RSS
 

Archiwum - Styczeń, 2013

Ania i Krysia kontra Gospodarka

31 sty

Zabawne są problemy polskiego parlamentu – gospodarka dołuje, bezrobocie rośnie, kolejne firmy ogłaszają upadłość, co chwila głośno robi się o parabankowych następcach Amber Gold, szpitale nie mają pieniędzy na leczenie, drogi dziurawe jak ser szwajcarski, młodzi nie mają gdzie mieszkać, przyrost naturalny na niebezpiecznie niskim poziomie

a Sejm zajmuje się ustawą na temat związków partnerskich.

Fakt faktem sprawa ta powinna być załatwiona już dawno, bo kwestie „rodziny”, czyli podstawowej komórki społecznej, bez której naród i państwo nie mogą istnieć, to sprawa najwyższej wagi. Jednak teraz, w tak ciężkich czasach, premier i jego pracownicy powinni raczej myśleć nad tym co zrobić, by gospodarka ruszyła do przodu, by Polakom żyło się lepiej.
(choć odpowiedź na to jest prosta – zmniejszyć podatki!)

Choć z drugiej strony, dając społeczeństwu tematy zastępcze pod postacią pani bokser Anny Grodzkiej i starej panny Krystyny Pawłowicz, czy wywołując dyskusje nad słusznością (lub nie) zalegalizowania związków partnerskich, społeczeństwo nie myśli o problemach, a więc jest szczęśliwe (lub w mniejszym stopniu nieszczęśliwe), czyli żyje się mu lepiej.

Nawet ja – człowiek sceptycznie podchodzący do homoseksualistów i transseksualistów – uważam, że ludzie tacy powinni mieć prawo do „swojej drogi do szczęścia”. Nikomu przecież nie szkodzą (o ile nie robią zupełnie niepotrzebnych Parad Równości), a to co robią w swoim własnym domu, czy w swoim własnym łóżku – to ich prywatna sprawa. Nie możemy komuś narzucać swoich poglądów na kwestie intymne. Zresztą nie tylko o to chodzi. Związki partnerskie ułatwią życie takim ludziom pod kątem brania kredytów, czy prowadzenia wspólnego gospodarstwa domowego. Dlaczego mielibyśmy ich skazywać na niemożność wzięcia kredytu hipotecznego? Przecież m.in. poprzez budownictwo (które w Polsce leży na łopatkach i kwiczy) kraj i jego gospodarska się rozwija.

W konflikcie Grodzka kontra Pawłowicz nie opowiem się po żadnej stronie. A to z tego powodu, że wypowiedź Pawłowicz na temat „bezproduktywnych dla narodu” (jak określiła homoseksualistów) odnosi się również do niej samej, bo w końcu jest bezdzietną panną, a na dodatek jako posłanka żyje na garnuszku państwa. Jednak analizując biografię i dorobek polityczny, społeczny, a także wiedzę, doświadczenie etc. to właśnie Pawłowicz bardziej nadaje się do parlamentu niż Grodzka. „Zasługi” tej ostatniej raczej nazwałbym iluzorycznymi, kompetencje – wątpliwymi. W moim odczuciu dostała się do Sejmu nie z racji swoich poglądów, czy programu politycznego, a z racji spełnienia roli pewnego rodzaju clowna – w końcu Polacy lubią najpierw „dla jaj” (choć Grodzka już ich nie ma) wybrać clowna, a później ponarzekać, że kto wybrał kogoś/coś takiego (podobnie przecież było z wyborem Leppera, czy „Koko Koko Euro Spoko”). Oczywiście moje poglądy mogą zostać zweryfikowane w następnych wyborach, ale obstawiam, że Grodzka na kolejną kadencję posłanką nie zostanie.

Owszem, Grodzka ma twarz boksera. Ale nie to jest teraz najważniejsze, bo to nie Grodzka boksuje i nokautuje gospodarkę Polski. Tę ostatnią niszczą wysokie podatki, ogromna biurokracja, kiepsko skonstruowane prawo. I tym się teraz zajmijmy, zanim z kraju wyjedzie kolejny milion, dwa czy trzy miliony młodych ludzi, szukających lepszego życia w Wielkiej Brytanii, Niemczech, czy Francji…

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Gospodarka, Polacy

 

Polacy truchleją!

23 sty

Poznając historię Polski – czy to brawurowych pogromów dokonanych na przeważającym liczebnie rycerstwem wroga, czy to epizodów dotyczących zwycięskich walk majestatycznej husarii, czy to zrywów narodowościowych pod zaborami, czy też oporu podczas II wojny światowej i 50 lat komunistycznej okupacji… można dojść do jednego wniosku. Polacy to naród niezwykle waleczny.

Byli narodem niezwykle walecznym.

Być może moje obserwacje i wynikające z nich wnioski są niewłaściwe, być może natrafiam na nieodpowiednich ludzi, a być może… po prostu Polacy są coraz mniej skorzy do walki. Coraz częściej zdarza mi się słyszeć od ludzi młodych, że w razie wybuchu wojny nie walczyliby o wolność swojej ojczyzny. Może uważają, że i tak niepodległość została sprzedana dla UE? A może po prostu truchleją…?

Coraz częściej zdarza mi się słyszeć, szczególnie od młodych Polaków, że gdyby ich ojczyznę najechał wróg, spakowaliby się i czym prędzej wyjechali za granicę. Najlepiej do ciepłych krajów, gdzieś gdzie można odpocząć od tego wszystkiego, od tego dosłownego zgiełku (i rumoru). Gdzieś, gdzie można wystawić swoje ciało na ciepłe promienie słońca, zamiast nadstawiać dumnie piersi, w obronie tego co się kocha, w obronie tego, co kształtowało mentalność, osobowość, temperament…

Może to wynik tego, że widząc, iż od 20 lat po zerwaniu kajdanów komuny, ciągle nic się nie zmienia – kraj ten nie zasługuje na poświęcenie własnych obywateli?

Może to efekt trendów i mody, która napłynęła z zachodu i pogrąża narody w autodestrukcji, oddając pole do popisu mniejszościom narodowym (przypomnijcie sobie gorące zamieszki w Paryżu czy Londynie)?

Może to następstwo bogacenia się (powolnego, bo powolnego, ale jednak) Polaków, a co za tym idzie przyzwyczajania się do luksusów?

Tak czy inaczej przeraża mnie, kiedy słyszę od młodego Polaka, że w razie wybuchu wojny z zachodnim sąsiadem… przeszedłby na stronę Wehrmachtu. Bo nie chce być po stronie przegranych…

…czy to strach przed porażką? Przecież prawdziwymi zwycięzcami są ci, którzy się nie boją i stawiają czoła wszelkim trudom!

Czy Ci waleczni Polacy, czy pogromcy Turków spod Wiednia, czy to wielowiekowe silne i stateczne przedmurze chrześcijaństwa, czy ów największy i najlepiej zorganizowany w wojnie partyzanckiej naród, czy ten bezwzględny młot na Żelazną Kurtynę…

…czy Polacy truchleją?

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Polacy

 

Obcokrajowcom łatwiej

15 sty

Czytając ostatnio artykuł na temat amerykańskich żołnierzy mieszkających w Łodzi i poznających smaki oraz piękno Polski, zwróciłem uwagę na „życzliwość miejscowych”, o której wspominają jankesi. A konkretnie chodzi mi o pomoc, na jaką mogą liczyć goście zza oceanu. Mianowicie pytając o drogę mogą spotkać się z taką sytuacją, iż pytana osoba w ramach pomocy wysiądzie z Amerykaninem z tramwaju i zaprowadzi go na miejsce docelowe…

 

Tak, wydaje mi się, że pod tym względem obcokrajowcowi jest łatwiej w kraju położonym nad Wisłą. I z doświadczenia wiem, że to nie był odosobniony przypadek. Polacy są na tyle życzliwi i pomocni, że historie typu „to ja z panią/panem pojadę i pokażę” nie są rzadkością.

 

Ciekawe jest jednak to, że na taką życzliwość mogą liczyć przede wszystkim obcokrajowcy. Bo o ile Polak Polakowi wskaże drogę palcem i dobrym słowem, o tyle już ciężko, aby osobiście zaprowadził go do celu.

 

Ale może się mylę?

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Polacy

 

Zielona Wyspa tonie…

09 sty

Nowy rok warto rozpocząć z dobrym nastrojem, tak aby towarzyszył on nam przez kolejne 365 dni. Tylko jak tu być w dobrym nastroju, skoro już w pierwszych dniach stycznia atakowani jesteśmy w mediach kolejnymi „straszakami” roku 2013. Czyli tym, że „Zielona wyspa” Donalda Tuska tonie…

 

Powinniśmy więc zadać sobie pytanie – czy Polska aby na pewno była „Zieloną wyspą”? Spójrzmy na realia.

 

W 2009 roku Polska jako jedyna w Europie miała dodatni wskaźnik PKB. Niby wskazywałoby to, że kraj nad Wisłą się rozwijał, podczas gdy reszta Starego Kontynentu stała w miejscu, bądź „cofała się”. Tylko dlaczego w 2010 roku granice Rzeczpospolitej opuściło przynajmniej 120 tysięcy Polaków? Nie wyjechali na długoterminowe wycieczki, nie ruszyli w podróż wokół świata – choćby z tego względu, że nie było ich na to stać. Te 120 tysięcy Polaków wyruszyło za granicę w celach zarobkowych, osiedlić się, znaleźć pracę, założyć rodzinę – głównie w takich państwach jak: Niemcy, Wielka Brytania, Holandia, Francja, Belgia, ale i Włochy oraz Szwecja. Jeśli na Zielonej Wyspie żyje się tak dobrze, to dlaczego uciekają z niej wciąż kolejni ludzie, zasilając szeregi europejskiej emigracji, która wynosi niemal 1,7 mln osób (głównie Wielka Brytania – 560 tys., Niemcy – 455 tys., Irlandia – 125 tys., Holandia – 108 tys.).

 

Z tym, rzecz jasna, wiąże się narastający problem demograficzny. Bo jak państwo ma się rozwijać, kiedy statystycznie jest coraz starsze, żyje w nim coraz więcej emerytów, a coraz mniej osób w wieku produkcyjnym?

 

Jednak wskaźniki ludnościowe to jedno, a gospodarka to drugie (choć obydwa czynniki są ze sobą mocno powiązane). Jak wiemy „Zielona wyspa” była jedynym krajem w Europie w 2009 roku, której wskaźnik PKB był dodatni. O czym to jednak świadczy? O tym, że jesteśmy krajem nisko rozwiniętym. Bo podczas kryzysu tylko kraje biedne i zacofane, kiepsko powiązane z gospodarką światową „szły do przodu” bijąc rekordy wzrostu PKB. Jednak przecież wciąż lepiej żyło się w innych krajach, nie słychać było o Niemcach czy Brytyjczykach szturmujących polskie granice, by poprawić swój status życiowy… Ponadto w 2012 roku wskaźnik wzrostu gospodarczego dla Polski nie był już taki imponujący, bo spadł poniżej tego, co zaprezentowały dużo lepiej rozwinięte Stany Zjednoczone czy ogół krajów wysoko rozwiniętych (tylko UE stała bardzo nisko, co przy jej socjalistycznej polityce wcale nie dziwi…).

 

Co ciekawe – współczynnik nadmiernego wzrostu płac za lata 2009 – 2011 pokazuje, że… tylko Polska, Litwa i Malta, jako jedyne w Europie, osiągnęły ów wskaźnik na minusie. Z czego Polska na największym minusie, bo aż -3% (Litwa -1,8%, Malta -0,1%). Płace, według wspomnianego wskaźnika, najszybciej rosły w Bułgarii (33,4%) i Rumunii (27,5%), a z krajów wyżej rozwiniętych – w Wielkiej Brytanii było to 7,6%, we Francji 7%, w Hiszpanii 14,9%, we Włoszech 14,5%, czy w Niemczech 2,9%.

 

Nawet mówienie, że zmiana PKB w stosunku rok do roku między II kwartałem 2008 a 2009 roku był w Polsce dodatni (+1,1%), wcale wiele nam nie mówi. Wcale nie świadczy o sile gospodarki. Bo w tym samym okresie Grecka gospodarka zaliczyła spadek tylko o -0,2%, podczas gdy Niemiecka -5,9%, Szwecji -6,3% a Japonii -6,4%. A który z tych krajów zbankrutował? Oczywiście „najbliższa” nam Grecja…

 

Czy „Zielona wyspa” tonie? Ekonomiści i politycy straszą, że 2013 rok będzie rokiem bardzo ciężkim. Polska gospodarka będzie dołować. Jednak czy prawda nie jest taka, że ona tonie już od dawna, a „zielone” statystyki tylko wprowadzają polskie społeczeństwo w błąd?

 

ŹRÓDŁA:


http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,10431640,120_tysiecy_Polakow_ucieklo_z_zielonej_wyspy.html


http://www.gazetatrend.pl/artykuly/404-jak-zielona-wyspa-przetrwala-kryzys


http://2.bp.blogspot.com/-iEADZ5Xy3II/TzorGzjlz_I/AAAAAAAACFY/MKcVlcDXEHU/s1600/zielona+wyspa.jpg


http://waluty.com.pl/article.php?id=55542

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Gospodarka