiej Partii Pracy, zresztą był także założycielem Partii Socjaldemokratycznej. Można więc powiedzieć, że świetnie wpisywał się w koncepcje socjalistycznej UE.

Jacques Delors, który przez 10 lat, bo od 1985 roku począwszy, był przewodniczącym KE, już od roku 1974 był aktywnym członkiem francuskiej Partii Socjalistycznej. O tym, że chętnie zajmował (i zajmuje) się on propagowaniem socjalistycznej wiary, świadczy fakt, iż jego córka – Martine Aubry, jest od 2008 roku pierwszym sekretarzem Partii Socjalistycznej. Tak właśnie wychowywana jest dziś europejska młodzież.

W 1995 roku urząd przewodniczącego KE przejął Luksemburczyk Jacques Santer, członek Europejskiej Partii Ludowej, głoszącej niezbyt wolnorynkowe hasła. Zresztą o uczciwości tego człowieka świadczy fakt, iż Santer musiał ustąpić ze sprawowanego stanowiska (w 1999 roku) po pełnych korupcji, oszustw i nepotyzmu skandali, związanych z socjalistyczną expremier Francji, a ówczesną panią komisarz – Edith Cresson.

Miejsce Santera zajęła kolejna „wybitność”, czyli Romano Prodi, uznawany za lewe skrzydło Chrześcijańskiej Demokracji. Człowiek ten znany jest m.in. z tego, iż wskazał miejsce zamordowania w 1978 roku przez Czerwone Brygady innego polityka chadecji – Aldo Moro. Co ciekawe, Prodi twierdził, że źródłem jego wiedzy na temat lokalizacji zwłok były… seanse spirytystyczne. Faktycznie jednak podejrzewany był o współpracę z KGB, co zresztą zeznać miał sam Litwinienko.

I tak oto docieramy do sprawującego dziś funkcję przewodniczącego Komisji Europejskiej Jose Manuela Durao Baroso. Pewnie mało który z polskich euroentuzjastów wie, że człowiek ten w czasach studenckich był członkiem maoistowskiego Rewolucyjnego Ruchu Portugalskiego Proletariatu. W 1980 roku wstąpił do Partii Socjaldemokratycznej, by w 1999 roku zostać jej przewodniczącym. Nigdy jednak nie wyparł się swoich dawnych poglądów, mówiąc m.in.: „Nie wstydzę się tego, co robiłem, gdy byłem 18-latkiem na wydziale prawa w Lizbonie w tych rewolucyjnych czasach.” Oczywiście dzisiaj czasy są mniej rewolucyjne, bo ci rewolucjoniści stoją u szczytu europejskiej władzy i bez zawieruchy mogą wprowadzać w życie swoje komunistyczne pomysły.

Na tym nie koniec. Wszak wspomnę jeszcze o kilku ciekawych personach, które Baroso ma pod sobą, jako ich przewodniczący. Mam na myśli lewicowych komisarzy zasiadających w tej instytucji działającej na wzór dawnych partii komunistycznych. A oto nasze (czerwone) gwiazdy:

Catherine Ashton – członkini brytyjskiej socjalistycznej Partii Pracy. Pracując w Kampanii na rzecz Rozbrojenia Nuklearnego (CND) reprezentowała organizację m.in. na zjazdach brytyjskiej Partii Komunistycznej. Współpracowała także z periodykiem „Marxism Today”, holenderskimi aktywistami komunistycznymi (z grupy „Stop the neutron bomb”) oraz z Francuską Partią Komunistyczną. Wydaje się więc, że sympatie pani Ashton są wyraźnie widoczne, a jej wysoki status w strukturach UE daje tylko szansę nie tylko na szerzenie wiary komunistycznej, ale i wprowadzanie tego typu (głupich) pomysłów w życie.

Joaquin Almunia – w latach `70 pracował dla hiszpańskich związków zawodowych, w 1979 roku otrzymał mandat parlamentarny z ramienia Hiszpańskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej.

Siim Kallas – Estończyk o bardzo „bogatym” życiorysie. Najpierw pracował dla Ministerstwa Finansów Estońskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej (gdzie zapewne został przeszkolony z „zalet” gospodarki centralnie planowanej…), następnie był dyrektorem Centralnej Rady Kas Oszczędnościowych w Estonii, a w 1989 roku wybrany został do Rady Najwyższej ZSRR. W latach 1989 – 1991 przewodniczył Zrzeszeniu Związków Zawodowych. Warto też pamiętać, że od 1972 do 1990 roku był nieprzerwanie członkiem Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego. Skoro padło ZSRR, pewnie dziś próbuje reaktywować ją pod postacią UE.

Andris Piebalgs – Łotysz znany z wprowadzenia zakazu sprzedaży popularnych żarówek na terenie UE. Nic dziwnego, że ma takie pomysły, skoro był też członkiem Komunistycznej Partii Łotwy, by później podjąć pracę w Ministerstwie Oświaty Ludowej Łotewskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. Trudno jednak powiedzieć, by należał do specjalnie oświeconych.

Maria Damanaki – grecka parlamentarzystka, początkowo związana z Partią Komunistyczną, następnie ze skrajnie lewicową partią Synaspismós. Czyli niespecjalnie zmieniła poglądy…

Stefan Fule – czeski działacz Partii Komunistycznej (w latach 1982 – 1989) szukający swojego miejsca w socjalistycznych strukturach UE.

Laszlo Andor – związany z socjalistyczną Fundacją Jozsefa Attilli, zasiadał w jej władzach w latach 2002 – 2007. Zresztą był też doradcą „ekonomicznym” socjalistycznego premiera Węgier – Ferenca Gyurcsánego.

O takie europejskie „mądre głowy” walczyli dawniej Polacy z polskimi „mądrymi głowami” zarządzającymi gospodarką? W takim razie po co walczyli z socjalistami i komunistami? Żeby z radością oddać władzę socjalistom i komunistom…

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Gospodarka, Polityka

 

Polak wybiera…

05 kwi

Polak to wyborca świadomy. Świadomy tego, że źle wybiera, ale i tak wybiera tak jak wybiera, bo wybiera dobrze. Znaczy się źle, ale dobrze…

Zagmatwane?

Polak głosuje na daną partię nie dlatego, że pasuje mu jej całościowy program polityczny, nawet wręcz przeciwnie, z resztą programu czy działaniami partii wcale by się nie zgodził… Jest tylko ten jeden mały wyrywek, który sprawia, że głosuje na daną partię, bo akurat ta jedna mała rzecz jakoś mu przypadła do gustu. Czasem zagłosuje na daną partię, bo w swoich szeregach ma clowna – dawniej był nim Andrzej Lepper (zagłosuję dla żartu, pomyślało milion Polaków – i tak oto słynny rolnik blokujący drogi dostał się na salony). Dziś nie wystarcza być po prostu rolnikiem, który wysypał zboże na tory, dziś trzeba być czymś więcej, a najlepiej mieć w partii więcej… Więcej clownów. W końcu przecież przy takich osobistościach, jak pan/pani Anna Grodzka, homo Robert Biedroń, czy antyklerykalny eksksiądz Roman Kotliński. I nie chodzi o to, że jestem za otwieraniem obozów pracy dla trans, homo czy antyklerykałów. Nie jestem wierzący, daleko mi też do jakichś radykalnych kroków w kwestii mniejszości seksualnych – niech w swoich domach robią co chcą, ich sprawa. Chodzi o to, że Ci ludzie nie mają nic do powiedzenia, nie przedstawili żadnego racjonalnego planu działania państwa, sami nie wiedzą czym państwo powinno się zajmować, a jeśli już podejmują jakieś działania to niespecjalnie państwu potrzebne. To po prostu marionetki, to clowni, którzy mieli zwrócić uwagę na Ruch Palikota. Tylko, że tak jak Samoobrona wypaliła się przed laty, tak teraz wypala się Palikot i jego ludzie…

Oczywiście na tym nie koniec głupich wyborów Polaków. Znam ich więcej i czasem sposób myślenia wyborców znad Wisły mnie przeraża. A oto niektóre z nich (wzięte z życia – z rozmów z tymi osobami):

Zawodowy żołnierz (za kilka lat, ten trzydziestoparolatek będzie na emeryturze) – nie popieram PO, nie podoba mi się to co robią, jestem im przeciwny, ale póki zachowują status quo w kwestii emerytur dla mundurowych, głosuję razem z całą rodziną na nich.
(Kryzys kryzysem, ale własne przywileje najważniejsze! Tylko czemu jak politycy ciągną na swoje to psioczy, a jak żołnierz ciągnie na swoje to cacy?)

Emerytowany górnik (emerytura rzędu 3,5 tysięcy zł) – może i PO wprowadziła wiele zmian przeciwko ludziom, ale w przeciwieństwie do Kaczyńskiego zrobiła rewaloryzację emerytur, więc wybieram Tuska i Komorowskiego.
(Co z tego, że system emerytalny się sypie, ważne, żeby emerytura wynosiła nie 3,5 a 3,6 tys. zł!)

Dyrektor handlowy firmy produkcyjnej – k***a, nikt nie zrobił nic dla gospodarki, Platforma też nie, ale Tusk przynajmniej nie robi tyle hałasu co Kaczyńscy, więc na pewno nie zagłosuję na PiS.
(Niech się państwo i gospodarka sypie, byleby cicho…)

Młody elektryk – na pewno nie na liberałów z PO, liberalizm niszczy gospodarkę, liczy się tylko SLD.
(Niech mnie piorun strzeli jeśli kiedykolwiek prawdziwi liberałowie – jak Hayek czy Friedman – podwyższyliby podatki jak zrobiła to PO!)

Były Sekretarz PZPR – żadnych Kaczorów albo Tusków, wystrzelałbym ich!
(Retoryka godna komunisty)

Pracowniczka Biura Obsługi Klienta – Właściciel mojej firmy zarabia pięć razy tyle co ja! To jakiś absurd! Powinni to zmienić, a chyba tylko SLD ma jaja.
(A może trzeba też mieć jaja, żeby samemu założyć firmę i zarabiać pięć razy tyle co pracownicy?)

Technik telekomunikacji – Kaczor! On jedyny bronił kościoła, a te kanalie z PO chcą zlikwidować Fundusz Kościelny. Poza tym obniżył podatki.
(Tylko jak trzepanie państwowej kiesy ma się do życia w chrześcijańskiej skromności i ubóstwie?)

Spawacz – polityka mnie nie interesuje. A głosować głosuję różnie, ostatnio na Palikota, ale w sumie nie wiem dlaczego.
(Ja też nie wiem dlaczego)

Sprzedawca w warzywniaku – życie przez PO zdrożało, podatki wzrosły, większa biurokracja… może wybiorę SLD?
(Dobra myśl – jak ciąży nam lewicowa myśl ekonomiczna to pogrążajmy się jeszcze bardziej, brnąc jeszcze dalej na lewo…)

Kierownik magazynu – wujek działa w PSL, załatwił posady dla całej rodziny, więc wiadomo na kogo zagłosuję.
(Czym się różni nepotyzm na szczeblu władz centralnych od nepotyzmu w regionie? Dla mnie niczym…)

Sprzątaczka – za komuny tyle nie śmiecili co teraz. Ledwo człowiek posprząta, a już narzucane papierków. Kiedyś tego nie było [...] chciałabym, żeby wrócił Gierek.
(Kiedyś nie śmiecili bo nie było czym śmiecić, skoro sklepy były puste, a ludzie nic nie mieli…)

Kierowca dźwigu – Na SLD, bo za komuny było dobrze. Robota zawsze była, a teraz to nawet piwka nie można w pracy wypić, bo zaraz prawo jazdy zabiorą i z pracy wyrzucą.
(Mnie to przeraża…)

Kontroler biletów (kanar) – PiS przesadza z tą korupcją, teraz to strach wziąć na lewo trzy dyszki od pasażera na gapę, bo ch*j go wie, czy to nie jakiś agent. Może Palikot? Mądrze gada.
(Kanar trzy dyszki na lewo, policjant trzy stówki, polityk trzy miliony… każdy robi to samo, tylko że wedle możliwości różnią się sumy)

I tak z roku na rok, z kadencji na kadencję, z wyborów na wybory – nie zmienia się nic. Bo skoro społeczeństwo kradnie, oszukuje i kręci to kogo wybiorą, jeśli nie oszustów i krętaczy? Zmieniają się twarze na stanowiskach reprezentacyjnych, ale to tylko zmiany kosmetyczne, bo od końca PRL-u ciągle Ci sami ludzie w Sejmie i na najwyższych stanowiskach państwowych. Nie zmienia się nic. I nic zmian nie zapowiada.

Bo jak może się coś zmienić, kiedy wyborca narzeka na złodzieja-polityka, w trakcie brania łapówki od niedoszłego gapowicza w autobusie? Jak może się coś zmienić, kiedy wyborca narzeka na oszusta-polityka w trakcie ściągania zadań z matury od zdolniejszej koleżanki?

Polak wybiera dobrze, bo sobie robi dobrze.

Polak wybiera źle, bo cóż z tego, że szkodzi całej gospodarce, ważne że sam na tym skorzysta.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Polacy, Polityka