RSS
 

Archiwum - Grudzień, 2012

Śmierć kultury

24 gru

Lubię poczytać sobie wybitności w dziedzinie polityki, historii czy socjologii. Polacy, wbrew temu co sami o sobie myślą, mają takich wybitności wiele – jedną z nich jest Zygmunt Baumann.

 

Ta wybitna postać w 2011 roku napisała, iż jeśli Europa w przeciągu nadchodzących 30 lat nie przyjmie 30 milionów nowych imigrantów, to jej cywilizacja stanie w obliczu upadku demograficznego. Trudno się z tym nie zgodzić patrząc na wskaźniki przyrostu naturalnego, na skaczący w górę średni wiek społeczeństw Starego Kontynentu, na obciążenia społeczne związane z odkładaniem pieniędzy na emerytów, których jest coraz więcej, przy kiepskiej koniunkturze na rynku pracy…

 

Pytanie jest jednak jeszcze jedno – i dotyczy ono w dużej mierze samej Polski, która w ostatnich latach znacznie się „postarzała”, a znakomita część jej ludności wyjechała za granicę. Mianowicie czy Polska powinna otworzyć się na szerokie rzesze imigrantów? Przecież wszyscy niejednokrotnie widzieliśmy, co się dzieje, jeśli w danym państwie mieszka zbyt duża liczba obcokrajowców – wystarczy wspomnieć wydarzenia z Francji z 2005 roku i z Londynu z 2011 roku, gdzie mniejszości narodowe jak hordy barbarzyńców paliły, grabiły i niszczyły wszystko na swojej drodze. Czy taki los nie czeka też Polski, jeśli zgodzi się na przyjęcie zbyt dużej liczby imigrantów?

 

Druga sprawa – dotycząca upadku kultury. Jeśli Polska chce bronić się przed upadkiem demograficznym sprowadzając obcokrajowców, to czy nie ściągnie na siebie klęskę upadku kulturowego? Bo w końcu coraz większą rolę w państwie będą odgrywały kultury obce, napływowe, a spadnie rola (i tak już bardzo słabej w Polsce) kultury lokalnej, rdzennej, rodzimej.

 

To trudne kwestie. Ciężkie do rozstrzygnięcia. Bo jak zachęcić Polaków do tego, by prokreowali i zakładali rodziny, by się rozmnażali, by poszerzali grono swojego narodu? Na pewno nie obecnie panującą teraz polityką, która gospodarkę dusi, tłamsi, nie pozwala jej rozwinąć skrzydeł.

 

Polsce trzeba wolności. Wolności gospodarczej! Nie półśrodków, jakie stosuje się teraz, ale w pełni wolnej gospodarki opisywanej przez klasyków liberalizmu. Tylko kto się za to wreszcie weźmie?

 

Na pewno nie Platforma Obywatelska i Donald Tusk, które szermując hasłami liberalizmu wprowadzają rozwiązania socjaldemokratyczne. Nie tędy droga, panie i panowie…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Gospodarka

 

Polish cuisine

18 gru

Z racji, że zbliżają się święta, a że Polacy podczas świąt lubią zjeść… napiszę nieco o polskiej kuchni. A mianowicie o tym, które z waszych narodowych potraw (nie tylko świątecznych) najbardziej przypadły mi do gustu. Troszkę by się tego znalazło. Dlatego troszkę mnie dziwi, że Wasza kuchnia nie jest taka popularna na całym świecie, może powinniście nad tym popracować?

 

Choć np. na słynnym Camden Town w Londynie mogłem skosztować smaków znad Wisły na polskojęzycznym stoisku „Kiełbasa from Poland”. Równie dobrze smakowało, jak pachniało i wyglądało.

 

Wśród tego co wywodzi się z „polish cuisine” najbardziej smakowało mi (i najchętniej poleciłbym kolegom i koleżankom zza granicy) znajdą się z całą pewnością:

 

- Pierogi (zarówno z serem, jak i z grzybami oraz owocami) – doskonała potrawa!

- Bigos (tak się składa, że akurat wczoraj go jadłem) – niebo w gębie!

- Zupa szczawiowa, grochówka i zupa ogórkowa oraz żurek – to chyba trzy spośród wielu polskich zup, które uwielbiam, lecz te w pamięci utkwiły mi najbardziej.

- racuchy z jabłkami i naleśniki z dżemem (oczywiście najlepiej z dżemami domowej roboty!)

- kompot – obowiązkowy latem na wsi.

- ogórki kiszone – najlepsza wersja ogórka na świecie!

- kutia – dobre połączenie maku i miodu, jak na mój gust nie musi być tylko na święta.

- smażonka (lub smażenina) – niby nieskomplikowana, ale jakże pyszna potrawa kojarzone ze świętami Wielkanocy.

- nalewki i miody pitne – doskonałe receptury tworzone przez Słowian od setek lat.

 

Pewnie nie wszystko wymieniłem, ale każdy z powyższych smaków zachwycił mnie i sprawił, że polska kuchnia na stałe zagości w moim menu. Oczywiście nie tylko ona, bo lubię różnorodność, lubię też kuchnię meksykańską, chińską, włoską… Jednak nie powinniście mieć pod tym względem żadnych kompleksów, macie naprawdę wiele wspaniałych pomysłów kulinarnych! Tylko je promujcie!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Kultura

 

Gdzie Polaków dwóch…

14 gru

…tam niekoniecznie trzy zdania. Zdanie może być jedno – wspólne. Ale i tak jeden drugiemu podstawi nogę.

 

To przykra prawda, ale zaobserwowana u mnie wśród wielu Polaków. Nie mówię o wszystkich, nie chcę generalizować, bo to byłoby fałszywe uogólnienie. Ale, jak zauważyłem, na tle innych narodowości Polacy wypadają źle – nie pobiegną oni tak łatwo pomóc swojemu pobratymcowi…

 

A spójrzmy Chociażby… o Albańczykach można powiedzieć wiele złego. Nie tylko to, że są zbrodniarzami, nie tylko to, że do dziś znaczna część członków tego narodu prowadzi terrorystyczną działalność na granicy z ościennymi państwami na Bałkanach, ale i to, że są istnymi monopolistami w handlu żywym towarem – kobietami. Spora część burdel-biznesu w Europie podlega Albańczykom. Potrafią być brutalni, bezwzględni, zresztą w pamięci utkwił mi fragment „Białej gorączki” Hugo-Badera, w której jedna z kobiet opowiada, do czego zdolni są ci ludzie…

 

Jednak Albańczyk za Albańczykiem pójdzie w ogień. Jeśli na ulicy Londynu jeden Albańczyk „dostanie w mordę”, wiadomym jest to, że trzech innych pomoże mu wziąć odwet.

 

Jeśli na placu Trafalgar murzyn okradnie białą z torebki, to pięciu innych, zupełnie mu obcych murzynów, pomoże mu uciec z tą torebką (wcale tego nie popieram – chodzi o poczucie wspólnoty!).

 

A Polacy? Polak sprowadzi Polaka do Londynu. Ale nie po to, aby pomóc załatwić mu robotę, jedynie po to, by go wyrolować i ograbić z pieniędzy. Prędzej podstawi mu nogę, żeby przypadkiem nie znalazł lepszej roboty i nie zarabiał od niego więcej. Albo po prostu – byleby tylko nie poprawił się jego status. Bo wywoła zazdrość…

 

Znam te historie:

 

Jeśli jeden Amerykanin ma 20 krów, a drugi 50 krów, to ten co ma mniej będzie się starał, żeby też mieć 50 krów albo i więcej!

Jeśli jeden Polak ma 2 krowy, a drugi ma ich 10, to ten co ma mniej zrobi wszystko, żeby ten drugi miał też tylko 2 krowy, a najlepiej żadnej!

 

To smutna i przykra prawda o Polakach.

 

Choć historia pokazuje, że potrafią się zjednoczyć… szczególnie jak ktoś ukręci nad ich głowami bata. Zabory, hitlerowcy, komuna…

 

 

Z drugiej jednak strony znam Polaków bardzo gościnnych, otwartych, skorych do pomocy. Chętnie wyciągających pomocną dłoń… Oferujących swój przysłowiowy „wdowi grosz”.

 

 

Mam jednak wrażenie, że większość z Was, marząc o „dobrobycie zachodu”, pożądliwie dąży za pieniądzem, wzajem się oszukując i wyzyskując. To zgubna droga. Nie chodzi o katolicką moralność (bo nie jestem katolikiem), chodzi o wyniszczanie poczucia wspólnoty, które przecież jest tak bardzo ważne, jeśli chcecie jako świadomy i silny naród przetrwać w nadchodzących, ciężkich dla świata czasach.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Polacy

 

Rocznica „13 grudnia”

13 gru
Dziś ważna data w historii Polski – 13 grudnia. Nawiązuje ona do wydarzeń z roku 1981, kiedy to gen.
Jaruzelski wprowadził na terenie Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej stan wojenny, w związku z narastającą
falą niezadowolenia w polskim społeczeństwie, w związku z rosnącą liczbą strajków i wzrostem
popularności opozycyjnej „Solidarności”.
Dziś będą w telewizji liczne debaty, czy raczej kłótnie – miał Jaruzelski słuszność, czy też nie,
wprowadzając przed 20 laty stan wojenny? Sam obwiniony broni się tym, że swoją decyzją ratował PRL
przed ostrą wojskową reakcją Moskwy.
Czy Sowieci ruszyliby do akcji? Sami twierdzą, że nie było takich planów. Ale przecież poprzednie
wydarzenia, jak chociażby w 1956 w Budapeszcie, w 1968 w Czechosłowacji, w 1979 w Afganistanie
jednoznacznie pokazywały, że Moskwa broni swoich interesów w zdecydowany sposób. Dlaczego nie mieliby
tego zrobić w 1981?
Drugą sprawą jest to, że Jaruzelski bronił systemu, który go wychował, który pokochał. Nie robił tego
pierwszy raz, w końcu przecież to 27 lipca 1968 roku z jego zarządzenia (Jaruzelski był wówczas
Ministrem Obrony Narodowej) powołano pod broń armię, która ruszyła na niespokojną Czechosłowację. Warto
zauważyć, że zaangażowanie Jaruzelskiego było tak duże, że 2. Armia Wojska Polskiego, która wkroczyła
do naszego południowego sąsiada była największą biorącą udział w tej akcji. Polacy nie mogą zapominać o
takich szczegółach.
Jaruzelski powinien więc stanąć przed sądem i odpowiedzieć. Nie tylko on i nie tylko za stan wojenny z
lat 1981 – 1983. Cały system komunistyczny (czy socjalistyczny), jaki rządził Polską przez
kilkadziesiąt lat był systemem naznaczonym zbrodniami przeciwko własnemu społeczeństwu, przeciwko
wolności, przeciwko rozwojowi gospodarczemu, przeciwko racjonalności. W związku z tym wszyscy
członkowie ówczesnej władzy powinni odpowiedzieć. Nie mówię od razu o krwawej rewolucji, jaka miała miejsce na Rumunii. Mówię o sensownej, mądrej i spokojnej lustracji, która pozwoliłaby prześledzić, kto odpowiadał za zbrodnicze decyzje i ich wykonywanie, a kto sprawował jedynie urzędnicze obowiązki i z przestępczą działalnością nie miał nic wspólnego.
Choć jednocześnie, jak słucham opowieści o tym, jak to Polacy okradali za PRL-u własne zakłady pracy, jak wynosili z nich różne mniej lub bardziej przydatne rzeczy, narzędzia, elementy… bo w końcu wszystko było społeczne… to trzeba by było prześwietlić ze 40 milionów Polaków.
Ale tak serio – czyszcząc politykę po obaleniu reżimu komunistycznego, prawdopodobnie ta polityka byłaby dzisiaj czystsza. Nie zaprowadzając natychmiastowo w tej sprawie porządku Polacy sami sobie zgotowali istny „burdel”. Dlatego polityka w kraju nad Wisłą jest tak bardzo brudna…

Dziś ważna data w historii Polski – 13 grudnia. Nawiązuje ona do wydarzeń z roku 1981, kiedy to gen.
Jaruzelski wprowadził na terenie Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej stan wojenny, w związku z narastającą
falą niezadowolenia w polskim społeczeństwie, w związku z rosnącą liczbą strajków i wzrostem
popularności opozycyjnej „Solidarności”.

Dziś będą w telewizji liczne debaty, czy raczej kłótnie – miał Jaruzelski słuszność, czy też nie,
wprowadzając przed 30 laty stan wojenny? Sam obwiniony broni się tym, że swoją decyzją ratował PRL
przed ostrą wojskową reakcją Moskwy.

Czy Sowieci ruszyliby do akcji? Sami twierdzą, że nie było takich planów. Ale przecież poprzednie
wydarzenia, jak chociażby w 1956 w Budapeszcie, w 1968 w Czechosłowacji, w 1979 w Afganistanie
jednoznacznie pokazywały, że Moskwa broni swoich interesów w zdecydowany sposób. Dlaczego nie mieliby tego zrobić w 1981?

Drugą sprawą jest to, że Jaruzelski bronił systemu, który go wychował, który pokochał. Nie robił tego
pierwszy raz, w końcu przecież 27 lipca 1968 roku z jego zarządzenia (Jaruzelski był wówczas
Ministrem Obrony Narodowej) powołano pod broń armię, która ruszyła na niespokojną Czechosłowację. Warto zauważyć, że zaangażowanie Jaruzelskiego było tak duże, że 2. Armia Wojska Polskiego, która wkroczyła do swego południowego sąsiada była największą biorącą udział w tej akcji. Polacy nie mogą zapominać o takich szczegółach.

Jaruzelski powinien więc stanąć przed sądem i odpowiedzieć. Nie tylko on i nie tylko za stan wojenny z lat 1981 – 1983. Cały system komunistyczny (czy socjalistyczny), jaki rządził Polską przez kilkadziesiąt lat był systemem naznaczonym zbrodniami przeciwko własnemu społeczeństwu, przeciwko
wolności, przeciwko rozwojowi gospodarczemu, przeciwko racjonalności. W związku z tym wszyscy
członkowie ówczesnej władzy powinni odpowiedzieć. Nie mówię od razu o krwawej rewolucji, jaka miała miejsce na Rumunii. Mówię o sensownej, mądrej i spokojnej lustracji, która pozwoliłaby prześledzić, kto odpowiadał za zbrodnicze decyzje i ich wykonywanie, a kto sprawował jedynie urzędnicze obowiązki i z przestępczą działalnością nie miał nic wspólnego.

Choć jednocześnie, jak słucham opowieści o tym, jak to Polacy okradali za PRL-u własne zakłady pracy, jak wynosili z nich różne mniej lub bardziej przydatne rzeczy, narzędzia, elementy… bo w końcu wszystko było społeczne… to trzeba by było prześwietlić ze 40 milionów Polaków.

Ale tak serio – czyszcząc politykę po obaleniu reżimu komunistycznego, prawdopodobnie ta polityka byłaby dzisiaj czystsza. Nie zaprowadzając natychmiastowo w tej sprawie porządku Polacy sami sobie zgotowali istny „burdel”. Dlatego polityka w kraju nad Wisłą jest tak bardzo brudna

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Historia, Polityka

 

Zima bielą oprószona

07 gru

Spadł śnieg.

 

Lubię jak pada śnieg. Te grube, puszyste płatki śniegu.

Lubię jak robi się biało – i pola, lasy, łąki, pagórki i góry bieleją w blasku zimowego słońca.

Pod tym względem Polska jest pięknym krajem. O tej porze roku widziałem już wiele miejsc w kraju nad Wisłą – ciężko mi powiedzieć, które z nich jest najpiękniejsze, ale wiem na pewno, że chciałbym zimą zobaczyć Mazury. Byłem tam latem i mnie zachwyciły. Jedno z najpiękniejszy miejsc Europy! Ale jak wyglądają zimą? Muszą być niesamowite, ten pagórkowaty teren z dolinami poprzecinanymi jeziorami i lasami. Pewnie i Bieszczady (też widziałem latem) muszą wyglądać niesamowicie w zimowej szacie. A i chętnie ujrzałbym wybrzeże – choćby Gdańsk i Hel – upstrzone mrozem i śniegiem. Szkoda tylko, że do tych wszystkich miejsc mam daleko, gdyż jestem mieszkańcem Dolnego Śląska. Choć i tu, w krainie setek pałaców i zamków, nie brak mi atrakcji…

 

W jakie miejsca zabralibyście zimą obcokrajowca, by zauroczyć go Waszą piękną ojczyzną?

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Polska

 

Iluzja goni iluzję

05 gru
Jak informuje niespecjalnie rzetelna i niespecjalnie obiektywna „Gazeta Wyborcza”, UE martwi się o młodych, którzy w całej tej iluzorycznej europejskiej gospodarce mają niesamowite problemy ze znalezieniem pracy (w całej UE młodych bezrobotnych jest 23,4%, w niektórych krajach jak choćby Grecja czy Hiszpania nawet ponad 50%). W związku z tym… (cytuję Onet.pl):
„Komisja Europejska wdraża więc projekt „gwarancji dla młodych”. Jest to zalecenie, aby każdy obywatel zjednoczonej Europy, który nie ukończył jeszcze 25. roku życia, otrzymywał ofertę przyzwoitego zatrudnienia, szkolenia albo kształcenia w ciągu czterech miesięcy od opuszczenia szkoły lub trafienia na bezrobocie.”
Teraz pozwolę sobie wyjaśnić kilka spraw.
KTO ZAPŁACI?
Zapłacimy za to wszyscy. Bo skąd wziąć pieniądze, jeśli nie z podatków – a te zawsze odbijają się na kieszeni zwykłych ludzi. Więc wcale nie będzie nam się żyło lepiej. Bo wcale też nie będzie mniejsze bezrobocie – miejsca pracy nie biorą się z kosmosu i samo wyszkolenie ludzi nie zapewnia, że powstaną nowe firmy, zakłady itp. O te dba się poprzez dobry klimat dla inwestycji – niskie podatki, łatwość założenia działalności gospodarczej. A podwyższanie podatków, czyli m.in. kosztów pracy (które w Polsce są i tak już bardzo wysokie) wcale temu nie służy.
CZY ZNAJDĄ PRACĘ?
Nie znajdą, to proste. Skoro wszyscy młodzi będą przeszkoleni, to pracodawcy będą więcej wymagać, bo w końcu wszyscy młodzi będą przeszkoleni… i będą mogli wśród nich przebierać (tak jak zresztą to się dzieje dzisiaj). Poza tym – bądźmy szczerzy – publiczne szkolenia są średniej jakości (jak to bywa z państwowymi „produktami”), więc nie łudźmy się, że po takim przeszkoleniu młodzi Europejczycy nagle zamienią się w rekiny biznesu. Poza tym, jak już mówiłem, większe podatki to większe koszty pracy, a więc pracodawca dwa razy więcej będzie się zastanawiał nad zatrudnieniem nowego pracownika. Albo zatrudni go na czarno.
OSZUSTWA
Oczywiście to jest dobra pożywka dla wszelkiej maści oszustów. Zawsze znajdzie się firma, która wygra przetarg na szkolenie – nie ze względu na jakość usług, a ze względu na podpłacenie odpowiedniego decydenta. Również ci, którzy pracują na czarno zyskają – bo nie dość że zarobią w szarej strefie to jeszcze prawdopodobnie trafią na szkolenie, za które nie zapłacą.
I tak oto w Unii Europejskiej iluzja goni iluzję – urzędnicy udają, że pomagają społeczeństwu, a społeczeństwo udaje, że jest mądre (wyszkolone). Tymczasem pracy dalej nikt nie ma. Bo firmy wolą inwestować poza Unią Europejską, gdzie są niższe podatki, niższe koszty pracy… Gdzie jest większy szacunek dla konkretnej pracy zarobkowej, a nie dla za darmo pobieranych zasiłków wszelkiej maści, które pozwalają na spokojne życie bez stresu i przemęczania się.
Iluzja goni iluzję. A w tym czasie szkodliwy Euro-Socjalizm się rozrasta. Takie powolne samobójstwo „zjednoczonej Europy”.

Jak informuje niespecjalnie rzetelna i niespecjalnie obiektywna „Gazeta Wyborcza”, UE martwi się o młodych, którzy w całej tej iluzorycznej europejskiej gospodarce mają niesamowite problemy ze znalezieniem pracy (w całej UE młodych bezrobotnych jest 23,4%, w niektórych krajach jak choćby Grecja czy Hiszpania nawet ponad 50%). W związku z tym… (cytuję Onet.pl):

„Komisja Europejska wdraża więc projekt „gwarancji dla młodych”. Jest to zalecenie, aby każdy obywatel zjednoczonej Europy, który nie ukończył jeszcze 25. roku życia, otrzymywał ofertę przyzwoitego zatrudnienia, szkolenia albo kształcenia w ciągu czterech miesięcy od opuszczenia szkoły lub trafienia na bezrobocie.”

Teraz pozwolę sobie wyjaśnić kilka spraw.

KTO ZAPŁACI?

Zapłacimy za to wszyscy. Bo skąd wziąć pieniądze, jeśli nie z podatków – a te zawsze odbijają się na kieszeni zwykłych ludzi. Więc wcale nie będzie nam się żyło lepiej. Bo wcale też nie będzie mniejsze bezrobocie – miejsca pracy nie biorą się z kosmosu i samo wyszkolenie ludzi nie zapewnia, że powstaną nowe firmy, zakłady itp. O te dba się poprzez dobry klimat dla inwestycji – niskie podatki, łatwość założenia działalności gospodarczej. A podwyższanie podatków, czyli m.in. kosztów pracy (które w Polsce są i tak już bardzo wysokie) wcale temu nie służy.

CZY ZNAJDĄ PRACĘ?

Nie znajdą, to proste. Skoro wszyscy młodzi będą przeszkoleni, to pracodawcy będą więcej wymagać, bo w końcu wszyscy młodzi będą przeszkoleni… i będą mogli wśród nich przebierać (tak jak zresztą to się dzieje dzisiaj). Poza tym – bądźmy szczerzy – publiczne szkolenia są średniej jakości (jak to bywa z państwowymi „produktami”), więc nie łudźmy się, że po takim przeszkoleniu młodzi Europejczycy nagle zamienią się w rekiny biznesu. Poza tym, jak już mówiłem, większe podatki to większe koszty pracy, a więc pracodawca dwa razy więcej będzie się zastanawiał nad zatrudnieniem nowego pracownika. Albo zatrudni go na czarno.

OSZUSTWA

Oczywiście to jest dobra pożywka dla wszelkiej maści oszustów. Zawsze znajdzie się firma, która wygra przetarg na szkolenie – nie ze względu na jakość usług, a ze względu na podpłacenie odpowiedniego decydenta. Również ci, którzy pracują na czarno zyskają – bo nie dość że zarobią w szarej strefie to jeszcze prawdopodobnie trafią na szkolenie, za które nie zapłacą.

I tak oto w Unii Europejskiej iluzja goni iluzję – urzędnicy udają, że pomagają społeczeństwu, a społeczeństwo udaje, że jest mądre (wyszkolone). Tymczasem pracy dalej nikt nie ma. Bo firmy wolą inwestować poza Unią Europejską, gdzie są niższe podatki, niższe koszty pracy… Gdzie jest większy szacunek dla konkretnej pracy zarobkowej, a nie dla za darmo pobieranych zasiłków wszelkiej maści, które pozwalają na spokojne życie bez stresu i przemęczania się.

Iluzja goni iluzję. A w tym czasie szkodliwy Euro-Socjalizm się rozrasta. Takie powolne samobójstwo „zjednoczonej Europy”.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Gospodarka, Polityka

 

MSZ nie ma jaj

02 gru
MSZ nie ma jaj
Kiedy 30 października 2012 roku podczas konferencji naukowej pt. „Portugalia a Holokaust; uczyć się z przeszłości, nauczać na przyszłość” niejaki Ehud Gol (ambasador Izraela w Lizbonie) głośno i wyraźnie obarczył naród portugalski winą i napętnował za współudział w eksterminacji ludności żydowskiej podczas II wojny światowej – miejscowe MSZ zareagowało natychmiastowo. Ehud Gol został wezwany do wyjaśnień i przeprosin za krzywdzące słowa wobec tego iberyjskiego kraju. Reakcja – w moim odczuciu – jak najbardziej słuszna i odpowiednia.
Tymczasem polskie MSZ? Kiedy Barack Obama mówi o „polskich obozach zagłady”, czyli o Auschwitz-Birkenau i jemu podobnych, kiedy prasa niemiecka taka jak chociażby „Der Spiegel”, „Bild”, „Stern”, „Focus” niemiecki oddział Reuters i cała masa innych mówi o „polskich obozach koncentracyjnych”, kiedy poczytne tytuły „New York Times”, „New York Daily News”, brytyjski „The Guardian”, czy też „The Australian” używają określeń typu „Polish concentration camps”, „Polish Holocaust”, bądź „Polish death camp” w odniesieniu do nazistowskich mordowni w Oświęcimiu, Brzezince, Sztutowie i innych… Kiedy argentyński portal branży producentów mięsa komentuje odrzucenie przez Trybunał Konstytucyjny możliwości przeprowadzania rytualnego uboju (abstrahujmy już od tego, czy słusznie, czy nie, czy z korzyścią dla polskiej gospodarki czy nie) słowami typu: „jedynie Stalin wiedział jak postępować z Polakami” albo „Fałszywi miłośnicy zwierząt pognali cztery miliony Żydów do obozów śmierci”, bądź wreszcie że to Polacy „wymyślili getta na 100 lat przed Hitlerem”… polskie MSZ milczy. Chowa głowę w piasek!!! Nie komentuje, nie wymaga wyjaśnień, nie żąda przeprosin.
A to przecież państwa takie jak Argentyna bardzo chętnie przyjmowały po wojnie największych niemieckich zbrodniarzy, którzy posłali „4 miliony Żydów do obozów śmierci”.
Ale po co się wychylać i komuś się narażać? Po co wymagać wyjaśnień, po co brać przykład choćby z takiej Portugalii? Lepiej przyjąć wszystko na własne sumienie, lepiej wziąć wszystko na siebie i jakoś przetrwać… z czyimiś grzechami na karku.
Nie! Stop! Ministerstwo spraw Zagranicznych to instytucja, która powinna bronić dobrego imienia Państwa, dla którego służy, Narodu, który reprezentuje. MSZ powinno być silne i stanowczo opierać się przed kłamliwymi atakami w kierunku ojczyzny. Tak jest wszędzie na świecie, tylko chyba nie w Polsce…
W Polsce lepiej podniecać sie tym, że żona ministra Sikorskiego przyjmuje polskie obywatelstwo. Jakby to miało jakieś większe znaczenie. Dokładnie takie samo, jak przyjęcie obywatelstwa przez Olisadebe czy Rogera, którzy w polskiej piłce nożnej już nie istnieją (a istnieli tylko chwilowo). CZYLI ŻADNE ZNACZENIE!!!
Polacy traktują swoje Ministerstwa jako „zarobek” bez niepotrzebnych spięć i stresów, a powinni traktować jako „służbę”. I dopóki to się nie zmieni – również w tym pięknym kraju nic nie pójdzie ni krok do przo

Kiedy 30 października 2012 roku podczas konferencji naukowej pt. „Portugalia a Holokaust; uczyć się z przeszłości, nauczać na przyszłość” niejaki Ehud Gol (ambasador Izraela w Lizbonie) głośno i wyraźnie obarczył naród portugalski winą i napiętnował za współudział w eksterminacji ludności żydowskiej podczas II wojny światowej – miejscowe MSZ zareagowało natychmiastowo. Ehud Gol został wezwany do wyjaśnień i przeprosin za krzywdzące słowa wobec tego iberyjskiego kraju. Reakcja – w moim odczuciu – jak najbardziej słuszna i odpowiednia.

 
Tymczasem polskie MSZ? Kiedy Barack Obama mówi o „polskich obozach zagłady”, czyli o Auschwitz-Birkenau i jemu podobnych, kiedy prasa niemiecka taka jak chociażby „Der Spiegel”, „Bild”, „Stern”, „Focus” niemiecki oddział Reuters i cała masa innych mówi o „polskich obozach koncentracyjnych”, kiedy poczytne tytuły „New York Times”, „New York Daily News”, brytyjski „The Guardian”, czy też „The Australian” używają określeń typu „Polish concentration camps”, „Polish Holocaust”, bądź „Polish death camp” w odniesieniu do nazistowskich mordowni w Oświęcimiu, Brzezince, Sztutowie i innych… Kiedy argentyński portal branży producentów mięsa komentuje odrzucenie przez Trybunał Konstytucyjny możliwości przeprowadzania rytualnego uboju (abstrahujmy już od tego, czy słusznie, czy nie, czy z korzyścią dla polskiej gospodarki czy nie) słowami typu: „jedynie Stalin wiedział jak postępować z Polakami” albo „Fałszywi miłośnicy zwierząt pognali cztery miliony Żydów do obozów śmierci”, bądź wreszcie że to Polacy „wymyślili getta na 100 lat przed Hitlerem”… polskie MSZ milczy. Chowa głowę w piasek!!! Nie komentuje, nie wymaga wyjaśnień, nie żąda przeprosin.
A to przecież państwa takie jak Argentyna bardzo chętnie przyjmowały po wojnie największych niemieckich zbrodniarzy, którzy posłali „4 miliony Żydów do obozów śmierci”.

 
Ale po co się wychylać i komuś się narażać? Po co wymagać wyjaśnień, po co brać przykład choćby z takiej Portugalii? Lepiej przyjąć wszystko na własne sumienie, lepiej wziąć wszystko na siebie i jakoś przetrwać… z czyimiś grzechami na karku.

 
Nie! Stop! Ministerstwo spraw Zagranicznych to instytucja, która powinna bronić dobrego imienia Państwa, dla którego służy, Narodu, który reprezentuje. MSZ powinno być silne i stanowczo opierać się przed kłamliwymi atakami w kierunku ojczyzny. Tak jest wszędzie na świecie, tylko chyba nie w Polsce…

 

W Polsce lepiej podniecać się tym, że żona ministra Sikorskiego przyjmuje polskie obywatelstwo. Jakby to miało jakieś większe znaczenie. Dokładnie takie samo, jak przyjęcie obywatelstwa przez Olisadebe czy Rogera, którzy w polskiej piłce nożnej już nie istnieją (a istnieli tylko chwilowo). CZYLI ŻADNE ZNACZENIE!!!

 
Polacy traktują swoje Ministerstwa jako „łatwy zarobek” bez niepotrzebnych spięć i stresów, a powinni traktować jako „służbę”. I dopóki to się nie zmieni – również w tym pięknym kraju nic nie pójdzie ni krok do przodu.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Polacy, Polityka, Polska