RSS
 

Archiwum - Październik, 2012

Halloween from Poland

31 paź
Nie napiszę nic odkrywczego.
Mianowicie kiedy przed laty przyjeżdżałem do Polski, zupełnie nie znając tego kraju, spodziewałem się poznać nowe tradycje, przekonać się o różnorodności świata, o różnicach kulturowych, mentalnych, społecznych…
I rzeczywiście, Polska była inna. Inna, niż przedstawiano ją w zachodnich mediach, inna niż mówiono o niej na co dzień, w gronie towarzyskim.
Nie jestem wierzący, nie chodzę do kościoła, nie wyznaję żadnego kultu. Ale zawsze w Polsce podobało mi się to, że miejscowi mają swoje własne podejście do święta 1 listopada – chodzą w zadumie (choć przecież na cmentarzach rozmawiają ze sobą, też żartują i się uśmiechają, więc nie jest zupełnie smutno), pamiętając o zmarłych bliskich zapalają im znicze. Zresztą cmentarze jesienną nocą w Polsce wyglądają niesamowicie… Mają specyficzny klimat, którego w żaden sposób nie można podrobić.
Ale od kilku lat można zauważyć niepokojącą tendencję. Mianowicie Halloween, które „obchodzi” coraz więcej osób, szczególnie młodych. Ja rozumiem jakieś imprezy rockowe charakteryzowane na to święto – ludzie poprzebierani w klubach, przy muzyce sączącej się z głośników – nie ma w tym nic zdrożnego. Ale żeby polskie dzieciaki biegały po polskich ulicach w przebraniach na… anglosaskie święto? Mi nie chodzi o żadne religijne boleści, bo jak już wspomniałem, nie należę do wierzących.
Chodzi mi o to, że Polacy mają swoją kulturę i swoją tradycję! Nie chodzi o to, czy ta kultura jest lepsza, czy gorsza – po prostu jest swoja. SWOJA WŁASNA!
Amerykanin, Brytyjczyk, Niemiec, Francuz, Włoch – oni nie po to lecą nad Wisłę tyle godzin, żeby zobaczyć tu… Amerykę. Oni lecą zobaczyć Polskę!
Polacy, szanujcie SWOJE tradycje i SWOJĄ kulturę. Ona jest WASZA. Nie musicie kopiować. Jeśli już macie to robić, to nie na ulicy, nie manifestujcie swojej amerykańskości, siedźcie w domu i w towarzystwie sączcie polską wódkę.
Nie napisałem nic odkrywczego?
Ale coś na pewno smutnego. Bo prawdziwego.
Z tej okazji pozwolę sobie zacytować jednego z Polaków, pewnie młode pokolenie już go nie zna, mianowicie chodzi mi o Jana Pietrzaka (którego cytował też przecież i Reagan, i Elżbieta II):
„Żeby Polska była Polską!”

Nie napiszę nic odkrywczego.

 
Mianowicie kiedy przed laty przyjeżdżałem do Polski, zupełnie nie znając tego kraju, spodziewałem się poznać nowe tradycje, przekonać się o różnorodności świata, o różnicach kulturowych, mentalnych, społecznych…

 
I rzeczywiście, Polska była inna. Inna, niż przedstawiano ją w zachodnich mediach, inna niż mówiono o niej na co dzień, w gronie towarzyskim.

 
Nie jestem wierzący, nie chodzę do kościoła, nie wyznaję żadnego kultu. Ale zawsze w Polsce podobało mi się to, że miejscowi mają swoje własne podejście do święta 1 listopada – chodzą w zadumie (choć przecież na cmentarzach rozmawiają ze sobą, też żartują i się uśmiechają, więc nie jest zupełnie smutno), pamiętając o zmarłych bliskich zapalają im znicze. Zresztą cmentarze jesienną nocą w Polsce wyglądają niesamowicie… Mają specyficzny klimat, którego w żaden sposób nie można podrobić.

 
Ale od kilku lat można zauważyć niepokojącą tendencję. Mianowicie Halloween, które „obchodzi” coraz więcej osób, szczególnie młodych. Ja rozumiem jakieś imprezy rockowe charakteryzowane na to święto – ludzie poprzebierani w klubach, przy muzyce sączącej się z głośników – nie ma w tym nic zdrożnego. Ale żeby polskie dzieciaki biegały po polskich ulicach w przebraniach na… anglosaskie święto? Mi nie chodzi o żadne religijne boleści, bo jak już wspomniałem, nie należę do wierzących.

 
Chodzi mi o to, że Polacy mają swoją kulturę i swoją tradycję! Nie chodzi o to, czy ta kultura jest lepsza, czy gorsza – po prostu jest swoja. SWOJA WŁASNA!

 
Amerykanin, Brytyjczyk, Niemiec, Francuz, Włoch – oni nie po to lecą nad Wisłę tyle godzin, żeby zobaczyć tu… Amerykę. Oni lecą zobaczyć Polskę!

 
Polacy, szanujcie SWOJE tradycje i SWOJĄ kulturę. One są WASZE. Nie musicie kopiować. Jeśli już macie to robić, to nie na ulicy, nie manifestujcie swojej amerykańskości, siedźcie w domu i w towarzystwie sączcie polską wódkę.

 
Nie napisałem nic odkrywczego?

 
Ale coś na pewno smutnego. Bo prawdziwego.

 
Z tej okazji pozwolę sobie zacytować jednego z Polaków, pewnie młode pokolenie już go nie zna, mianowicie chodzi mi o Jana Pietrzaka (którego cytował też przecież i Reagan, i Elżbieta II):

 
„Żeby Polska była Polską!”


Dla tych, co nie wiedzą o co chodzi, polecam zapoznać się:



 
1 komentarz

Napisane w kategorii Kultura, Polacy

 

Masowa eutanazja

29 paź

 

Czasem wydaje mi się, że Polacy to naród bogaczy. I nie chodzi tylko o ich gościnność oraz fakt, że większość ludzi tu mieszkających to istne ucieleśnienie funkcjonującego wśród miejscowych powiedzenia „czym chata bogata”. Polacy to rozrzutnicy, wręcz marnotrawni, bo wydają pieniądze na rzeczy i sprawy bezużyteczne lub użyteczne w minimalnym stopniu.
O czym mówię? O polskiej służbie zdrowia. Nie twierdzę, że w zdrowie nie powinno się inwestować, wręcz przeciwnie, uważam, że powinno się w nie inwestować, ale inwestować DOBRZE. Czyli skutecznie, pewnie, z pewnym zwrotem. Czy opłacanie składek zdrowotnych w Polsce jest skuteczne?
Powiem tak: wizyta u okulisty czy laryngologa – 4 miesiące w kolejce, wizyta u kardiologa lub neurologa – 10 miesięcy czekania, krioterapia – za rok… (terminy te są z życia wzięte, a jak pokazują statystyki – ponad 5% specjalistów ma kolejki dłuższe niż pół roku!). Prędzej można wyzionąć ducha niż doczekać się jakichkolwiek badań. Nic więc dziwnego, że (jak twierdzi GUS) około 4,5 miliona Polaków mimo takiej potrzeby – ani razu w roku nie korzysta z państwowych usług lekarskich. A płaci się za to dość solidnie, szczególnie jak na polskie warunki płacowe. Wystarczy dla przykładu powiedzieć, iż przy zarobkach rzędu 1.800 zł brutto (netto: 1320,43 zł) składki zdrowotnej Polak płaci 139,79 zł, przy zarobkach 2.500 zł brutto (netto: 1808,10 zł) składka ta wynosi 194,15 zł, przy zarobkach równych 3.500 zł brutto (netto: 2505,34 zł) składka ta wzrasta do 271,81 zł, a przy pensji wartości 4.500 zł brutto (netto: 3.201,58 zł) składka zdrowotna osiąga poziom 349,47 zł. Prawda że sporo?
Dla porównania ubezpieczenie w sektorze prywatnej opieki zdrowotnej wynosi od ok. 50 do 200 zł, zależnie od firmy, a także od zakresu usług. Jednak nawet te najtańsze oferty są w zdecydowanej mierze wystarczające dla większości potrzeb Polaków. Jeśli ktoś się nie czuje pewien, może spokojnie wykupić droższą opcję, choćby za 200 zł, co równa się przymusowej opłacie na leczenie państwowe przy zarobkach równych ok. 2.575 zł brutto (czyli netto 1.860,78 zł), a takie ubezpieczenie oferuje znacznie wyższej jakości usługi (a mało którego Polaka stać na prywatne ubezpieczenie, bo już kupę kasy wydał na państwowe) niż społeczne. Problem w tym, że Polacy MUSZĄ płacić składki zdrowotne, bo sami się zgodzili na taki układ (takie sobie rządy obierali – m.in. postkomunistów), bo niby tak „będzie im lepiej”. Tylko czy jest lepiej – to już pozostawię czytelniku Tobie do osądu.
Do tego ile można oszczędzić? Weźmy przypadek, w którym Polak wykupuje ubezpieczenie prywatne o 100 zł tańsze niż wymagałoby od niego tego Państwo przy danym poziomie zarobków. Upraszczając, nie wliczając inflacji ani żadnych zmian w wypłacie, po 20 latach uzbiera się oszczędności 24 tysiące złotych. Co byś za to kupił?
Na pewno więcej, niż w polskiej państwowej służbie zdrowia.
Dlatego mogę powiedzieć, że Polacy to naród rozrzutników marnotrawnych, ale i naród bardzo nowoczesny (w pewnym sensie), bo nim zachód Europy o tym pomyślał, nad Wisłą już dawno wprowadzono system eutanazji społecznej. Szkoda tylko, że tak drogiej eutanazji i przymusowej dla wszystkich, którzy muszą bardzo powoli i boleśnie umierać w poczekalniach polskich szpitali…
Trochę smutne to podsumowanie (na zbliżające się żałobne polskie Halloween), ale niestety prawdziwe.

Czasem wydaje mi się, że Polacy to naród bogaczy. I nie chodzi tylko o ich gościnność oraz fakt, że większość ludzi tu mieszkających to istne ucieleśnienie funkcjonującego wśród miejscowych powiedzenia „czym chata bogata”. Polacy to rozrzutnicy, wręcz marnotrawni, bo wydają pieniądze na rzeczy i sprawy bezużyteczne lub użyteczne w minimalnym stopniu.

 

O czym mówię? O polskiej służbie zdrowia. Nie twierdzę, że w zdrowie nie powinno się inwestować, wręcz przeciwnie, uważam, że powinno się w nie inwestować, ale inwestować DOBRZE. Czyli skutecznie, pewnie, z pewnym zwrotem. Czy opłacanie składek zdrowotnych w Polsce jest skuteczne?

 

Powiem tak: wizyta u okulisty czy laryngologa – 4 miesiące w kolejce, wizyta u kardiologa lub neurologa – 10 miesięcy czekania, krioterapia – za rok… (terminy te są z życia wzięte, a jak pokazują statystyki – ponad 5% specjalistów ma kolejki dłuższe niż pół roku!). Prędzej można wyzionąć ducha niż doczekać się jakichkolwiek badań. Nic więc dziwnego, że (jak twierdzi GUS) około 4,5 miliona Polaków mimo takiej potrzeby – ani razu w roku nie korzysta z państwowych usług lekarskich. A płaci się za to dość solidnie, szczególnie jak na polskie warunki płacowe. Wystarczy dla przykładu powiedzieć, iż przy zarobkach rzędu 1.800 zł brutto (netto: 1320,43 zł) składki zdrowotnej Polak płaci 139,79 zł, przy zarobkach 2.500 zł brutto (netto: 1808,10 zł) składka ta wynosi 194,15 zł, przy zarobkach równych 3.500 zł brutto (netto: 2505,34 zł) składka ta wzrasta do 271,81 zł, a przy pensji wartości 4.500 zł brutto (netto: 3.201,58 zł) składka zdrowotna osiąga poziom 349,47 zł. Prawda że sporo?

 

Dla porównania ubezpieczenie w sektorze prywatnej opieki zdrowotnej wynosi od ok. 50 do 200 zł, zależnie od firmy, a także od zakresu usług. Jednak nawet te najtańsze oferty są w zdecydowanej mierze wystarczające dla większości potrzeb Polaków. Jeśli ktoś się nie czuje pewien, może spokojnie wykupić droższą opcję, choćby za 200 zł, co równa się przymusowej opłacie na leczenie państwowe przy zarobkach równych ok. 2.575 zł brutto (czyli netto 1.860,78 zł), a takie ubezpieczenie oferuje znacznie wyższej jakości usługi (a mało którego Polaka stać na prywatne ubezpieczenie, bo już kupę kasy wydał na państwowe) niż społeczne. Problem w tym, że Polacy MUSZĄ płacić składki zdrowotne, bo sami się zgodzili na taki układ (takie sobie rządy obierali – m.in. postkomunistów), bo niby tak „będzie im lepiej”. Tylko czy jest lepiej – to już pozostawię czytelniku Tobie do osądu.

Do tego ile można oszczędzić? Weźmy przypadek, w którym Polak wykupuje ubezpieczenie prywatne o 100 zł tańsze niż wymagałoby od niego tego Państwo przy danym poziomie zarobków. Upraszczając, nie wliczając inflacji ani żadnych zmian w wypłacie, po 20 latach uzbiera się oszczędności 24 tysiące złotych. Co byś za to kupił?

 

Na pewno więcej, niż w polskiej państwowej służbie zdrowia.

 

Dlatego mogę powiedzieć, że Polacy to naród rozrzutników marnotrawnych, ale i naród bardzo nowoczesny (w pewnym sensie), bo nim zachód Europy o tym pomyślał, nad Wisłą już dawno wprowadzono system eutanazji społecznej. Szkoda tylko, że tak drogiej eutanazji i przymusowej dla wszystkich, którzy muszą bardzo powoli i boleśnie umierać w poczekalniach polskich szpitali…

 

Trochę smutne to podsumowanie (na zbliżające się żałobne polskie Halloween), ale niestety prawdziwe.

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Zdrowie

 

Nasza droga oświato…

26 paź
Polska jest piękna, choć nie zawsze dla mnie zrozumiała. Przyjechałem tu z daleka 10 lat temu i wciąż wiele rzeczy mnie zadziwia, wciąż wielu rzeczy nie potrafię zrozumieć. Na przykład takie szkolnictwo – stoi tu na bardzo niskim poziomie. W moim kraju na studia idzie mało osób, bo raz że trudno się dostać, dwa że do wykonywania większości zawodów wystarcza szkoła średnia, która na prawdę dużo uczy młodego człowieka. Tymczasem w Polsce wielu młodych ludzi musi iść na studia, pewnie dlatego że mało się nauczyli w technikum czy w liceum. W Polsce ok. 15% ludzi ma dyplomy wyższych uczelni, wśród aktywnych zawodowo wskaźnik ten wynosi 27%!!! A prawie 90% dorosłych mieszkańców Polski ma wykształcenie przynajmniej średnie! Tymczasem w Wielkiej Brytanii ten ostatni wskaźnik plasuje się na poziomie 76%, we Francji 70%, w Hiszpanii 53%, a w Portugalii ok. 32%. Dla mnie wniosek jest jeden – w Polsce jest gorszy poziom nauczania niż na zachodzie, bo większość ludzi stać umysłowo na zaliczenie choćby matury. A przecież wiemy, że większość nie nadaje się tak naprawdę do tego, żeby w ogóle do matury podchodzić! Skąd więc tak wysoka zdawalność egzaminu dojrzałości? Przymykanie oka na głupotę, odpuszczanie, pozwoleństwo na ściąganie, no i generalnie słaby poziom wiedzy przekazywanej uczniom.
Zresztą (lubię Polskę i Polaków, więc nie piszę tak o nich z powodu antypatii, moja złośliwość ma dać do myślenia) wystarczy spojrzeć na to gdzie się lepiej żyje – w wykształconej Polsce, czy głupiej Wielkiej Brytanii? To Brytyjczycy uciekają nad Wisłę, czy Polacy nad Tamizę?
Najbardziej przeraża mnie jednak fakt, że Polacy myślą iż szkoły mają darmowe lub prawie darmowe. Akurat na całym świecie nie ma nic darmowego, a tym bardziej szkolnictwo, które pochłania ogromne sumy pieniędzy. Postanowiłem się nieco w temacie zorientować i dowiedziałem się iż w minionym 2011 roku z budżetu państwa poszło na ten cel 37,2 miliarda złotych! To nazywacie darmową edukacją? Przecież to wy – wszyscy pracujący – płacicie podatki, które idą na ten cel. Więc wasze dzieci uczą się 13-18 lat, a wy płacicie na tę potężną machinę przez całe życie! Z racji że w Polsce jest legalnie pracujących ok. 16 milionów mieszkańców, daje więc nam to średnio ok. 2.300 zł rocznie na na jednego pracującego. Małżeństwo płaci więc rocznie 4.600 zł (czyli ponad 380 zł miesięcznie) na marnej renomy szkoły, bez względu na to, czy mają dzieci, czy nie, czy ich dzieci jeszcze nie chodzą do szkoły, czy już ją dawno skończyły. Mając 60 lat Polak nadal musi przecież płacić podatki, mimo że jego dzieci dawno już założyły swoje rodziny i dawno już do szkół nie chodzą. Przeraża mnie to tym bardziej, że tak wielu Polaków mówi o darmowym nauczaniu. Polskie szkoły są drogie i kiepskie, bo w końcu co 9 bezrobotny w Polsce to osoba z wyższym wykształceniem. A ci co mają to i tak w znacznym stopniu w zawodzie innym niż wyuczony…
Bardzo drogie, jak na polskie warunki, bardzo kiepskie, jak na światowe standardy są polskie szkoły. Nie są bezpłatne. Bo do wymienionych przeze mnie powyżej kosztów należy doliczyć wszelkie opłaty na komitety rodzicielskie, opłaty na studiach (nie tylko zaocznych, ale i wszelkie powtórki egzaminów dla studentów dziennych)… no i oczywiście książki, zeszyty, przybory szkolne. Małżeństwo płacące miesięcznie 380 zł na szkołę powinno otrzymać wysoki poziom nauczania dzieci, który zapewni im w przyszłości dobry start na rynku pracy, a także darmowe książki i przybory szkolne!

Polska jest piękna, choć nie zawsze dla mnie zrozumiała. Przyjechałem tu z daleka 10 lat temu i wciąż wiele rzeczy mnie zadziwia, wciąż wielu rzeczy nie potrafię zrozumieć. Na przykład takie szkolnictwo – stoi tu na bardzo niskim poziomie. W moim kraju na studia idzie mało osób, bo raz że trudno się dostać, dwa że do wykonywania większości zawodów wystarcza szkoła średnia, która na prawdę dużo uczy młodego człowieka. Tymczasem w Polsce wielu młodych ludzi musi iść na studia, pewnie dlatego że mało się nauczyli w technikum czy w liceum. W Polsce ok. 15% ludzi ma dyplomy wyższych uczelni, wśród aktywnych zawodowo wskaźnik ten wynosi 27%!!! A prawie 90% dorosłych mieszkańców Polski ma wykształcenie przynajmniej średnie! Tymczasem w Wielkiej Brytanii ten ostatni wskaźnik plasuje się na poziomie 76%, we Francji 70%, w Hiszpanii 53%, a w Portugalii ok. 32%. Dla mnie wniosek jest jeden – w Polsce jest gorszy poziom nauczania niż na zachodzie, bo większość ludzi stać umysłowo na zaliczenie choćby matury. A przecież wiemy, że większość nie nadaje się tak naprawdę do tego, żeby w ogóle do matury podchodzić! Skąd więc tak wysoka zdawalność egzaminu dojrzałości? Przymykanie oka na głupotę, odpuszczanie, pozwoleństwo na ściąganie, no i generalnie słaby poziom wiedzy przekazywanej uczniom.

 
Zresztą (lubię Polskę i Polaków, więc nie piszę tak o nich z powodu antypatii, moja złośliwość ma dać do myślenia) wystarczy spojrzeć na to gdzie się lepiej żyje – w wykształconej Polsce, czy głupiej Wielkiej Brytanii? To Brytyjczycy uciekają nad Wisłę, czy Polacy nad Tamizę?

 
Najbardziej przeraża mnie jednak fakt, że Polacy myślą iż szkoły mają darmowe lub prawie darmowe. Akurat na całym świecie nie ma nic darmowego, a tym bardziej szkolnictwo, które pochłania ogromne sumy pieniędzy. Postanowiłem się nieco w temacie zorientować i dowiedziałem się iż w minionym 2011 roku z budżetu państwa poszło na ten cel 37,2 miliarda złotych! To nazywacie darmową edukacją? Przecież to wy – wszyscy pracujący – płacicie podatki, które idą na ten cel. Więc wasze dzieci uczą się 13-18 lat, a wy płacicie na tę potężną machinę przez całe życie! Z racji że w Polsce jest legalnie pracujących ok. 16 milionów mieszkańców, daje więc nam to średnio ok. 2.300 zł rocznie na na jednego pracującego. Małżeństwo płaci więc rocznie 4.600 zł (czyli ponad 380 zł miesięcznie) na marnej renomy szkoły, bez względu na to, czy mają dzieci, czy nie, czy ich dzieci jeszcze nie chodzą do szkoły, czy już ją dawno skończyły. Mając 60 lat Polak nadal musi przecież płacić podatki, mimo że jego dzieci dawno już założyły swoje rodziny i dawno już do szkół nie chodzą. Przeraża mnie to tym bardziej, że tak wielu Polaków mówi o darmowym nauczaniu. Polskie szkoły są drogie i kiepskie, bo w końcu co 9 bezrobotny w Polsce to osoba z wyższym wykształceniem. A ci co mają pracę to i tak w większości w zawodzie innym niż wyuczony…

 
Bardzo drogie, jak na polskie warunki, bardzo kiepskie, jak na światowe standardy są polskie szkoły. Nie są bezpłatne. Bo do wymienionych przeze mnie powyżej kosztów należy doliczyć wszelkie opłaty na komitety rodzicielskie, opłaty na studiach (nie tylko zaocznych, ale i wszelkie powtórki egzaminów dla studentów dziennych)… no i oczywiście książki, zeszyty, przybory szkolne. Małżeństwo płacące miesięcznie 380 zł na szkołę powinno otrzymać wysoki poziom nauczania dzieci, który zapewni im w przyszłości dobry start na rynku pracy, a także darmowe książki i przybory szkolne!

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Edukacja, Praca

 

Jacy są Polacy? Pierwsze wrażenia

24 paź
Jeszcze przez długi czas po wylądowaniu w Polsce zastanawiałem się nad tym, co mnie spotka od mieszkańców tego niepozornego kraju. Czy są to stereotypowi alkoholicy skłonni do bijatyk, a może zapracowani ludzie, którzy nie mają czasu na dzielenie się szczęściem ze znajomymi i rodziną? Ulice są bezpieczne, czy lepiej nie zapuszczać się w nie po zmroku, szczególnie w pojedynkę?
Widząc te mijające mnie smutne twarze pomyślałem – ależ ten naród jest depresyjny! Czy rzeczywiście źle im się tak wiedzie, czy rzeczywiście mają tak trudną sytuację, że na ich buziach nie rysują się choćby drobne zalążki uśmiechu?
Wkrótce jednak przekonałem się, że Polacy to ludzie zamknięci w sobie, ale tylko do czasu… W wąskiej grupie znajomych przechodzą metamorfozę i stają się znacznie bardziej otwarci niż Brytyjczycy, czy Niemcy. Stają się spontaniczni! Radośni! Dowcipkują, żartują, robią sobie kawały. Coś niesamowitego. W czterech ścianach polskiego domostwa istnieje zupełnie inny świat niż na polskich ulicach. Jak to się dzieje?
Tylko ta skłonność do narzekania…
…choć z perspektywy czasu nie dziwię się Polakom. Patrząc na ich kraj pełen niewykorzystanych możliwości, pełen niespełnionych marzeń, pełen perspektyw, które grzęzną w politycznym bagnie… chyba sam bym stracił optymizm po tylu latach od słynnej (i nie do końca przeprowadzonej) transformacji.

Jeszcze przez długi czas po wylądowaniu w Polsce zastanawiałem się nad tym, co mnie spotka od mieszkańców tego niepozornego kraju. Czy są to stereotypowi alkoholicy skłonni do bijatyk, a może zapracowani ludzie, którzy nie mają czasu na dzielenie się szczęściem ze znajomymi i rodziną? Ulice są bezpieczne, czy lepiej nie zapuszczać się w nie po zmroku, szczególnie w pojedynkę?

Widząc te mijające mnie smutne twarze pomyślałem – ależ ten naród jest depresyjny! Czy rzeczywiście źle im się tak wiedzie, czy rzeczywiście mają tak trudną sytuację, że na ich buziach nie rysują się choćby drobne zalążki uśmiechu?

Wkrótce jednak przekonałem się, że Polacy to ludzie zamknięci w sobie, ale tylko do czasu… W wąskiej grupie znajomych przechodzą metamorfozę i stają się znacznie bardziej otwarci niż Brytyjczycy, czy Niemcy. Stają się spontaniczni! Radośni! Dowcipkują, żartują, robią sobie kawały. Coś niesamowitego. W czterech ścianach polskiego domostwa istnieje zupełnie inny świat niż na polskich ulicach. Jak to się dzieje?

Tylko ta skłonność do narzekania…

…choć z perspektywy czasu nie dziwię się Polakom. Patrząc na ich kraj pełen niewykorzystanych możliwości, pełen niespełnionych marzeń, pełen perspektyw, które grzęzną w politycznym bagnie… chyba sam bym stracił optymizm po tylu latach od słynnej (i nie do końca przeprowadzonej) transformacji.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Polacy

 

Welcome to Poland

23 paź

Dekadę temu przybyłem do Polski z daleka, nie znając zupełnie tego kraju między Wisłą a Odrą, nie mając zielonego pojęcia czego mogę się tu spodziewać, ale i zarazem mając pewne nadzieje, że zobaczę tu z jednej strony: kraj pełen dzikiej przyrody, być może nieco zacofany, ale w tym zacofaniu piękny i bliski naturze. Z drugiej zaś strony: kraj pełen możliwości, rozwijającą się gospodarkę, która nie tylko kraje zachodu dogoni, ale i stanie się dla nich pewnym wzorem do naśladowania.

 

Co mnie tu spotkało? Jakie są moje spostrzeżenia na temat Polski?

O tym właśnie chciałbym pisać tu – na tym oto blogu, który od dziś staje się medium, dzięki któremu mogę zaprezentować moje prywatne uwagi szerszej widowni.

 

I jeśli nie zgadzacie się z tym co piszę – komentujcie. Jeśli macie podobne spostrzeżenia, również piszcie.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Polska